REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 24 maja 2022, 11:11

Farmaceuci zdali ważny egzamin

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że farmaceuci w ostatnich tygodniach zdali niezwykle ważny egzamin. Pomoc i wsparcie, które zaoferowali uchodźcom z Ukrainy, trudno porównać do jakiegokolwiek innego zrywu z przeszłości. O tym, co kryje się za tą niezwykłą energią, która wstąpiła w polskich farmaceutów, rozmawiamy z Rafałem Hechmannem – koordynatorem punktów pomocy farmaceutycznej.

W najnowszym numerze magazynu MGR.FARM, Rafał Hechmann opowiedział o kulisach pomocy Ukrainie (fot. Anna Lewańska)
W najnowszym numerze magazynu MGR.FARM, Rafał Hechmann opowiedział o kulisach pomocy Ukrainie (fot. Anna Lewańska)

Niemal natychmiast po wybuchu wojny w Ukrainie Polacy ruszyli z pomocą. Pojawiły się zbiórki, prywatne osoby pojechały na granicę, by pomagać uchodźcom… Czy spodziewałeś się takiego nagłego „pospolitego ruszenia” Polaków do pomocy Ukrainie? Jej skala była ogromna…

Nasze polskie pomaganie zawsze charakteryzowało się dużą akcyjnością, czyli ogromnym spontanicznym odzewem, w którym uwidaczniają się nasze narodowe, lekko maskowane codziennością cechy, takie jak gościnność czy otwartość na innych. Podobny zryw pamiętam z 2010 roku – pracowałem wtedy jako koordynator pomocy dla powodzian i ten okres do dziś kojarzy mi się z ogromną, bezwarunkową mobilizacją wolontariuszy, służb i całego społeczeństwa.

REKLAMA

Z jednej strony można więc było spodziewać się ogromnego odzewu, z drugiej – jest on wciąż zaskakujący. Dla mnie, podobnie jak chyba dla całego świata, czymś absolutnie fantastycznym jest otwarcie przez polskie rodziny własnych domów i mieszkań dla uchodźców. Gdyby nie to, mielibyśmy teraz w całym kraju ogromne, przepełnione obozy dla uchodźców i trudny do opanowania kryzys.

Byłeś jedną z pierwszych osób, które zorganizowały zbiórkę pieniędzy na pomoc Ukrainie. Skąd taka decyzja?

Tak jak tysiące Polaków, postanowiłem się po prostu zaangażować. Wielokrotnie podczas mojej wcześniejszej pracy w organizacjach humanitarnych spotykałem farmaceutów z całego świata działających w sektorze pomocowym i od pewnego czasu miałem gdzieś z tyłu głowy myśl o zaangażowaniu w takie działania także moich polskich Koleżanek i Kolegów. Gdy wybuchł konflikt, wiedziałem, że takie zaangażowanie będzie wręcz konieczne, decyzja przyszła więc łatwo i praktycznie natychmiast. Pozostało jedynie opracować najefektywniejszy rodzaj pomocy, jakiej mogą udzielić farmaceuci, i stworzyć im jak najbardziej sprofesjonalizowane miejsce i narzędzia pracy. Do tego oczywiście potrzebne były fundusze. Na szczęście w dzisiejszych czasach zorganizowanie zbiórki nie jest zbyt skomplikowane, więc udało się ruszyć szybko.

Miałem też ogromne szczęście do ludzi. Śląska Izba Aptekarska pod wodzą prezesa Mikołaja Konstantego od razu bardzo mocno zaangażowała się w projekt i pomogła m.in. w dotarciu do farmaceutów, a nasza pierwsza wolontariuszka – mgr Magda Przybyła – ogarnęła grafik i okazała się mistrzynią organizacji. I tak poszło.

Od kilku tygodni działają w punktach recepcyjnych punkty pomocy farmaceutycznej organizowane przez Ciebie oraz izby aptekarskie i farmaceutów. Czy mógłbyś podsumować, ile takich punktów już powstało i ilu Ukraińcom udało się w ten sposób pomóc?

