REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 22 lipca 2022, 14:45

Licencja na latanie

Jest niemal pewne, że Jarosław Janusik to jedyny w Polsce farmaceuta z licencją pilota, który dodatkowo trenuje boks i prowadzi swój własny klub. Jednak nie tylko to osiągnięcie stawia go w pozycji jednej z najbardziej inspirujących osobowości polskiej farmacji…

Medycyna, farmacja i ekonomia to nie jedyne zainteresowania Jarka Janusika (fot. archiwum prywatne Jarosława Janusika)

Prowadzi cztery nowoczesne apteki, ma piękną żonę i dwójkę dzieci. Jarek Janusik to trzydziestoczteroletni farmaceuta i niewątpliwie człowiek sukcesu, który może uchodzić za wzór aptekarskiego „american dream”. Podczas gdy inni na jego miejscu mogliby poczuć spełnienie i satysfakcję, on nie spoczywa na laurach i nieustannie szuka nowych wyzwań. Od kilku lat szlifuje umiejętności pilota, a niedawno otworzył też własny klub bokserski.

REKLAMA

Choć urodził się i wychował w Częstochowie, obecnie mieszka w Kowalach Pańskich k. Turku – w rodzinnych stronach swojej żony. Z kolei farmację studiował w Łodzi, zostając pierwszym farmaceutą w swojej rodzinie. Jabłko nie padło jednak daleko od jabłoni, bo wśród jego krewnych nie brakuje przedstawicieli zawodów medycznych. Zarówno rodzice, jak i dziadkowie są bowiem lekarzami. – W wyborze studiów bardzo pomogli mi rodzice, uważam, że tutaj wypełnili w stu procentach swój rodzicielski obowiązek. Bo znając mnie na wskroś, wiedzieli, że bardzo dobrze odnajdywałem się w świecie ekonomii – już będąc w podstawówce, potrafiłem sam zarobić na kieszonkowe na drobnym handlu – przyznaje Jarek i dodaje, że prowadzenie aptek doskonale wpisuje się w jego zainteresowania, bo łączy zarówno ekonomię, jak i medycynę.

W Częstochowie ukończył chyba najbardziej znane w Polsce (za sprawą oczywiście piosenki T.Love) IV Liceum Ogólnokształcące. – Maturę z biologii i chemii napisałem najlepiej w szkole i równie dobrze mogłem zostać lekarzem. Jednak z perspektywy tego, gdzie się teraz znajduję, i znając pracę lekarza z domu, uważam, że zawód wybrałem doskonale – przyznaje.

Studia w Łodzi wspomina bardzo dobrze, przede wszystkim dlatego, że tam właśnie poznał swoją żonę. – Jesteśmy parą w życiu i w biznesie, razem otworzyliśmy pierwszą aptekę, zaczynając od zera. Obecnie posiadamy cztery apteki w powiecie tureckim. Jedna z nich jest najnowocześniejszą apteką w Polsce, ponieważ pracuje w niej robot wydający leki – przyznaje z dumą Jarek.

Własna apteka już na studiach

Pierwszą aptekę otworzyli jeszcze w trakcie studiów. Pomysł na nią pojawił się nieoczekiwanie pod koniec czwartego roku studiów. – Moi przyszli teściowie mieli lokal po aptece, który przez osiem miesięcy stał pusty, a jego poprzedni właściciel nagle zapadł się pod ziemię. Na początku wszystko wydawało się proste: jest w pełni wyposażona apteka, wystarczyło założyć działalność, kupić leki i zaczynać. Jak się później okazało, byliśmy w błędzie – przyznaje Jarek.

Powiedzieć, że początki były trudne, to tak, jakby nic nie powiedzieć. – Teraz, jak to wszystko sobie przypominam, to aż nie wierzę, że nam się udało utrzymać i rozwinąć. Bardzo pomogli nam rodzice i wiara w to, że przecież wszystko robimy dobrze, tylko potrzeba czasu – wspomina. Jak przyznaje, kamieniem milowym było pewne szkolenie w Poznaniu, na którym nie dość, że uzyskał wyjątkowe kompetencje, to poznał przyjaciół, którzy podzielili się z nim swoją wiedzą i doświadczeniem z branży. – Bardzo ważną częścią mojego rozwoju była również Wielkopolska Okręgowa Izba Aptekarska. Spotkałem się z ogromną życzliwością i zaufaniem ze strony Pani Prezes dr Aliny Góreckiej – mówi Jarek Janusik, który od dwóch kadencji zasiada w Wielkopolskiej ORA.

Otwarcie apteki jeszcze w trakcie studiów miało tę zaletę, że po otrzymaniu prawa wykonywania zawodu od razu mógł z żoną rozpocząć w niej pracę. – Sami sobie stworzyliśmy miejsce pracy i zasady w nim panujące. Zaczynaliśmy, zatrudniając jednego pracownika, dlatego też na początku większość czasu spędzaliśmy w aptece za pierwszym stołem. Teraz, gdy nasza firma jest większa i zatrudniamy 25 osób, bardziej skupiamy się na zarządzaniu i koordynowaniu działania firmy – przyznaje farmaceuta.

Jego ścieżka kariery nie przebiegała więc standardowo, jak w przypadku większości farmaceutów, którzy zaczynają od pracy dla kogoś i w ten sposób zbierają doświadczenie. – Gdybyśmy poszli tą drogą, to na pewno nie bylibyśmy tutaj, gdzie jesteśmy dzisiaj. Od razu rzuciliśmy się sami na głęboką wodę i w bardzo krótkim czasie musieliśmy uzyskać taki poziom wiedzy o prowadzeniu firmy, jaki niektórzy uzyskują po latach – mówi Jarek. Choć dużo wsparcia otrzymali od rodziców, to jednak dzięki poznaniu innych właścicieli aptek i ich doświadczeniu, którym się z nimi podzielili, mogli cały czas się rozwijać. – Dlatego też bardzo sobie cenię znajomość z jedną z rodzin farmaceutycznych z Poznania i cały czas podkreślam ich wielki i bezinteresowny wkład w nasz rozwój – dodaje.

Wysokie loty…

Medycyna, farmacja i ekonomia to nie jedyne zainteresowania Jarka. Jak przyznaje, od zawsze pasjonowały go samoloty. Co ciekawe, za sprawą epidemii COVID-19 pasja ta przybrała nader realny kształt. – Lockdown w gospodarce spowodował, że wszystko nagle stanęło i w aptekach również zaczął się „sezon ogórkowy”. Ludzie szukali nowych sposobów na spędzanie czasu, a ja postanowiłem ten czas spożytkować na swój rozwój osobisty. Samoloty pasjonowały mnie od zawsze, jednak nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, że ja mógłbym latać, i to za sterami. Pojechałem do Aeroklubu Konińskiego, gdzie spotkałem się z bardzo ciepłym i życzliwym przyjęciem. Uzyskałem informację, jak zacząć, i zacząłem – opowiada Jarek.

Zapisał się więc na kurs, kupił książki i na powrót stał się studentem. W wakacje zdał wszystkie egzaminy teoretyczne w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego w Warszawie (było ich dziewięć), zrobił badania lekarskie w specjalnym ośrodku i rozpoczął szkolenie praktyczne. – Bardzo dobrze wspominam ten okres: poznałem dużo nowych ludzi z zupełnie różnych środowisk, których łączyła wspólna pasja do latania. Wszyscy bardzo chętnie dzielili się swoim doświadczeniem i dawali mi dużo wsparcia – wspomina Jarek. Dzięki nowej pasji odwiedził wiele miejsc, po raz pierwszy zaliczając lotniska w Pile, Lesznie, Poznaniu, Wrocławiu. Na koniec zdał licencję i tak stał się pełnoprawnym pilotem.

Warto wyjaśnić, że całość takiego szkolenia obejmuje 100 godzin teorii i 45 godzin praktyki w locie. Trzeba zainwestować więc dużo czasu, bo godziny w powietrzu to jedno, ale całe przygotowanie do nich to przynajmniej drugie tyle. – Mnie to sprawiało ogromną satysfakcję, nawet nauka fizyki, której w lotnictwie jest co nie miara, jakoś nie sprawiała mi trudności. Może dlatego, że miałem świadomość, że cała ta wiedza jest potrzebna, poza tym było to po prostu dla mnie ciekawe – przekonuje Jarek.

REKLAMA
REKLAMA
(fot. archiwum prywatne Jarosława Janusika)
(fot. archiwum prywatne Jarosława Janusika)

Aktualnie posiada licencję PPL (A) – Privat Pilot Licence (Aeroplane) – która uprawnia go do lotów na samolotach z napędem tłokowym, jednosilnikowych, o MTOW 5700 kg (Maximum takeoff weight) według przepisów VFR (Visual Flight Rules), czyli z widocznością ziemi. Otrzymał również uprawnienia do lotów nocnych oraz na kilka typów samolotów: Cessne, Pipistrella, Cirrusa, Pipera. Na chwilę obecną ma prawie 200 godzin nalotu, z czego ponad 50 godzin w PIC-u (Pilot in command).

– Posiadając prawo jazdy na samochód osobowy, po prostu wsiadasz i jedziesz – czy to BMW, czy mercedesem, czy jakąkolwiek inną marką. W lotnictwie, by latać na każdym nowym samolocie, trzeba go wylaszować, czyli zdać taki jakby miniegzamin, co kończy się wpisem do lockbooka (dziennik pilota) o zdolności operowania na danym typie – wyjaśnia farmaceuta. Latanie to zatem ciągłe poszerzenie wiedzy i zdobywanie nowych uprawnień. – Moje najbliższe plany to licencja UPRT advance, czyli wyprowadzanie samolotu z nietypowych konfiguracji, taka – można nazwać – akrobacja. Następnym krokiem chciałbym, by było podejście do licencji zawodowej ATPL, co z kolei otwiera mi drogę do latania na samolotach o napędzie odrzutowym – przyznaje Jarek.

A jak na pomysł robienia licencji pilota zareagowała jego rodzina? Jak przyznaje, rodzice bardzo długo go namawiali, by rozpoczął przewód doktorski, jednak w pracy, jaką wykonuje, nie miało to najmniejszego sensu. – Lubię się uczyć i rozwój sprawia mi satysfakcję. Lotnictwo daje mi wymierne korzyści z poświęconego czasu na naukę i ogromną radość. Oczywiście wszyscy myślą, że jest to bardzo niebezpieczne, wyobrażają sobie, że samoloty spadają, a pilot wyskakuje ze spadochronem. Nic bardziej mylnego: każdy samolot posiada swoją doskonałość do lotu szybowego, nawet podczas awarii silnika, awioniki i wszystkich systemów samolot nie spada jak kamień, tylko szybuje dzięki sile nośnej, która wytwarza się na elementach konstrukcyjnych samolotu (skrzydła, kadłub, usterzenia). Poza tym piloci nie posiadają spadochronów – to jeden z mitów, który często słyszałem. By skakać ze spadochronem, trzeba mieć specjalne świadectwo kwalifikacji, a samolot naprawdę jest w stanie bez najmniejszych problemów wylądować nawet bez silnika – zapewnia farmaceuta.

Oczywiście, jak w każdej rzeczy, także wsiadając do samolotu, należy przede wszystkim zachować rozsądek. Nie należy latać przy bardzo silnym wietrze, niepewnej pogodzie czy w sytuacji, gdzie istnieje duże ryzyko lodzenia gaźnika. – Przy dobrym przygotowaniu, sprawdzeniu pogody i samolotu uważam, że ryzyko wypadku jest niższe niż przy jeździe samochodem. Moja żona – pewnie dlatego, że mnie dobrze zna – pozwoliła mi na realizację tej pasji i mnie wspierała. Dotychczas odbyliśmy już kilka wspólnych lotów, nawet z naszymi dziećmi (cztery i sześć lat) – byliśmy w Gdańsku, Kołobrzegu, Częstochowie. To jest naprawdę bardzo bezpieczne – zapewnia Jarek i dodaje, że będąc w samolocie, pilot cały czas jest w stałym kontakcie z kontrolerem – czy to obszarowym czy z wieżą. – Otrzymuje się na bieżąco informację o ruchu, zagrożeniach, pogodzie, różnego rodzaju wskazówki. Trzeba tylko umieć korzystać z tej wiedzy – wyjaśnia.

Mimo że posiada licencję pilota, to Jarek nie ma własnego samolotu, bo go zwyczajnie nie potrzebuje. – Posiadanie własnego samolotu jest jak na razie dla mnie niedostępne finansowo. Poza tym stopień wykorzystania go przeze mnie byłby znikomy. Dużo lepszym rozwiązaniem jest wynajmowanie samolotów. To daje też dodatkowe możliwości. Gdy chcę polatać sam, wystarczy mały ekonomiczny samolot, gdy lecę gdzieś z rodziną – większy, z możliwością zabrania czterech osób i bagażu – wyjaśnia.

Twarde starcia w ringu

Podniebne eskapady to nie jedyna pasja Jarka Janusika. Jak przyznaje, od zawsze interesował go też… boks. Do tego stopnia, że niedawno postanowił otworzyć własny klub. – Boks zawsze mnie pasjonował. Bardzo lubię oglądać walki, czytam książki biograficzne różnych zawodników, zbieram plakaty – przyznaje farmaceuta. Trenować ten sport zaczął kilka lat temu w jednym z klubów w Turku. Same treningi bardzo mu się podobały, jednak – jak przyznaje – przeszkadzało mu wiele rzeczy w samym miejscu. Sala była mała, słabo wyposażona, bez wentylacji, nawet nie było ciepłej wody pod prysznicem. Dlatego kiedy w zeszłym roku zwolnił się lokal nad jedną z jego aptek w Kowalach Pańskich, pojawił się pomysł otwarcia w nim klubu. I to nie byle jakiego, bo takiego, o jakim zawsze marzył…


Do przeczytania zostało jeszcze 30% artykułu.
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM

POBIERZ BEZPŁATNIE!

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA