W założeniu Davida Camerona, firmy farmaceutyczne, które nie będą przeznaczały swoich środków na opracowywanie nowych leków, powinny uiszczać opłatę wynoszącą 0,25 proc. wartości rocznej sprzedaży. Docelowo, środki trafiałyby na konto zbiorczego funduszu wspierającego te firmy, które pracują nad stworzeniem nowych produktów leczniczych.
Zdaniem Jima O’Neilla, z rządowego ośrodka ds. odporności przeciwdrobnoustrojowej, firmy przygotowane i chętne do prowadzenia badań nad nowymi lekami, które najczęściej, ze względu na skomplikowany proces tworzenia, są bardzo kosztowne, powinny być wspierane przez te przedsiębiorstwa, które nie planują uczestnictwa w projektach rozwoju rynku leków.
O’Neill nalega również, aby do 2020 roku w każdym z rozwiniętych krajów przeprowadzono testy diagnostyczne w celu zmniejszenia zjawiska nadużywania antybiotyków przez lekarzy i pacjentów.
We wspomnianym wyżej raporcie, uwzględniono również dane o obecnej sytuacji na rynku leków. Wynika z niego, że obecnie są duże niedobory antybiotyków i na tej podstawie wyliczył, że kwota dofinansowania dla firm, które będą pracować nad nowymi medykamentami, powinna wynieść ok. 1,3 mld dol. Raport wskazuje, że w ciągu najbliższych 10 lat, na lat walkę z uodparnianiem się bakterii na leki powinno się przeznaczyć ok. 40 mld dol.
Firmy farmaceutyczne już protestują przed wprowadzeniem powyższych pomysłów w życie. Wirginia Acha, dyrektor działu badań z Association of the British Pharmaceuticary, podkreśla, że zrzucanie odpowiedzialności finansowej za walkę z bakteriami tylko na firmy farmaceutyczne nie rozwiąże problemu, ponieważ nie uwzględniają współpracy w tym zakresie pomiędzy różnymi podmiotami.
Źródło: forsal.pl










