Popieramy projekt nowelizacji ustawy „Prawo farmaceutyczne”, przygotowany przez posłów PiS – deklaruje Małgorzata Pietrzak. – Uważamy, że nowe przepisy uregulowałby istotne na rynku farmaceutycznym sprawy. Na pewno zahamowałyby proces otwierania nowych aptek w miastach. Proszę zwrócić uwagę, że apteki nie powstają na wsiach i w małych miasteczkach. Co innego w miastach. Młody farmaceuta nie ma szansy, by zaistnieć na rynku w dużym mieście. Nawet jak otworzy aptekę, to obok zaraz wyrasta placówka sieciowa, więc swoją musi zamknąć i zostaje z długami. Ci, którzy są przeciwni mówią, że zmiana ta „zabetonuje” rynek, a młodzi nie będą mieli szansy. To nie prawda. Mamy listy od młodych farmaceutów, którzy popierają ten projekt. Oni teraz nie są w stanie zaistnieć na rynku. Jako samorząd uważamy, że właśnie w małych miejscowościach pojawią się młodzi farmaceuci.
Wiceprezes NRA odniosła się w rozmowie do zarzutów przeciwników zmian na rynku aptecznym, którzy twierdzą, że samorząd aptekarski broni tylko własnej grupy zawodowej:
– W wielu krajach UE są takie obostrzenia, że tylko magister farmacji może otworzyć aptekę. Tak jest w Niemczech, Hiszpanii czy we Francji. Farmaceuta to zawód zaufania publicznego. Odpowiadamy swoim prawem wykonywania zawodu.
Małgorzata Pietrzak przyznaje, że dla farmaceuty posiadającego własną aptekę, jest to biznes i miejsce pracy, z którego musi utrzymać rodzinę.
– Nikt z nas nie pracuje charytatywnie. Ale nam, przez sześć lat studiów wpaja się jeszcze pewne zasady – przypomina Pietrzak. – Najpierw jest pacjent, potem biznes! Nie mając nad sobą marketingowca, który mówi, że dziś to czy tamto jest „chorobą miesiąca”, więc mamy sprzedać te a nie inne leki, nikt z nas nie będzie polecał czegoś, na czym mamy większą marżę. Jeśli w swojej aptece farmaceuta będzie zatrudniał innego farmaceutę, to nie będzie od niego żądał zachowań niezgodnych z etyką zawodową.
Zdaniem wiceprezes NRA proponowane zmiany nie podzielą środowiska farmaceutów, gdyż działania samorządu nie są nastawione przeciwko farmaceutom pracującym w aptekach sieciowych.
– Nie walczymy z farmaceutami, tylko nielegalnymi działaniami sieci i ich właścicielami. Farmaceuci pracujący w sieciach sygnalizują nam, jakie dostają zalecenia – mówi Magłorzata Pietrzak w wywiadzie dla Gazety Pomorskiej.
Farmaceutka odniosła się również do zarzutów przeciwników zmian na rynku aptecznym, mówiącym, że w ich wyniku ceny leków pójdą w górę.
– To nieprawda. Faktycznie apteki sieciowe mają obniżone ceny na niektóre leki. Jednak co innego wynika z tzw. koszyka zakupowego. Okazuje się, że w pojedynczej aptece wartość koszyka to 44 zł, a w sieciowej 60 zł.
Pietrzak zwraca uwagę, że pacjent, który idzie do apteki sieciowej nie zdaje sobie sprawy z tego, że wychodzi z workiem niechcianych leków, co jest wynikiem tzw. „przykasówki”. Mechanizmy marketingowe stosowane w aptekach sieciowych sprawiają, zdaniem wiceprezes NRA, że pacjent nie zdaje sobie sprawy, iż jest traktowany jak portfel na dwóch nogach.
Przedstawicielka samorządu aptekarskiego przypomniała też o liście, który Ambasadorowie Izraela, Kanady, USA i Litwy napisali w obronie interesów swoich firm.
– Proszą, by przyjrzeć się tej ustawie. Chcą, by projekt nie był tak szybko procedowany, tylko w tak zwanej dużej ustawie jako projekt rządowy. Te państwa mają u nas swoje sieci – Litwa to Euroapteki i Polonez, Izrael to Superfarm. Dlatego bardzo ich to interesuje, co się na rynku farmaceutycznym dzieje. Superfarm chce otworzyć 200 -300 aptek w Polsce. Właściciele chwalą się, że w naszym kraju ich sieć świetnie się rozwija (podobnie jak w Chinach) i dzięki temu mogą mieć u siebie tańsze leki – mówi Pietrzak.
Cały wywiad można przeczytać na stronie [b][url=http://plus.pomorska.pl/opinie/a/malgorzata-pietrzak-najpierw-pacjent-potem-biznes,11785980]Gazety Pomorskiej[/url][/b]
Źródło: Gazeta Pomorska










