Jacek Caba jest lekarzem, który nie wykonuje zawodu w Polsce. Po ukończeniu studiów zrobił też specjalizację z laryngologii. Nie jest jednak członkiem żadnej z Okręgowych Izb Lekarskich dlatego Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej nie może podjąć wobec niego żadnych działań dyscyplinarnych, jak ma to miejsce w przypadku innych lekarzy występujących w reklamach.
Świadom tego Caba udzielił ostatnio wywiadu, w którym dość ostro skrytykował działania NIL i MZ. – To, że akurat nie wykonuję zawodu jest kwestią mojego wyboru. Nikt mnie nie pozbawił prawa wykonywania zawodu, ani mojej specjalizacji. Działacze z Naczelnej Rady Lekarskiej mogą sobie wypisywać co chcą, to mali, zakompleksieni ludzie trzęsący się o swoje stołki – mówił lekarz.
Jego zdaniem samorząd lekarski, przede wszystkim powinien czuwać nad tym, żeby firmy farmaceutyczne przestały wreszcie rządzić branżą medyczną. Stwierdził, że problemem nie jest to kto występuje w reklamie, ale co jest reklamowane. O swoim udziale w reklamie lizaków na ból gardła mówi tak: – Lizak jest fajną formą podawania takiego preparatu dzieciom, bo przede wszystkim jest bezpieczniejszy. Pastylką, ruchliwe dziecko, może się po prostu udławić. To wszystko. Nie widzę nic zdrożnego w powiedzeniu tego ludziom z ekranu telewizora, bo nie kłamię ani jednym słowem.
Co ciekawe Jacek Caba dość ostro skrytykował inne produkty firmy Aflofarm – odpowiedzialnej również za reklamowane przez niego lizaki. – Inaczej rzecz się ma, gdy widzę reklamówkę tabletek na „kaszel palacza”. To jest, niestety, kryminał. Bo receptą na kaszel palacza nie jest tabletka, tylko pilne wykonanie RTG klatki piersiowej. (…) Syndrom Niespokojnych Nóg to jednostka chorobowa, o której chyba zapomniano nam powiedzieć na studiach. Oczywiście, widząc wiele reklam zastanawiam się, czy się śmiać czy płakać. Wyczerpaliśmy już chyba całą tablicę Mendelejewa jeśli chodzi o niedobory pierwiastków (został już chyba tylko rad i polon, ale i o ich niedoborze zapewne się dowiemy przy premierze filmu biograficznego o Marii Curie Skłodowskiej.
Jego zdaniem nie mają sensu również plany Ministerstwa Zdrowia dotyczące ograniczenia reklamy leków i suplementów diety. – Zakazywanie, zabranianie i wszelkiego typu ulubione przez nas działania (spuścizna wielu lat komunizmu, gdzie wszyscy prześcigali się w zabranianiu) to właśnie zamykanie stadionu na 40 tysięcy ludzi po bójce dwóch kiboli – debili. Nie wyleczymy się z tego, póki nasi ministrowie nie przestaną być bardziej zainteresowani obroną swoich stołków niż tworzeniem mądrych przepisów. Myślę, że zdecydowanie powinni przemyśleć dalsze zakazy, najlepiej przy ośmiorniczkach w jakiejś modnej restauracji.
źródło: naTemat










