Serwis Limanowa.in opisuje sytuację jednej ze swoich czytelniczek, której wnuczka od dwóch lat stosuje szczepionki odczulające (czytaj więcej: Alergicy przerywają terapię, bo leku nie ma w aptekach…).
– Jest duży problem z dostępnością tej szczepionki, wszystkim nam ręce już opadają. W jednej z okolicznych aptek ostatni raz sprzedano ją latem ubiegłego roku – mówi mieszkanka Limanowszczyzny.
Jej wnuczka znajduje się na liście oczekujących na preparat, prowadzoną w jednej z aptek na terenie Limanowej. Dziecko jest obecnie na drugim miejscu.
– Jeśli dobrze pójdzie, dostaniemy ten produkt za 4 do 5 miesięcy. Tymczasem jeżeli dziecko nie utrzyma szczepionki w terminie, za 2 miesiące, to dwuletnie już odczulanie pójdzie na marne i będziemy zmuszeni zaczynać od nowa – wyjaśnia kobieta.
Brak szczepionki, to częściowo wina pacjentów?
Tymczasem dystrybutor szczepionki zapewnia, że po chwilowych problemach z dostawami kilka tygodni temu, obecnie są one większe. Mimo to zdarza się, że w niektórych miejscach w Polsce pacjenci poszukują leku.
– We wrześniu ubiegłego roku rzeczywiście wystąpił problem z dostępnością, chwilowy przestój w dostarczaniu produktu przez producenta. Jednak już w grudniu i styczniu na rynek wpłynęło o 30-40% więcej preparatu. Mimo tego, na rynku wytworzyła się pewna panika – wyjaśnia przedstawicielka dystrybutora.
Jej zdaniem za brak szczepionki w aptekach po części odpowiadają też pacjenci. W obawie o dostępność leku w najbliższej przyszłości, „magazynują się” oni lek – choć posiadają już ilość, która powinna wystarczać na okres od 5 do 7 miesięcy. Mimo to proszą lekarzy o kolejną receptę i realizują ją w aptekach, by mieć zapas. W rezultacie przyczyniają się do sztucznego zawyżenia popytu.
– Ilość produktów wprowadzanych na rynek jest planowana z rocznym wyprzedzeniem, dlatego chwilę potrwa, zanim sytuacja się ustabilizuje. Wspomniane produktu są dostarczane najczęściej co dwa tygodnie, by z hurtowni trafić do aptek – zapewnia dystrybutor leku.
Źródło: ŁW/limanowa.in










