W innych krajach innowacyjne terapie stosowane przeciwko szpiczakowi plazmocytowemu są już dostępne, a polscy pacjenci cały czas na nie czekają. Jest szansa, że już niedługo.
Potrzebna wieloetapowa terapia
Szpiczak plazmocytowy ma to do siebie, że powraca po początkowym opanowaniu choroby i staje się niewrażliwy na dotychczasowe leczenie. Walka ze szpiczakiem polega na przełamywaniu kolejnych fal, z których każda kolejna jest trudniejsza do opanowania od poprzedniej.
Jak tłumaczy dr hab. Dominik Dytfeld z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego, na ten rodzaj nowotworu nie ma jednego leku.
– Nie da się go wyleczyć jedną skuteczną terapią i wcześniej czy później rozwinie oporność, wtedy choremu trzeba będzie podać coś innego – dodaje.
Jeden lek to zdecydowanie za mało
Od 2013 r. zarejestrowano na świecie sześć nowych cząsteczek, leków, które są w stosunku do siebie komplementarne i jak twierdzą eksperci, każda z nich jest potrzebna do leczenia szpiczaka. Im więcej możliwości ma lekarz, tym pacjenci żyją dłużej. Ten przełom w leczeniu może wydłużyć życie chorych nawet o 10 lat lub więcej.
Od listopada jeden z tych leków, pomalidomid, jest dostępny w Polsce i pomaga pewnej grupie pacjentów. Jednak, jak wyjaśnia dr Dytfeld, to nie załatwia zupełnie sprawy i konieczne są kolejne cząsteczki. Dwie kolejne: daratumumab i karfilzomib znajdują się teraz w zaawansowanym procesie refundacji. Mają one zastosowanie u pacjentów z chorobą nawrotową i oporną, bardziej zaawansowaną postacią szpiczaka. Do tych leków Polacy jeszcze nie mają dostępu, a zapotrzebowanie na nie jest w tej chwili największe.
Na przełomie listopada i grudnia, Polskie Konsorcjum Szpiczakowe wystosowało petycję do Ministerstwa Zdrowia, aby proces refundacyjny nie zatrzymał się jedynie na pomalidomidzie. Potrzebne są kolejne cząsteczki.
Źródło: IK/rp.pl










