REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 28 kwietnia 2023, 14:11

Farmaceutyczny West Coast Swing…

„Taniec to dla mnie nie tylko ruch, odpoczynek i zabawa przy muzyce. Taniec otwiera mnie na wiele przestrzeni, pozwala lepiej siebie poznać i nie mówię tutaj tylko o zakresach ruchu mojego ciała…” – tak o swojej pasji mówi Magdalena Pelczarska, farmaceutka pracująca w jednej z dużych sieci aptek. Opowiedziała nam o farmacji, aptekach i zamiłowaniu do west coast swing…

"West coast swing jest jak rozmowa dwojga partnerów. Im dłużej tańczę, tym bardziej odkrywam tę analogię" (fot. archiwum prywatne Magdaleny Pelczarskiej)
"West coast swing jest jak rozmowa dwojga partnerów. Im dłużej tańczę, tym bardziej odkrywam tę analogię" (fot. archiwum prywatne Magdaleny Pelczarskiej)

Może zaczniemy od kilku słów o sobie? Skąd Pani pochodzi? Czym się aktualnie Pani zajmuje?

Pochodzę z Podkarpacia, a dokładnie z Przemyśla. Prawdopodobnie ze względu na obecną sytuację w Ukrainie nie trzeba w tym momencie nikomu tłumaczyć, w jakiej części Polski to miasto jest położone. Studia ukończyłam w Lublinie, ale zaraz po ukończeniu studiów i po półrocznym stażu wyjechałam do Krakowa, gdzie obecnie mieszkam i pracuję. Od czterech lat pracuję w aptece ogólnodostępnej w dużej sieci aptek.

REKLAMA

Dlaczego wybrała Pani akurat farmację? Co skłoniło Panią do studiowania tego przedmiotu?

Muszę przyznać, że był to wybór mocno praktyczny. Dobrze sobie radziłam w przedmiotach ścisłych, nigdy nie miałam problemów z nauką. Środowisko medyczne było mi bliskie, więc pójście w tę stronę wydawało się wyjściem bezpiecznym i stabilnym. Zawsze ciągnęło mnie też do pracy z ludźmi, nie widziałam się w typowej pracy „za biurkiem”, gdzie mam do odhaczenia kolejne rzeczy. Zawsze chciałam też, żeby moja praca mogła wnosić coś w życie innych – decydując się na studia, właśnie tak widziałam ten zawód. Poza tym w pracy zawodowej potrzebuję interakcji z ludźmi, uwielbiam też pracę zespołową. Teraz, z perspektywy czasu, posiadając tę wiedzę, którą mam, pojawiają się w mojej głowie również inne pomysły na siebie, ale doceniam miejsce, w którym jestem, i kwalifikacje, jakie mam. Pracuję obecnie w dużej aptece z bogatym asortymentem, w dużym zespole i czuję się dobrze w tym, co robię. Uważam jednak, że wybór „na zawsze” czasami nie jest wcale na zawsze, więc ciągle pozostaję otwarta i szukam przestrzeni w życiu zawodowym, w której będę się czuła najlepiej.

Skąd i kiedy pojawiło się u Pani zainteresowanie tańcem?

Lubiłam tańczyć od dziecka, ale nigdy jakoś szczególnie tych umiejętności nie rozwijałam, tańczyłam raczej przy różnego rodzaju „okazjach”. Na studiach brałam udział w kursie tańca towarzyskiego, ale po roku go przerwałam, pochłonęły mnie inne zajęcia. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę wyraźnie, że taniec i pragnienie tańczenia nosiłam w sobie od dawna, tylko nie dawałam sobie przestrzeni, żeby to w sobie rozwijać. Zdecydowanie więcej tańca pojawiło się w moim życiu dopiero po studiach, tańczyłam tańce swingowe (Lindy Hop, Collegiate Shag) i salsę. Lubiłam te zajęcia, jednak wciąż czułam, że to nie jest do końca to, czego szukam. Tak trafiłam na starter west coast swing – weekendowy kurs, który wprowadzał w podstawy tego tańca. Minął jeszcze kolejny rok, zanim pojawiłam się w szkole tańca na kursie stacjonarnym i tak zaczęła się moja przygoda z westem, która trwa już trzy lata.

