Łukasz Waligórski: Na wstępie chciałbym, żebyś powiedziała kilka słów o sobie – gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz?
Karolina Szczepanik: Od urodzenia, tj. od trzydziestu czterech lat, związana jestem z Katowicami, ze Śląskiem. Myślę, że dla wielu będzie zaskoczeniem, że Katowice są jednym z najbardziej zielonych miast w Polsce. Ponad 42 procent powierzchni zajmują tu lasy, w tym pozostałości prastarej Puszczy Śląskiej z dwoma rezerwatami przyrody: Ochojec i Las Murckowski. Na przestrzeni minionych dziesięcioleci Katowice zmieniły swoje oblicze. I chociaż transformacja nigdy nie jest procesem skończonym, to miasto – kojarzone dotychczas z przemysłem ciężkim i wydobyciem węgla – dziś stawia m.in. na rozwój nowych biznesów, kulturę, usługi. Nic dziwnego zatem, że dobrze się tu mieszka, żyje, pracuje. Tu mam rodzinę i przyjaciół, tu realizuję się prywatnie, przede wszystkim poprzez sportową pasję, oraz zawodowo, działając od niespełna siedmiu lat w branży badań klinicznych.
Ł.W.: Dlaczego zdecydowałaś się studiować właśnie farmację? Czy wiąże się z tym jakaś historia?
K.Sz.: Z perspektywy czasu nie sądzę, by wybór farmacji był wyborem w pełni uświadomionym. Za tą decyzją nie kryje się również piękna opowieść o realizacji marzeń. Mając „naście” lat, zdobywając wykształcenie w klasie lingwistycznej, tj. spędzając długie godziny na analizie tekstów w języku polskim czy angielskim, powoli odkrywałam również swoje zamiłowanie do… nauk ścisłych, w tym przede wszystkim do chemii. Z czasem okazało się, że przyswajanie wiedzy chemicznej przychodzi mi nie tylko łatwo, ale przede wszystkim daje dużo satysfakcji.
Tak oto rok przed maturą podjęłam decyzję o wyborze chemii i biologii jako przedmiotów egzaminacyjnych, mając świadomość konieczności nadrobienia zaległości w wiedzy biologicznej. Była to właściwie praca u podstaw, która przy wsparciu rodziny, korepetytorów i po wielu „zarwanych nocach” zakończyła się sukcesem. Tym samym wybór farmacji był raczej efektem analizy moich kompetencji, moich mocnych i słabych stron, wsparty intuicyjną chęcią poznania świata nauki.
Jako osoba mocno związana ze Śląskiem postanowiłam kontynuować edukację w rodzinnych stronach, w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach.
Ł.W.: Dziś zawodowo jesteś związana ze światem badań klinicznych. Jak tam trafiłaś i na czym polega Twoja praca?
K.Sz.: Jak wielokrotnie wspominałam, chciałam, by tak jak moje życie prywatne, również to zawodowe związane było z Katowicami. W tamtym czasie oferty „home-based” w firmach farmaceutycznych lub CRO dla początkujących pracowników nie były zbyt częste. Pewnego dnia pojawiła się długo wyczekiwana oferta i po przejściu rekrutacji rozpoczęłam zdobywanie swoich pierwszych doświadczeń w sieci ośrodków badań klinicznych, której główna siedziba mieściła się i mieści do dziś w Katowicach. Obok obowiązków koordynatora badań klinicznych w wybranych projektach odpowiadałam również za ocenę wykonalności badań oraz start-upowych projektów we wszystkich ośrodkach w Polsce (wówczas było to sześć ośrodków ambulatoryjnych i dwa ośrodki szpitalne).

