Michał Marcinkowski na co dzień jest kierownikiem apteki w nadmorskiej Redzie. Udziela się też w samorządzie należąc do Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. Pełni również funkcję wojewódzkiego konsultanta ds. farmacji aptecznej. Jego życie i pasja nie ograniczają się jednak wyłącznie do tego, co związane z pracą farmaceuty. Równie dobrze co w aptekarskim fartuchu, radzi sobie bowiem w karate-gi na tatami. Magister Marcinkowski jest mistrzem karate, choć sam o swoich sukcesach mówi bardzo skromnie: „Najważniejsze to mieć marzenia, być wytrwałym w tym, co się robi i umieć przejść momenty załamania, które przytrafiają się każdemu”.
Jego przygoda z tą dyscypliną sportu rozpoczęła się jakieś dwadzieścia lat temu. „Karate Kyokushin rozpocząłem trenować 1994 roku pod okiem Sensei Zdzisława Niedźwiedzia w Klubie Sportowym Kyokushin w Gdyni” – wspomina Marcinkowski. „Pamiętam,jak kolega Tomek, na podwórku wiedząc, że bardzo lubię każdy sport, zaproponował mi zapisanie się do sekcji karate Kyokushin. Odpowiedziałem bez namysłu… Tak!”.
Lista jego sukcesów i tytułów jest długa. Puchar Polski (Gdynia 2002), sześciokrotny Mistrz Polski Zachodniej (Świnoujście 2003, Poznań 2004, Ustka 2005, Lipno 2006 i Włocławek 2016 – w dwóch kategoriach), Mistrz Polski (Warszawa 2003). W sumie 15 razy stawał na podium Mistrzostw Polski. Do pełni satysfakcji jednak czegoś ciągle brakowało. „Wprawdzie byłem członkiem kadry narodowej w latach 2003-2005, ale czułem się niespełniony z uwagi na brak sukcesów na arenie międzynarodowej” – przyznaje Marcinkowski. Na kolejne 10 lat zrezygnował ze startów w zawodach, choć nadal aktywnie działał: trenował, szkolił młodzież i pełnił funkcję prezesa Pomorskiego Klubu Karate Kyokushin. Aż nadszedł rok 2015…
„Myśl o tym, że chciałbym znowu stanąć na macie, zaświtała w mojej głowie w listopadzie 2015, kiedy poleciałem do Japonii oglądać 11 Mistrzostwa Świata Open Karate Kyokushin w Tokio” – wspomina farmaceuta. „Tam zrozumiałem, że 37-letni mężczyzna jest w stanie walczyć i wygrywać. To mnie zainspirowało. Postanowiłem od razu rzucić się na głęboką wodę i dlatego wybrałem turniej w Kraju Kwitnącej Wiśni”.
Więcej na temat sportowej kariery Michała Marcinkowskiego w najnowszym numerze MGR.FARM










