REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 30 stycznia 2018, 07:50

Gdy pióro nie nadąża za myślą…

Nigdy nie marzyła o farmacji, a jednak przez ponad czterdzieści lat pracowała w aptece. W jej życiu zawsze obecna była sztuka – pod różnymi postaciami. Dziś Renata Klamerus tworzy poezję, pisze baśnie dla dzieci i snuje ambitne plany na przyszłość…

Wkrótce na sklepowe półki trafi trzeci i ostatni tom „Tami z krainy pięknych koni”.

Krytycy nie przestają chwalić jej baśni i jednym tchem wymieniają „Tami z krainy pięknych koni” obok „Opowieści z Narni”, „Władcy Pierścieni” czy „Harry’ego Pottera”. Jedno Renacie Klamerus trzeba przyznać – wyobraźni i fantazji jej nie brakuje. Jej baśnie trzymają w napięciu, bawią i uczą do tego stopnia, że niejeden dorosły zanurzy się w ich lekturę, gdy jego dzieci pójdą już spać. Wkrótce na sklepowe półki trafi trzeci i ostatni tom „Tami z krainy pięknych koni”. To idealna okazja, by poznać bliżej autorkę tej niezwykłej serii…

REKLAMA

Urodziła się w Bydgoszczy. Ojciec – żołnierz Armii Krajowej – w czasie II wojny światowej był więziony w trzech niemieckich obozach koncentracyjnych. Jej dzieciństwo w czasach komunizmu nie było luksusowe, ale też niczego jej nie brakowało. W oczach dziecka, okres ten mógł się wydawać do pewnego stopnia nawet wspaniały, bo przecież tak naprawdę żadne dziecko wówczas nie zdawało sobie sprawy z tego, co to jest komunizm. [i]– Nawet te dzieci, które miały bardzo biednie nie winiły za to systemu[/i] – wspomina pani Renata. – [i]Z dziećmi nie rozmawiało się na takie tematy. Przecież nie można było siedmioletniemu dziecku tłumaczyć, że to przez Stalina. Stalin był pokazywany w „Świerszczyku” jako dobry wujek trzymający dziecko na ręku, a propaganda w szkole dopełniała tego obrazu [/i]– wyjaśnia.

Ucieczką od szarości tamtych czasów byli dziadkowie mieszkający na wsi. Z braku innych możliwości to właśnie u nich spędzała wakacje.[i] – To była cudowna sprawa. Te wakacje bardzo wzbogacały mnie duchowo[/i] – przyznaje po latach. –[i] Widziałam ich ciężką pracę, te obowiązkowe dostawy, kontraktacje, to uwiązanie i brak odpoczynku, ciągłe wyrzeczenia. Nie byli chłopami, ale radzili sobie, lepiej, czy gorzej, ale jakoś parli do przodu. Wieczorami siadali oboje przy radiu, każde z papierosem i przy przyciemnionym świetle słuchali wiadomości Radia Wolna Europa. Powrót do miasta, po wakacjach, był jakby powrotem z bajki do szarości dnia, bo chociaż niekiedy ciężko pracowałyśmy, to jednak świeże powietrze, kontakt z naturą, zdrowe swojskie jedzenie rekompensowały wszystkie trudy.[/i]

Już od dziecięcych lat fascynowała ją sztuka i literatura. Książki czytane przez mamę magnetyzowały ją do tego stopnia, że bardzo szybko nauczyła się czytać. Prawdziwa pasja obudziła się w niej jednak, gdy była już nastolatką. Wtedy też poczuła potrzebę pisania. Zainspirowana pamiętnikiem Anny Frank – zaczęła prowadzić własny [i]– Oczywiście moje problemy nastolatki były niczym, w porównaniu z problemami Anny, ale niekiedy były filozoficzne i dla mnie ważne. Zastanawiałam się wówczas, czy i ja miałabym coś, co mogłabym przekazać światu. Najbardziej poruszającą mój młody umysł sprawą była wówczas repatriacja mojego wujka z ZSRR, którego Sowieci wywieźli na Syberię w 1939 roku, zabierając go ze szkoły. Wracał jako dorosły mężczyzna z kompletnie zdewastowanym życiem. Całe dnie myślałam wówczas o tym, co mógłby osiągnąć, gdyby nie wojna, myślałam jak ciężkie życie wiódł z dala od rodziny, bez mamy i taty, głodny, zmuszany do ciężkiej pracy. Wiedziałam od mamy, że był uzdolniony plastycznie, że w wieku dziecięcym fenomenalnie rysował i tworzył różne konstrukcje plastyczne na potrzeby podwórkowego życia. Myślałam wówczas, czy te zdolności zachował – wszak nie ćwiczył ręki, czy jeszcze kiedyś zobaczymy, co potrafi. Te swoje przemyślenia zapisywałam czarnym tuszem, zwykłym piórem ze stalówką w pamiętniku. Pamiętnik zginął, ale doskonale pamiętam, jak poruszający był to temat, dla mnie, czternastoletniej dziewczynki[/i] – zapewnia Renata Klamerus.

W tym czasie zaczęła też poważnie myśleć o swojej przyszłości. Pod uwagę brała studia na Akademii Sztuk Pięknych lub polonistykę. [i]– Czasem dobry Bóg daje taki bagaż zainteresowań i talentów, że robi się chaos i ciężko młodemu człowiekowi zdecydować [/i]– mówi pani Renata po latach. [i]– To może brzmi nieskromnie, ale teraz, kiedy trzy czwarte życia za mną, mogę to tak nazwać. W liceum ogólnokształcącym chodziłam na płatne zajęcia wieczorowe do liceum plastycznego. Poezję zaczęłam pisać jako szesnastolatka. W wolnych chwilach, metodą prób i błędów robiłam biżuterię. Wyżywałam się na rodzinnej porcelanie zamalowując wszystko, co się do zamalowania nadawało. W końcu nie było na czym jeść.[/i]

REKLAMA
REKLAMA

Jakim cudem zatem trafiła na studia farmaceutyczne? [i]– Nigdy nie marzyłam o farmacji [/i]– zdradza pani Renata. [i]– Pasji i fascynacji było wiele, ale nigdzie nie pojawiała się farmacja, mimo że mój ojciec miał zawód blisko spokrewniony z farmacją. Był przedwojennym dyplomowanym drogistą (drogerzystą), znał łacińskie nazewnictwo chemiczne i botaniczne, miał uprawnienia do sprzedaży trucizn. Tylko, że do mnie to dotarło dopiero później[/i] – przyznaje.

[center][b]Przeczytałeś tylko [color=#FF0000]20%[/color] całego artykułu. Reszta dostępna po zakupie najnowszego numeru MGR.FARM lub prenumeraty w sklepie [url=https://farmacja.pl/zakupy]farmacja.pl/zakupy[/url][/b][/center]

[center][i]W dalszej części artykułu między innymi o karierze zawodowej Renaty Klamerus, pracy w aptece i rodzących się pomysłach na baśnie dla dzieci…[/i][/center]

[url=https://farmacja.pl/zakupy][img]https://mgr.farm/sites/default/files/field/image/16.png[/img][/url]

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA