– W pracy poselskiej bardzo często spotykam się z projektami ustaw, które pod płaszczykiem troski o dobro społeczne służą ograniczaniu wolności gospodarczej. Przykładem jest nowelizacja ustawy prawo farmaceutyczne, zawierającej zasadę „apteka dla aptekarza” – pisze Schmidt.
Nowelizacja zakłada, że aptekę będzie mógł prowadzić wyłącznie farmaceuta, który będzie właścicielem maksymalnie czterech placówek, a jedna apteka będzie przypadać na 3 tys. osób. Pomiędzy poszczególnymi punktami miałaby być zachowana odległość co najmniej 500 metrów.
– Jest dla mnie trudno zrozumiałe wprowadzanie tych ograniczeń – pisze Joanna Schmidt.
Jeżeli apteki mają być prowadzone tylko przez aptekarzy, to restauracje powinny być zarządzane przez kucharzy, a szpitale i placówki medyczne przez lekarzy. Tak się jednak nie dzieje
– Można być dobrym menadżerem bez wykształcenia kierunkowego. Chodzi o zarządzanie, o jakość obsługi klienta, konkurencyjne ceny i dbanie o dostępność produktów (w tym przypadku leków). Odwracając postawioną w ustawie tezę: czy kompetencje do prowadzenia takiej działalności mają osoby z wykształceniem medycznym? Przeregulowane państwo nie działa – czytamy w felietonie posłanki Nowoczesnej.
Przypomnijmy, że Joanna Schmidt zasiada w Komisji Nadzwyczajnej do spraw deregulacji, która już w najbliższy czwartek będzie rozpatrywała wspomniany projekt.
Cały felieton można przeczytać [b][url=http://joannaschmidt.natemat.pl/203875,aptekarze-do-apteki-robotnicy-do-fabryk-pisarze-do-pior]na stronach naTemat[/url][/b].
Źródło: naTemat.pl










