Nieduża gablota na korytarzu apteki szpitalnej w Pabianickiego Centrum Medycznego mieści sprzęty, które odeszły już do lamusa. Tamtejsi farmaceuci, pokazują w ten sposób jak kiedyś wyglądało wykonywanie tego zawodu.
– Znajdziemy tam wagi szalkowe. Ich obsługa wymagała od farmaceuty ogromnej precyzji, bo najmniejszy błąd mógł kosztować czyjeś zdrowie. Wagę trzeba było wytarować, a następnie, za pomocą miniaturowych odważników, zmierzyć odpowiednią porcję danej substancji. Najmniejszy odważnik na wystawie ma 1 miligram. Do tego urządzenie musiało stać w sterylnym, oddzielonym od przeciągów pomieszczeniu – czytamy w najnowszym wydaniu Życia Pabianic.
Dziś dawne wagi zastąpiły elektroniczne pomiary, wielorazowe igły i ciężkie strzykawki przestały być używane.
– Ich użycie wymagało wprawy i sterylności – mówi dr Natalia Wysocka–Sendkowska, dyrektor apteki w Pabianickim Centrum Medycznym. – Do tego igły się ostrzyło. Służył do tego specjalny przyrząd.
Stworzenie małego muzeum farmacji to był jej pomysł. Skąd się wziął? Z pudeł, które zalegały w różnych pomieszczeniach, mieszcząc to, co wyszło dawno z użytku. Są to głównie rzeczy z lat 80. Butelki (dawniej zwane sztancami), maszynka do korków, odważniki. Znalazły się nawet… tabletki na problemy z żylakami. Ich ważność minęła w maju 1989 roku. Do wystawy swoje eksponaty dorzuciły inne oddziały: ortopedia, laboratorium.
– Niegdyś zawód farmaceuty miał większe znaczenie – ocenia Filip Michel, pracownik apteki PCM. – Więcej leków było wykonywanych na miejscu, a aptekarz był pierwszą osobą, do której się szło w razie choroby.
Dziś rolę farmaceuty zastępują koncerny, które produkują gotowe środki. Mało kto dziś pamięta, że każdy dożylny lek produkowano na miejscu, w szpitalu. Każda apteka miała własne etykiety i model sztanc, czyli butelek. Obowiązkowo sterylizowano i wygotowywano igły i strzykawki. Przed wojną trwało to nawet 4–6 godzin.
– Farmaceuta powinien dbać o tradycję zawodu, kultywować ją – deklarują pracownicy PCM.
Apteczna wystawa nie jest ogólnodostępna dla zwiedzających, ale jej autorka ma nadzieję, że wkrótce się to zmieni.
– Szukamy miejsca dostępnego dla każdego, bo do szpitalnej apteki nie mogą wchodzić osoby z zewnątrz – wyjaśnia dr Natalia Wysocka–Sendkowska.
Źródło: ŁW/[url=https://www.zyciepabianic.pl/prenumerata/wydanie/1107.html]Życie Pabianic[/url]










