Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, zarządził monitorowanie mediów i „wyłapywanie” lekarzy w reklamach. Kwestię tę reguluje artykuł 63 Kodeksu Etyki Lekarskiej. – Lekarz nie powinien wyrażać zgody na używanie swojego nazwiska i wizerunku dla celów komercyjnych. Oznacza to, że lekarze i lekarze dentyści nie mogą brać udziału w reklamach – tłumaczy dr Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.
– Reklamy z udziałem lekarzy niepokoją, bulwersują i w wielu sytuacjach mogą wprowadzać ludzi chorych w błąd, opóźniając leczenie prowadzone w oparciu o zdobycze klasycznej medycyny – mówi dr Grzegorz Wrona. – O kwestię udziału lekarzy w reklamach dopytują nie tylko koledzy lekarze, ale także pacjenci i inne osoby, które są tym zdegustowane – dodaje Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej. – To dobrze, że ten temat podejmuje jeden z organów państwa – mówi odnosząc się do listu, jaki na początku roku Rzecznik Praw Obywatelskich wystosował do Naczelnej Izby Lekarskiej. Wyrażał w nim niepokój udziałem lekarzy w reklamach.
NIL już od trzech lat usiłuje ukrócić te pozamedyczne występy lekarzy. – Wszczęto czterdzieści dwa postępowania w stosunku do konkretnych lekarzy, którzy naruszyli kodeks etyki. Dwadzieścia trzy przypadki zakończyły się orzeczeniem winy i kary. Zwykle były to kary upomnienia, albo kary finansowe w wysokości od jednej do czterech średnich pensji krajowych. Przeznaczono je na cele charytatywne – mówi dr Grzegorz Wrona. Wszyscy wezwani do złożenia wyjaśnień lekarze byli pytani o to, czy wiedzą co reklamują, czy znają badania dotyczące właściwości suplementu diety, który tak zachwalają. Niestety w wielu przypadkach rozmowa ta obnażyła ich totalną niewiedzę. Odwołania do wspomnianych wyroków były nieliczne. Jeden z lekarzy zwrócił się do Sądu Najwyższego o kasację, ale sąd oddalił ten wniosek jako bezzasadny.
Jest jednak wśród tych lekarzy jeden, który monitoringu się nie boi, bo Naczelne Izba Lekarska nic mu nie może zrobić. To Jacek Caba, który regularnie „gości” w naszych domach. „Leczy” nas niczym przed laty Kaszpirowski – przez ekran telewizora. Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, by odciąć się od działalności wspomnianego lekarza, zamieścił na stronie internetowej NIL oświadczenie: „Lekarz Jacek Caba, występujący jako lekarz laryngolog w reklamie telewizyjnej (…) nie jest lekarzem wykonującym zawód i nie posiada specjalizacji w żadnej dziedzinie medycyny. Jego dane znajdują się w ewidencji Okręgowej Izby Lekarzy w Gdańsku, ale nie jest on członkiem ani tej, ani żadnej innej okręgowej izby lekarskiej. W związku z tym, nie jest prowadzone w stosunku do niego postępowanie w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarzy”. Jacek Caba uważa tę informację za kłamliwą: – W latach 1986-1990 byłem zatrudniony w Klinice Otolaryngologii Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie najpierw odbyłem staż podyplomowy, a potem pracowałem kolejno na stanowiskach: asystenta i starszego asystenta. Ostatnie stanowisko wymagało specjalizacji I stopnia – mówi. I dodaje: „Zgadzam się, że dokładna analiza polskiego rynku reklam środków farmaceutycznych byłaby ze wszech miar słusznym działaniem. Istnieją preparaty, których reklamy mogą mieć rzeczywiście negatywny wpływ na zdrowie pacjenta. Niemniej jednak nie można traktować sprawy wycinkowo. Absurdalnym jest również, że tyle emocji i powszechne oburzenie wzbudzają reklamy suplementów, gdy tymczasem w telewizji reklamuje się alkohol w porze ogromnej oglądalności. Także w godzinach, gdy przed telewizorem zasiadają rodziny z dziećmi. Każdy przypadek należy traktować jednostkowo – ja osobiście mogę zaręczyć, że wiem co reklamuję”. Naczelna Izba Lekarska poproszona o komentarz podtrzymała swoje stanowisko. Twierdzi, że oświadczenie ze strony internetowej usunie tylko wtedy, gdy Jacek Caba przedstawi w NIL dokumenty, które rzeczywiście potwierdzą posiadaną specjalizację.
źródło: medonet.pl










