Pigułki, które zawierają w sobie kilka różnych leków są coraz częściej stosowane przez lekarzy na całym świecie, z uwagi na swoją skuteczność w leczeniu nadciśnienia.
– W terapii tego schorzenia na ogół trzeba stosować co najmniej dwa leki, o różnych porach, co dla wielu chorych, szczególnie dla tych w starszym wieku, jest dość trudne – powiedział dr Aleksander Prejbisz.
Problemem polskich pacjentów jest niestosowanie się do zaleceń lekarzy, czego efektem jest 26 proc. skuteczność w leczeniu nadciśnienia w naszym kraju.
Z badań przeprowadzonych w 2011 roku wynika, że u 9 proc. chorych na nadciśnienie, nie jest stosowana żadna terapia, natomiast 36 proc. badanych jest leczona nieskutecznie. Tymczasem leki na nadciśnienie należy przyjmować do końca życia. W Polsce leczenie skojarzone stosowane jest u 85 proc. chorych.
– Polipigułka ma tę zaletę, że zawiera dwa lub trzy różnego typu leki na nadciśnienie. Dzięki temu chory zażywa mniej leków, co z kolei o 21 procent poprawia przestrzeganie zaleceń, a o 54 procent zwiększa wytrwałość terapeutyczną – podkreślił dr Prejbisz. O 20 procent mniej jest również działań niepożądanych.
W Polsce polipigułki nie są jeszcze popularne, stosuje je jedynie 10 proc. cierpiących na nadciśnienie. Według dr Prejbisza głównym powodem takiego stanu rzeczy są ograniczenia w ich refundacji.
Jak wynika z wyliczeń firmy Sequence, rozszerzenie refundacji polipigułki pozwoliłoby na zaoszczędzenie w budżecie państwa 42 mln zł rocznie. Stałoby się tak dzięki skuteczności ich leczenia, a w wyniku zmniejszenia liczby udarów mózgu, zawałów serca, co wiązałoby się ze zmniejszeniem hospitalizacji chorych, która również jest kosztowna.
Źródło: zdrowie.abc.com.pl










