REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 9 lipca 2019, 12:34

„Kryminał we krwi” i historia pewnego farmaceuty

Fascynuje go czarny humor i małomiasteczkowy klimat. Przyznaje, że inspiracje czerpie z książek Robina Cooka oraz Agathy Christie. Na koncie ma już dwie swoje powieści. Nie przeszkadza mu to jednak na co dzień pracować w jednej z podtarnowskich aptek… Więcej w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM.

Farmaceuci lubią pisać. Na rynku wydawniczym przybywa poradników, kryminałów, dokumentów i dramatów pisanych właśnie przez przedstawicieli tej grupy zawodowej. Aleksandra Zielińska, Anna Makowska, Bartosz Rdułtowski, Anna Czerwińska, Thomas Arnold czy Anna Joniec-Bieniek – to tylko niektórzy z nich. Niedawno do tego grona z wielkim przytupem dołączył też Piotr Liana. Ten 34-letni farmaceuta z podtarnowskiego Zakliczyna ma na swoim koncie już dwie książki: „Persona non grata” i „Echo serca”. W swojej twórczości jest bezkompromisowy, prowokujący i oryginalny. Zawód farmaceuty wykonuje z zaangażowaniem, choć nie szczędzi krytyki pod adresem realiów funkcjonowania rynku aptecznego. A jak to wszystko się zaczęło?

REKLAMA

Dlaczego akurat farmacja?

Piotr Liana farmację studiował w Krakowie. Jak sam przyznaje, o wyborze kierunku studiów zadecydowały dwa czynniki – literacki i ekonomiczny. – Na początku lat dwutysięcznych byłem pod mocnym wpływem thrillerów medycznych Robina Cooka. Dla mnie, wówczas młodego człowieka, te lektury były dość niepokojące. Jak to możliwe, że w szpitalach mordowani są pacjenci i dlaczego lekarze łamią przysięgę Hipokratesa? Zazdrościłem autorowi posiadania wiedzy, która opisywała morderstwa na poziomie komórkowym – wyjaśnia Piotr.

34-latek przyznaje też, że farmacja wydała mu się wówczas kierunkiem atrakcyjnym także pod względem ekonomicznym. – Do tego nasza wiedza wciąż ewoluuje. Kiedyś leczyliśmy pacjentów pijawkami i nalewką z opium, dzisiaj w powszechnym użyciu są tabletki o kontrolowanym uwalnianiu, a kto wie, czy lada chwila nie będziemy prowadzić celowanych terapii lekami biologicznymi? – pyta.

Same studia wspomina dość krytycznie. – Chemiczny koszmar – przyznaje farmaceuta. – Pięć lat obliczania logarytmów, wytrącania osadów i miareczkowania. Po latach nadal twierdzę, że reprezentacja chemików na wydziale farmaceutycznym jest zbyt mocna, a program dostosowany pod przyszłych pracowników laboratoriów. Do tego trzeba dołożyć stek przestarzałej, bezużytecznej wiedzy – mówi Piotr. Wspomina, że na co dzień pracował na wagach szalkowych, a takie urządzenia jak chromatograf gazowy mógł jedynie „polizać” przez szybkę. – To tak, jakby pojechać do salonu samochodowego pełnego wypasionych modeli i wyjechać stamtąd rozklekotanym trabantem – podsumowuje…

 

Jego zdaniem wiedza, którą studentom farmacji przekazuje się w ciągu tych pięciu lat, jest zbyt analityczna, a za mało syntetyczna. – Pod koniec studiów potrafimy narysować wzór haloperidolu, a nie znamy praktycznego aspektu leczenia kataru. To przygnębiające. Oczekuje się od nas współpracy z lekarzami w prowadzeniu pacjenta. Ale jak mamy to robić, skoro nasza wiedza na temat jednostek chorobowych jest odklejona od rzeczywistości? W środowisku branżowym wciąż przewija się temat opieki farmaceutycznej, ale, by realnie wprowadzić ten program do aptek, potrzeba pracy u podstaw – twierdzi Liana.

REKLAMA
REKLAMA

Kręta droga do pierwszej powieści

Jakkolwiek można odnieść wrażenie, że okres studiów był dla niego rozczarowujący, to właśnie wtedy podjął próbę napisania swojej pierwszej powieści. Jak sam przyznaje, była to próba raczej nieudana. – Choć znajdą się pewnie osoby, które stwierdzą, że to było najlepsze, co kiedykolwiek stworzyłem. Inspirowałem się wówczas Agathą Christie i klasyczną formą powieści detektywistycznej. Mówię o zagadce zamkniętego pokoju i zbrodni właściwie niemożliwej do popełnienia. Wydawcy nie popatrzyli na tę powieść łaskawie – przyznaje Liana.

Do pisania wrócił po stażu w aptece. Był już wtedy pełnoprawnym magistrem i na co dzień obcował z pacjentami. To było dla niego ogromnym zastrzykiem inspiracji. – Nigdy nie ukrywałem tego, że to kontakt z ludźmi inspiruje mnie najbardziej. Historie, które przynoszą pacjenci, czasami wywołują uśmiech, a czasami powodują, że włos jeży się na głowie. Gdybym nie skorzystał z możliwości, którą dał mi los, czułbym się źle we własnej skórze – wspomina Piotr.

W rezultacie pewnego dnia po prostu usiadł, wyciągnął kartkę, długopis i zaczął pisać. – To było coś innego, niż do tej pory czytałem. Coś innego, niż do tej pory pisałem. Była to historia zagubionej wsi, trochę straszna, trochę śmieszna, wypełniona groteskowymi bohaterami i doprawiona szczyptą kryminału. Po roku okazało się, że kilka stron rozmnożyło się do kilkuset. Tak powstała „Persona non grata” – zdradza farmaceuta.

Cały artykuł dostępny w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM!

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA