Winą za rozprzestrzenianie się wirusa w tak szybki sposób, władze obarczają w pierwszym rzędzie gromadzenie się obywateli, a także ich niechęć do noszenia maseczek.
Kiedy w niedzielę liczba przypadków wzrosła do 152 879 (szósty rekord wzrostu w ciągu siedmiu dni), zdenerwowani krewni pacjentów mieli utworzyć długą na kilometr kolejkę po lek Remdesivir przed szpitalem w zachodnim stanie Gujarat.
Indie, postrzegane jako apteka świata, już wcześniej zablokowały duży eksport szczepionek przeciwko koronawirusowi – mimo to, zapasów brakuje w wielu stanach w kraju.
Oprócz zakazu eksportu Remdesiviru „do momentu, w którym sytuacja ulegnie poprawie”, minister zdrowia miał także zwrócić się do producentów, by ci przyspieszyli dostawy.
Siedem spółek położonych w Indiach zakupiło licencję na lek od Gilead Sciences, z zainstalowaną mocą produkcyjną równą blisko 3,9 mln jednostek miesięcznie, do użytku na miejscu oraz eksportu do ponad 100 krajów. Wśród tych firm znajdują się: Cipla, Dr. Reddy’s Laboratories, Hetero Labs, Jubilant Life Sciences, Biocon’s Syngene, Zydus Cadila Healthcare oraz indyjski oddział Mylan.
W listopadzie, Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała zalecenie warunkowe przeciwko używaniu Remdesiviru u hospitalizowanych pacjentów, argumentując, że nie ma dowodów, by lek ten przyczyniał się do poprawy wyników dotyczących przeżycia i innych (czytaj też: Remdesivir nie pomaga w walce z koronawirusem).
Jednak wiele krajów, w tym Indie, kontynuuje jego użycie.
W ciągu ostatnich ponad dwóch tygodni, Indie przodują, jeżeli chodzi o przeciętną dzienną liczbę nowych przypadków infekcji. Zwiększyła się także ilość przypadków śmiertelnych – w niedzielę, zmarło 839 osób, co w sumie daje liczbę 169 275 zgonów.
Indie, w których odnotowano łącznie ponad 13,5 mln przypadków zchorowań, zajmują trzecie miejsce na świecie – po Stanach Zjednoczonych i Brazylii.
Czarny rynek
Rządy niektórych stanów miały w ostatnich dniach wyrazić zaniepokojenie co do sprzedaży leku Remdesivir na czarnym rynku – w niektórych miejscach, ma on być sprzedawany za kwotę 10-krotnie wyższą niż jego maksymalna cena detaliczna.
– Apteki i dystrybutorzy mogą sprzedawać na czarno i to musi być sprawdzane – mówił Rajesh Tope, minister zdrowia w stanie, które został najciężej dotknięty w czasie pandemii, Maharashtra.
Maharashtra oraz wiele innych stanów miało również zażądać większej ilości dawek szczepionki. Od połowy stycznia, Indie podały ponad 100 mln dawek – najwięcej po Stanach Zjednoczonych i Chinach, jednocześnie jednak znacznie mniej niż w wielu krajach, jeżeli wziąć pod uwagę wskaźnik per capita.
Federalne Ministerstwo Zdrowia wezwało Maharashtra, w którym to stanie znajduje się stolica finansowa Indii, Bombaj, by poprawił testowanie na obecność COVID-19, a także uruchomił większą ilość zasobów ludzkich.
– System dyżurów pracowników służby zdrowia, zatrudnianie kontraktowych pracowników służby zdrowia muszą zostać przyśpieszone – mówił sekretarz ds. zdrowia w Indiach, wskazując na dotkliwy brak pracowników medycznych w siedmiu okręgach stanu Maharashtra.
Tymczasem, w niedzielę, tysiące ludzi zgromadziło się przy brzegach świętej rzeki Ganges, podczas święta Kumbhamela. Władze miały podkreślać, że wszystkie osoby, które wezmą udział w wydarzeniu, muszą wcześniej wykonać test na obecność COVID-19 – jednak wielu obywateli pojawiło się w niedzielę na miejscu, nie nosząc maseczek i tłocząc się w gęstych grupach.
AM/reuters.com