Po zdobyciu pierwszej, kluczowej wiedzy oraz doświadczeń kolejnym, naturalnym etapem rozwoju było monitorowanie badań klinicznych. Był to czas nie tylko bardzo intensywnej nauki – szczególnie w obszarze onkologii i immunologii – ale również intensywnego trybu życia, związanego z ogromną liczbą wyjazdów i podróży służbowych. Po przejściu kolejnych naturalnych etapów w pracy monitora (CRA) dziś, a dokładniej od dwóch miesięcy, pracuję w roli, która pozwala na zarządzanie projektami badań klinicznych w wymiarze krajowym (w krajach UE).
Ł.W.: Przejdźmy do tenisa, który jest Twoją pasją – moim zdaniem bardzo inspirującą. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tym sportem? Kiedy to się zaczęło?
K.Sz.: Tenis, tak! Rozmowa wszak miała skupić się, jak sobie obiecaliśmy, nie na sferze zawodowej, lecz tej, która stanowi moją pasję! Tenis ziemny towarzyszy mi od około czwartego – piątego roku życia. To za sprawą mojego taty, który choć tajniki gry zgłębił już w życiu dorosłym – studenckim, to bez wątpienia szybko stał się profesjonalistą w tej dziedzinie. Nie był to wymiar w pełni zawodniczy, ale bez wątpienia można mówić o grze półprofesjonalnej, tj. w turniejach amatorskich, ale rankingowych.
Pierwsze wspomnienia tenisowe wiążę z nieistniejącymi już kortami przy kopalni KWK Katowice. Był to piękny kompleks siedmiu kortów tenisowych, usytuowany pośród drzew na terenie nieczynnej już kopalni KWK Katowice, w pobliżu mojego domu rodzinnego. Dziś na tym terenie znajdują się m.in. Nowe Muzeum Śląskie oraz budynki mieszkalne. Spędzałam tam prawie każde popołudnie, trenując z tatą, grając z siostrą lub też mając „ściankę do gry” za głównego rywala. W wieku dziewięciu lat, dzięki rodzicom, rozpoczęłam treningi na kortach tenisowych Baildon im. Jadwigi Jędrzejowskiej w Katowicach. Niestety i ten kompleks został zlikwidowany ostatecznie w 2013 roku.
Chociaż tenis ziemny stanowi bez wątpienia moją wielką i bardzo wcześnie rozpoznaną pasję, chociaż na półce nadal mam całkiem pokaźny zestaw pucharów, to nigdy nie prowadziłam w pełni zawodniczej kariery. Po turniejach w grupie młodzików (tj. do trzynastego roku życia) grywałam już jedynie w turniejach amatorskich (w tym rankingowych). Tym samym pozwolę sobie nieco odwrócić pytanie dotyczące sukcesów, dziś bowiem uważam, że największą korzyścią, jaka płynie z uprawiania sportu, jest możliwość kształtowania i hartowania charakteru. To sport nauczył mnie wytrwałości. Co więcej, jak pokazał zorganizowany przy Śląskiej Izbie Aptekarskiej Turniej Tenisowy dla Lekarzy, Prawników i Farmaceutów (2013 rok), sport łączy ludzi i pozwala na integrację różnorodnych środowisk. Prawdopodobnie wygraną właśnie w tym turnieju, w kategorii kobiet, mogę ocenić jako jeden z moich sukcesów tenisowych.
Ł.W.: Z tego, co wiem, niedawno przerzuciłaś się na padla. Musisz koniecznie wyjaśnić naszym czytelnikom, na czym polega ten sport.
K.Sz.: Tak, w minionym roku, idąc za przykładem wielu byłych tenisistów i tenisistek, postanowiłam spróbować gry w padla. Dyscyplina ta spodobała mi się na tyle, że dziś zajęła bez wątpienia pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu dyscyplin sportowych (no… może na równi z rowerem)!
Dla niewtajemniczonych padel to sport rakietowy. Zawiera w sobie zarówno elementy tenisa, jak i squasha, jest grą podwójną deblową. Jest uważany za jedną z najszybciej rozwijających się dyscyplin sportowych na świecie. Kort do padla jest znacznie mniejszy od tenisowego, ale podobnie jak w tenisie, i tu siatka oddziela pola przeciwników. Dodatkowo kort posiada ściany tylną i boczną, które mogą być wykorzystywane podczas gry. Sprzęt do padla to specjalna rakieta, krótsza od tenisowej i nieposiadająca naciągu, oraz piłki przypominające te do tenisa, o różnej twardości i szybkości.

