– Premia Anny zależy od liczby produktów na paragonach. Tak jak koleżanki wybija więc na paragonie: pojemnik na mocz – 1, pojemnik na mocz – 1, pojemnik na mocz – 1. A nie: pojemniki na mocz – 3. Czasem szefowie wzywają Annę na dywanik. Ma się poprawić w sprzedaży komplementarnej. Zdaniem szefów, jeśli Anna zaproponuje każdemu klientowi leki, których on nie chce, to pewien wyliczony przez marketingowców procent klientów je kupi.
– Potrzeby sprzedażowe centrali nie chcą pokrywać się z potrzebami zdrowotnymi mieszkańców osiedla. Gdyby Anna pracowała w centrum handlowym, byłoby jej łatwiej naciągać klientów. A na osiedlu przychodzą ludzie, których zna: mamy koleżanek jej córek ze szkoły, emeryci, sąsiedzi. Staruszkowie z osiedla jej ufają. Tyle że ona ma pięć miesięcy na sprzedanie 2 tysięcy opakowań leku R. Ma przykaz, by powiedzieć, że lek R. poprawia odporność, uszczelnia naczynia krwionośne i zapobiega infekcjom. Że opakowanie 150 tabletek kosztuje tylko 10 złotych (z naciskiem na „tylko”). I że mają go w dobrej cenie. Niektórym nie mówi, choć ryzykuje utratę pracy. Nie mówi pani Wiesi w zawsze wyprasowanym, tanim płaszczu. Wie, że z emerytury ledwo starcza jej na jedzenie. Ani pani Jadwidze, od której syn wyłudza resztki renty. Staruszki co miesiąc zostawiają za leki z recept 300 zł, nie ma serca wciskać im płynów pod prysznic, jak chce centrala.
– Jej koleżanka z apteki w centrum handlowym po dwóch awanturach u szefowej pękła. Wciska niepotrzebne leki każdemu. Anna wie, że można się tego nauczyć. Czy gdyby nie to, że zna ludzi na osiedlu, też by tak robiła? Ma nadzieję, że nie. Chce być dobra: żyć moralnie, wspierać innych, rozwijać współczucie.
Więcej pod adresem: http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21064009,medytacje-osiedlowej-farmaceutki-fabjanski.html
Źródło: Wyborcza.pl










