– Wizja Konstantego Radziwiłła była zdaniem krytykantów taka: skoro jedna butelka syropu na kaszel pomaga w walce z kaszlem, a pięć butelek służy narkotyzowaniu się, należy ograniczyć możliwość kupowania syropu na kaszel do jednej butelki – pisze w swoim felietonie dziennikarz Gazety Prawnej. – Rzeczywiście podejście dość konserwatywne, zakładające, że obywatel jest idiotą i będzie chciał sobie zaszkodzić, a nie np. zrobić zapasy leku, by nie biegać do apteki co kilka dni.
Zdaniem Patryka Słowika nowe restrykcje dotyczące ograniczenia jednorazowej sprzedaży leków zawierających kodeinę, pseudoefedrynę i dekstrometorfan można bez problemu obejść.
– W resorcie zdrowia uradzili bowiem, że wystarczy wprowadzić ograniczenie w ramach „jednorazowej sprzedaży”. Tak, wiem, teraz Państwo myślą, że wystarczy zrobić rajd po lokalnych aptekach, by kupić kilka buteleczek syropu. Informuję: nie, nie trzeba. Wystarczy w jednej z wybranych placówek poprosić o medykament i zapłacić. Znów poprosić o medykament, zapłacić. I jeszcze raz. I tak aż do osiągnięcia wystarczającej liczby butelek – pisze Słowik i radzi, by wybierać apteki, które dostosowały się już do nowych przepisów i wyposażyły swoje kasy w oprogramowanie umożliwiające drukowanie paragonów z prędkością jednej sztuki na sekundę. – Dzięki temu będziemy mogli nabyć aż 3600 opakowań leku w ciągu godziny – twierdzi dziennikarz.
– Inna rzecz, że osobiście wolałbym wariant biegania od apteki do apteki w poszukiwaniu syropu na kaszel. Gdy dodamy do tego regulacje znajdujące się w poselskim projekcie nowelizacji prawa farmaceutycznego, zgodnie z którymi placówki powinny znajdować się w odległości co najmniej kilometra od siebie – rysowałaby się wreszcie spójna wizja polityki zdrowotnej państwa. Wówczas przy okazji walki z narkotyzowaniem się obywateli, Ministerstwo Zdrowia za jednym zamachem osiągnęłoby przecież inny ze swoich naczelnych celów: podjęłoby skuteczną walkę z nadwagą – dodaje na końcu Patryk Słowik.
Źródło: Gazeta Prawna