W padlu nie obowiązują granice wiekowe. Jest to gra zespołowa, zarówno dla zaawansowanych sportowców, jak i amatorów, tym samym pełni również funkcję rekreacyjną dla całych rodzin. Historycznie padel wywodzi się z Meksyku, a w Hiszpanii to druga w kolejności najbardziej popularna dyscyplina sportowa po piłce nożnej. Według strony Polskiej Federacji Padla aktualnie w Polsce dysponujemy dwudziestoma dwoma ośrodkami z kortami do padla, ale obiektów z każdym rokiem przybywa, co bez wątpienia świadczy o dynamicznym wzroście zainteresowania tą dyscypliną sportu. Co więcej, w 2021 roku Europejski Komitet Olimpijski dodał padel do programu trzeciej edycji igrzysk europejskich, które odbędą się w Polsce w 2023 roku. Tym samym padel po raz pierwszy pojawi się na tak ważnym wielosportowym wydarzeniu od czasu utworzenia Międzynarodowej Federacji Padla w Madrycie w 1991 roku. Na Igrzyskach Europejskich w Krakowie w 2023 roku sześćdziesięciu czterech najlepszych padlistów w Europie będzie rywalizować przez pięć dni w deblu mężczyzn, kobiet oraz par mieszanych. Bez wątpienia włączenie tego sportu do programu igrzysk będzie doskonałą okazją dla czołowych europejskich graczy do zaprezentowania tej nowej dyscypliny szerszej publiczności.
To, co urzekło mnie w padlu, to dynamika gry i jej widowiskowy charakter. To sport dla każdego. Grając w tenisa, często obserwowałam zniechęcenie u początkujących graczy, gdy okazywało się, że pierwsze kroki tenisowe są trudne i bardzo wymagające pod względem technicznym. Padel na odpowiednim poziomie również wymaga dużej dozy techniki, ale pozwala cieszyć się z gry także osobom, które nigdy wcześniej nie trzymały żadnej rakiety w ręce. To sport bardzo uniwersalny.
Ł.W.: Zdaje się, że masz niemałe osiągnięcia w padlu i zostałaś powołanie do polskiej kadry. Czy to znaczy, że to już nie jest amatorskie uprawianie sportu, tylko jednak zajmujesz się tym bardziej profesjonalnie?
K.Sz.: Z końcem 2021 roku padel zdecydowanie przybrał w moim życiu formę bardziej profesjonalną, czego pierwszym przejawem było uzyskanie uprawnień instruktorskich w tej dyscyplinie sportu. W 2022 roku wraz z moją partnerką deblową uzyskałyśmy tytuł wicemistrza Polski, a na podstawie dotychczasowej gry w 2022 roku otrzymałyśmy powołanie do dwunastki najlepszych kobiet w polskiej kadrze żeńskiej. Mamy za sobą pierwsze zgrupowania, a pierwszym egzaminem będą bez wątpienia kwalifikacje do mistrzostw świata, które odbędą się z końcem września w Wielkiej Brytanii. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że każda z kobiet w kadrze nie jest związana z padlem w wymiarze zawodowym – na pokładzie mamy lekarza, przedstawicieli różnych korporacji, trenerów tenisa i… farmaceutę rzecz jasna. Tym samym każda z nas musi samodzielnie zarządzać swoim czasem, by obok obowiązków rodzinnych i zawodowych znaleźć czas na treningi, w tym te siłowe, ogólnorozwojowe. Jest to bez wątpienia nie lada wyzwanie.
Przeczytałeś tylko 40% wywiadu!
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM
>> POBIERZ BEZPŁATNIE! <<