Nasz katowicki punkt to dopiero był początek. Wkrótce odezwały się do nas izby aptekarskie z Zielonej Góry, Wrocławia i Opola, gdzie z inicjatyw prezesów tych izb zaczęto organizować punkty na wzór naszego katowickiego. Działa również Izba Podkarpacka, pojawiły się też podobne placówki w Poznaniu, Krakowie czy w Warszawie. Otwarliśmy właśnie nowy duży punkt w Siemianowicach Śląskich, który organizuje nasza wolontariuszka z Katowic, mgr Iga Kęsy. We wszystkich tych punktach pracują wspaniali i zaangażowani farmaceuci – wolontariusze, którzy poświęcają potrzebującym uchodźcom mnóstwo czasu, energii, a niejednokrotnie nawet własnych środków finansowych. Bardzo dużo dobrej energii wniosła Małgosia Swaczyna, rzecznik zawodu farmaceuty w grupie Neuca, która promuje naszą ideę w całym kraju i dzięki niej odzywają się do nas farmaceuci z całej Polski, dopytując, jak uruchomić podobny rodzaj pomocy u siebie.

Placówki te, w zależności od potrzeb, przyjmują różną postać. W Katowicach jesteśmy stacjonarnie, w punkcie recepcyjnym, przez który przewija się większość uchodźców. Po Zielonej Górze i okolicach, pomiędzy ośrodkami zakwaterowania uchodźców, porusza się punkt mobilny pod wodzą pani prezes Darii Wielogórskiej-Rutki. We Wrocławiu prezes Marcin Repelewicz zorganizował punkt w ośrodku masowego zakwaterowania uchodźców w akademikach przy ulicy Wittiga, a w Siemianowicach Śląskich punkt znajduje się w miejscu, gdzie dystrybuowana jest pomoc dla całego Śląska. Różne modele rejestracji i relokacji uchodźców zmuszają nas do kreatywnego podejścia; w Katowicach już dwa razy przenosiliśmy punkt, żeby móc lepiej docierać do potrzebujących.

Każdy z naszych punktów to kilkadziesiąt osób, którym udzielamy codziennie pomocy. Ponad tysiąc osób otrzymało pomoc przez pierwsze trzy tygodnie działania punktu tylko w Katowicach. Inne miejsca działają trochę krócej, ale też przewija się przez nie i otrzymuje pomoc kilkadziesiąt osób dziennie. Na dokładne podsumowania przyjdzie czas, ale jak do tej pory tysiące osób od początku kryzysu uzyskały realną pomoc w punktach pomocy farmaceutycznej.

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszali się do farmaceutów uchodźcy z Ukrainy? W jaki sposób im pomagano?

Te liczby beneficjentów, o których wspomniałem przed chwilą, tyczą się osób, którym wraz z poradą wydano preparat z naszych apteczek. Taką pomoc każdorazowo dokumentujemy w naszych tabelkach, co służy transparentności całego przedsięwzięcia. Najczęstsze przypadłości to niegroźne dolegliwości, takie jak biegunki, przeziębienia u dzieci, odwodnienie, otarcia, dolegliwości bólowe.

REKLAMA
REKLAMA

Nie wszystkim jednak oczywiście możemy pomóc w naszych punktach. Pomagamy w granicach kompetencji farmaceuty, jednak duża grupa osób trafiających do nas to uchodźcy potrzebujący leków na receptę lub mający poważne problemy zdrowotne. W przypadku leków na receptę najczęściej szukamy odpowiednika i kierujemy pacjentów do współpracujących z nami przychodni na dodatkowe badanie i po receptę, ewentualnie – gdy sytuacja jest odpowiednia – do apteki po receptę farmaceutyczną. W Ukrainie wiele leków jest wydawanych bez recepty i za każdym razem cierpliwie tłumaczymy, że w Polsce wygląda to trochę inaczej. Jest też grupa osób, którym pomagamy znaleźć profesjonalną opiekę: od ludzi mających problemy stomatologiczne po zaniedbaną przez tułaczkę cukrzycę, epizody załamania nerwowego czy pacjentów onkologicznych. Uchodźcy zgłaszają się do nas jako do pierwszego punktu styczności z polskim systemem opieki zdrowotnej, a nasze punkty wyposażone są w wiedzę dotyczącą pomocy, którą uchodźcy mogą uzyskać w takich sytuacjach.

