Już na samym początku rozmowy na ten temat, padła z ust dziennikarza sugestia, że motywacją Naczelnej Izby Aptekarskiej do ograniczenia pozaaptecznej sprzedaży leków jest chęć przejęcia sporej części rynku wartego niemałe pieniądze. – To jest mit, że jeżeli ograniczymy sprzedaż leków na stacjach benzynowych czy w supermarketach to apteki będą z tego powodu szczęśliwe, bo te leki do nich wrócą – ripostował Tomków.
– Jest szereg badań, które pokazują, że one nie wrócą. Bardzo niewiele osób kupuje w tych miejscach, bo ma taką potrzebę. Tak naprawdę w ogromnej większości jest to sprzedaż impulsowa. A więc tak naprawdę kupuje się nie dlatego, że czuje się ból i potrzebuje sobie pomóc, tylko dlatego, że to leży obok kasy w związku z czym kupię na wszelki wypadek.
Wiceprezes NRA zwrócił uwagę, że rynek pozaaptecznej sprzedaży leków jest absolutnie niekontrolowany. – Jeśli sprzedawać leki może ponad 360 tys. miejsc w Polsce, a Inspekcja rocznie kontroluje 300, no to proste wyliczenie pokazuje, że na sprawdzenie wszystkich potrzeba 1200 lat. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie ma żadnych konkretnych procedur, które wskazywałyby na osoby odpowiedzialne za wycofywanie takich leków z obrotu, jeżeli nie ma obowiązku zakupu tych leków w hurtowniach farmaceutycznych, to pokazuje to, że ten rynek jest absolutnie niebezpieczny. Nie jest zabezpieczony przed lekami sfałszowanymi – punktował Tomków.
Innym aspektem jest to, że od kilku lat istnieje przepis mówiący, że leki dostępne w takich miejscach muszą być zabezpieczone przed dostępem dzieci. – Dzisiaj widzimy sytuacje, gdzie te leki są poukładane na wysokości wzroku dziecka pomiędzy słodyczami.
Marek Tomków zwrócił też uwagę na brak kompetencji i wiedzy osób sprzedających leki w sklepach i na stacjach benzynowych, który skutkuje nie tylko niewłaściwym eksponowaniem takich preparatów na półkach (paracetamol obok alkoholu), ale też stanowi zagrożenie dla klientów uzyskujących w ten sposób błędne informacje dotyczące ich stosowania. – Żeby wybrać się rowerem na ryby trzeba mieć dwa dokumenty, kartę rowerową i kartę wędkarską. Żeby sprzedawać leki w supermarkecie nie trzeba mieć żadnych uprawnień – podsumował wiceprezes NRA.
Źródło: ŁW / Polsat News










