Miesiąc temu, podczas konferencji prasowej, Minister Zdrowia Adam Niedzielski ogłosił „początek końca pandemii”. Te słowa wiele zmieniły w zachowaniu Polaków. Sprawiły między innymi, że w zauważalny sposób spadło zainteresowanie szczepieniami. Zdaniem Łukasza Pietrzaka – farmaceuty, który od początku pandemii analizuje dane na jej temat – wypowiedzieć Ministra Niedzielskiego była niefortunna też z innego powodu.
– To wystąpienie było raptem tydzień po szczycie, gdzie średnia dniowa była na poziomie 40 000 zakażeń. W tamtym momencie mówienie o końcu pandemii było nieodpowiedzialne. To spowodowało, że maseczki rzadziej pojawiały się w sklepach czy aptekach, jak również wpłynęło to na szczepienia. Od tego momentu obserwujemy ciągły spadek w całym Narodowym Programie Szczepień. W tym momencie na dobę szczepimy 20-30 tys. osób, natomiast w szczycie V fali te wartości były kilkunastokrotnie większe – mówi Pietrzak w programie „Kwadrans z farmacją”.
Jego zdaniem nawet teraz mówienie o końcu pandemii oraz zapowiedzi znoszenia kolejnych obostrzeń, są przedwczesne. Z jego analiz wynika, że obecnie odnotowywanych jest ok. 30 zakażeń na 100 tysięcy mieszkańców. To tyle samo co między IV a V falą Pandemii.
– Przy średniej 11 tysięcy nowych zakażeń dziennie jest jeszcze daleko od końca pandemii. Już teraz widać, że w niektórych województwach następuje wzrost – przede wszystkim w lubelskim, małopolskim, śląski i pomorskim. Zapewne jest to też związane z nowym podwariantem, który zaczyna dominować – mówi farmaceuta.
Omikron mniej „zjadliwy”?
Od początku roku pojawiają się też doniesienia o mniejszej zjadliwości dominującego obecnie wariantu koronawirusa – Omikrona. Mimo, że przenosi się on łatwiej, to ma skutkować mniejszą śmiertelnością. Zdaniem Łukasza Pietrzaka dane to potwierdzają, jednak trzeba na nie spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.
– Liczba zgonów była mniejsza, ale nie tylko z racji faktu, że wariant Omicron jest mniej zjadliwy, ale również mamy znacznie wyższy poziom immunizacji. Nie tylko tej poszczepiennej, bo mamy także bardzo dużo ozdrowieńców oraz to, że między IV a V falą był niewielki odstęp czasowy. To spowodowało, że ta odporność po przechorowaniu również wpłynęła bardzo istotnie na naszą immunizację – wskazuje w „Kwadransie z farmacją”.
Jego zdaniem trudno się też zgodzić z tezą, że COVID-19 będzie wkrótce traktowany jak zachorowanie na grypę czy przeziębienie. Szczególnie, że nadal z jego powodu umiera bardzo wiele osób. Poza tym pojawiają się doniesienia z kolejnych krajów, o rosnącej liczbie zakażeń, za której odpowiedzialny jest nowy wariant Omikrona (czytaj również: Omikron „wgra” odporność długoterminową. To nas uodporni na kolejne warianty?).
– Wariant Omicron ma przynajmniej trzy podwarianty: BA.1, BA.2, BA.3. Najbardziej dominującym był ten podstawowy, czyli BA.1. Mniej więcej od końca stycznia jest on wypierany przez podwariant BA.2. Ten właśnie jest odpowiedzialny m.in. za wzrost zakażeń w Chinach i Danii. W tym momencie ok. 40% zakażeń jest wywoływanych przez wariant BA.2 i ta wartość systematycznie rośnie. Dlatego można się spodziewać, że w najbliższym czasie będziemy widzieć kolejne wzrosty – prognozuje Pietrzak.
Wojna na Ukrainie i pandemia
W ocenie farmaceuty wzrostom sprzyja także obecna sytuacja, związana z wojną na Ukrainie, gdzie poziom wyszczepienia przeciw COVID-19 jest jeszcze niższy niż w Polsce. Zresztą nie tylko to sprzyja rozprzestrzenianiu się koronawirusa.
– Pamiętajmy też o tym, że to nie tylko problem z uchodźcami, ale również my zrezygnowaliśmy z jakichkolwiek maseczek i innych niefarmakologicznych metod walki z wirusem. Do tego zwiększona mobilność naszych rodaków, zakupy, akcje charytatywne, to wszystko zwiększa ryzyko transmisji wirusa. Dlatego daleki byłbym od mówienia, że to ludności ukraińska jest odpowiedzialna za wzrosty, ale faktem jest, że to w powiatach przygranicznych jest widoczny wzrost liczby zakażeń – mówi farmaceuta.
Zwraca uwagę, że wzrostów tych na ten moment nie widać jeszcze w statystykach ogólnopolskich czy nawet wojewódzkich. A to dlatego, że wzrosty w powiatach przygranicznych są kompensowane spadkami w innych powiatach. W ocenie Łukasza Pietrzaka to czy czeka nas kolejna fala pandemii, zależy do tego, co zrobimy teraz (czytaj więcej: Obywatele Ukrainy mogą zaszczepić się przeciw COVID-19 w ramach NPS).
– Zwłaszcza, że w przypadku poprzednich fal dość często budziliśmy się, mówiąc brzydko z ręką w nocniku i wszystkie decyzje, jakie były podejmowane, były podejmowane już przy bardzo wysokiej liczbie zakażeń. A to – nie ma co się oszukiwać – nie ma większego znaczenia, gdyż efekty jakichkolwiek obostrzeń obserwujemy nie wcześniej niż za 2-3 tygodnie – mówi Pietrzak.
©MGR.FARM