Jak oceniłbyś zaangażowanie farmaceutów w chęć pracy w takich punktach? Niektóre izby, chcące je zorganizować, miały problemy ze znalezieniem wolontariuszy. W innych ich listy były długie. Z czego to, Twoim zdaniem, może wynikać?

Ja jestem tym zaangażowaniem kompletnie oczarowany! W naszym grafiku tylko na terenie Śląska (punkty w Katowicach i Siemianowicach Śląskich) mamy ponad 40 farmaceutek i farmaceutów, którzy od miesiąca są w gotowości i przychodzą na dyżury. W sumie w całej Polsce jest ponad 200 farmaceutów wpisanych w grafiki. Współpracujący z nami farmaceuci to nie tylko osoby dyżurujące, ale także osoby, które te punkty koordynują, szukają sponsorów, układają grafik albo organizują coś tak fantastycznego jak inicjatywa Farmaceuci Ukrainie, czyli cykl webinariów edukacyjnych dla farmaceutów, którym towarzyszy zbiórka wspierająca działalność inicjatywy farmaceuci.org.

Różne liczby dyspozycyjnych farmaceutów w różnych województwach mogą wynikać po prostu z wielkości danej izby aptekarskiej lub z wybranego sposobu komunikacji i prośby o zaangażowanie. Przykładowo na Śląsku izba aptekarska udostępniła nam swój mailing, co zaowocowało bardzo dużym odzewem, bo informacja mogła trafić do wszystkich farmaceutów.

Aby umożliwić działalność tych punktów, uruchomiłeś drugą zbiórkę pieniędzy. Na co są one potrzebne?

Faktycznie przez jakiś czas prowadziłem dwie zbiórki. Pierwszą zbiórkę opisałem jako zrzutkę na leki i materiały medyczne. Tymczasem w punkcie potrzebowaliśmy też bardziej prozaicznych rzeczy, takich jak szafki czy materiały informacyjne dla uchodźców. Uruchomiłem więc drugą zbiórkę – na wyposażenie tych punktów i wszystkie rzeczy, które lekami w nich nie są. Szczerze mówiąc, ta druga zbiórka poszła o wiele słabiej i w sumie ponad 90 procent funduszy, jakimi dysponujemy, pochodzi z pierwszej, ciągle prowadzonej zbiórki. Tę drugą zbiórkę wyłączyliśmy.

Zakulisowo dowiedziałem się, że nazwa „punkt opieki farmaceutycznej”, której początkowo używałeś w komunikacji swoich działań, wywołała pewne kontrowersje. Obecnie widzę, że używasz określenia „punkt pomocy farmaceutycznej” lub „punkt porady farmaceutycznej”. Mógłbyś wyjaśnić, skąd ta zmiana?

Tak rzeczywiście było. Początkowo zaczęliśmy używać nazwy „opieka farmaceutyczna”, bo faktycznie nasi wolontariusze otaczali uchodźców prawdziwą opieką. Po proteście osób związanych z programem opieki farmaceutycznej w Polsce używamy nazwy „punkt pomocy farmaceutycznej”. Nie mam z tym absolutnie problemu i poniekąd rozumiem ich stanowisko. Żałuję, że nie namówiłem ich, aby włączyli się w naszą akcję.

Przeczytałeś tylko 35% całego artykułu.
Reszta dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM


REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA