– Zawód technika (podobnie jak zawód felczera medycyny i pielęgniarki po liceum) został dawno temu pomyślany jako szybsza w kształceniu alternatywa dla obsady z wyższym wykształceniem. Ale alternatywa tymczasowa – tylko na czas “produkcji” absolwentów akademii i uniwersytetów medycznych. To postrzeganie techników jest głęboko zakorzenione w głowach przedstawicieli mojego środowiska – pisze dla OKO.press Jerzy Przystajko.
Farmaceuta przypomina wypowiedzi, jakie często padają w branży, że “każdy aptekarz powinien być magistrem, technik nie powinien być podstawą obsługi. To prowizorka, chwilowe rozwiązanie”.
– Niestety, “chwila” trwa w najlepsze kilkadziesiąt lat, a środowisko aptekarskie wciąż tkwi w zakłopotaniu sytuacją zamiast przyjąć do wiadomości trudną rzeczywistość – pisze Przystajko. Jego zdaniem próba likwidacji zawodu technika farmaceutycznego lub zastępowania go innym zawodem, to dla aptek i samych farmaceutów duże niebezpieczeństwo. – Jest nas co najmniej dwa razy za mało, by zapewnić obsadę placówek.
Statystyki potwierdzają ten obraz. W Polsce wg różnych szacunków zatrudnionych jest około 27 tys. magistrów farmacji w nieco ponad 13 tys. placówek. Oraz około 40 tys. techników farmaceutycznych.
Wśród aptekarzy i aptekarek prawie jedna trzecia jest w wieku przedemerytalnym. Zabraknie ich więc tak samo jak pielęgniarek i lekarek.
Zdaniem Przystajko niedobór kadr ma też inne przyczyny – Polska jest krajem z niezwykle wysoką na tle innych krajów UE liczbą aptek. Na jedną aptekę przypada u nas mniej niż 3 tys. mieszkańców, w Europie ten odsetek potrafi być nawet ponad dwukrotnie wyższy: w Holandii na 17 mln mieszkańców aptek jest tylko około 2 tysiące (a więc na aptekę przypada 8,5 tysiąca mieszkańców).
– Dla pacjentów duża liczba aptek tylko pozornie jest korzystna: w rzeczywistości lepiej mieć mniej aptek, w których leki są dostępne od ręki, a obrót pozwala na finansowanie zaawansowanych usług, niż mnóstwo małych punktów, w których wszystko jest „na jutro” – uważa farmaceuta.
Jerzy Przystajko zwraca też uwagę, że między technikami i magistrami tli się konflikt. Dyskusja na temat uprawnień zawodowych wywołuje w mediach społecznościowych długie i często agresywne kłótnie pt. “magister kontra technik”.
– Pozwolę sobie w tym miejscu na jedną osobistą uwagę: za przemoc mojego własnego środowiska wobec kolegów i koleżanek z pracy jest mi wstyd. Da się o przyszłości branży dyskutować spokojnie, nawet mimo oczywistych konfliktów „klasowych” między pracującymi w niej zawodami – pisze farmaceuta. – Dlaczego użyłem brzydkiego słowa na “k” do określenia natury tego sporu? To proste – technicy farmaceutyczni są opłacani dużo gorzej od magistrów.
W czasach przed wygaszeniem kształcenia zdarzały się osoby gotowe pracować za darmo, byle ukończyć obowiązkowy dwuletni staż. W tej chwili standardem płacy technika-stażysty jest najniższa krajowa.
– Przecieki z Ministerstwa Zdrowia, GIF i Izby Aptekarskiej z negocjacji wokół niego [zawodu technika – przyp. red] jednak nie nastrajają optymistycznie – zawód technika ma być całkowicie wygaszony. Osoby związane z ZZTF alarmują, że zastąpi go bliżej nieokreślony “zawód z przyuczenia”, a ich uprawnienia miałyby zostać z nim zrównane – relacjonuje Przystajko. – To oznaczałoby niestety krok w tył, nawet w stosunku do dalece niedoskonałej dzisiejszej sytuacji. Taki pomysł oznaczałby bowiem degradację dzisiejszych techników do roli “ludzi z ulicy”. Dlatego coraz głośniej protestują.
Zdaniem Jerzego Przystajko skoro w aptekach technicy i magistrzy pracują wspólnie, warto, by ci ostatni zdjęli klapki z oczu i wspólnie z innymi pracownicami i pracownikami aptek zastanowili się, jak z dzisiejszej trudnej sytuacji dojść do lepszych rozwiązań.
Cały artykuł dostępny na stronie [b][url=https://oko.press/widmo-krazy-nad-apteka-dziesiatki-tysiecy-pracownikow-zaplaca-za-rzadowa-rewolucje/]OKO.press[/url][/b]