Na czym polega west coast swing? Czy mogłaby Pani opowiedzieć o pochodzeniu tego sposobu tańca?

West coast swing w dosłownym tłumaczeniu to swing z Zachodniego Wybrzeża. Jak nazwa wskazuje, wywodzi się z tańców swingowych ze Stanów Zjednoczonych. W Polsce staje się coraz bardziej popularny, choć ja usłyszałam o nim dopiero kilka lat temu.

To, co najbardziej pociąga mnie w weście, to w zasadzie niczym nieograniczona, spontaniczna zabawa tak naprawdę do bardzo różnorodnej muzyki. Jest to taniec w parze, a szczególny nacisk w nauce tego tańca kładzie się na prowadzenie i podążanie za prowadzeniem. Kobieta, która tańczy westa, to followerka, która podąża za leaderem. W bardziej zaawansowanym tańcu możliwe jest odwrócenie ról. Choć z pozoru wygląda to tak, że mężczyzna ma w tańcu dużo większą pracę do wykonania (to on wprowadza partnerkę w kolejne patterny, nadaje kierunek), tak naprawdę odpowiedzialność leży po obu stronach. Głównym zadaniem followerki oprócz podążania za leaderem i utrzymywaniem kierunku, do którego on ją zaprosił, jest utrzymywanie tzw. punktów cennection, czyli odpowiedniego napięcia siły mięśni, aby możliwe było wzajemne wyczuwanie się i rozumienie swoich ruchów, tak aby komunikaty wymieniane między tańczącymi mogły być prawidłowo interpretowane, odczytywane i zrozumiane.

Kobieta ma zadanie poruszać się w kierunku wskazanym przez partnera, kontynuując ruch, aż partner da sygnał, aby zmieniła kierunek ruchu. Nadaje to ruchom płynność i subtelność, która tak mnie zachwyciła, gdy pierwszy raz zobaczyłam pary tańczące westa.

REKLAMA
REKLAMA

Tańcząc już wiele miesięcy, wiem z doświadczenia, że jeśli przykładam się do utrzymania odpowiedniego połączenia, jestem w stanie odczytać nawet bardzo subtelne komunikaty leadera, podążać w kierunku, który mi zaproponował, i zatańczyć z nim w zasadzie wszystko, nawet patterny, których jeszcze nie miałam okazji uczyć się na zajęciach. Oczywiście jeśli leader wie, co robi i dobrze nadaje komunikaty.

Choć próbowałam już wielu rodzajów tańca, nie spotkałam do tej pory takiego jego rodzaju, gdzie tak duży nacisk kładłoby się na wzajemnie słuchanie komunikatów partnera i uważność na drugą osobę. Daje to ogromne pole do improwizacji i realne wytańczenie tego, co nam w duszy gra. Czasem pozwala popłynąć w rytm spokojnej muzyki, innym razem wytańczyć emocje przy bardziej dynamicznych dźwiękach, ale za każdym razem jest to autentyczna radość z ruchu.

Mówi się, że west coast swing jest jak rozmowa dwojga partnerów. Im dłużej tańczę, tym bardziej odkrywam tę analogię. Żeby zacząć tańczyć, potrzeba kilku podstawowych kroków, a później zależy wiele od improwizacji i „słuchania” swojego partnera. Odnajduję w nim elementy, które naprawdę można przenieść na relację między dwojgiem osób. Jeśli z tą drugą osobą dobrze się rozumiem i przykładam się, aby to wzajemne zrozumienie i ustępowanie sobie miejsca utrzymać, jestem w stanie zatańczyć z nią wszystko, czyż nie tak jest też w życiu? 🙂 Poza tym tak naprawdę im więcej luzu – tym lepszy taniec.


Przeczytałeś 40% wywiadu
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM

POBIERZ BEZPŁATNIE

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA