Jak podkreśla rzeczniczka ministerstwa Milena Kruszewska, trzeba przedsięwziąć wszelkie kroki zmierzające do polepszenia sytuacji pacjentów. To zaś jest równoznaczne z ograniczeniem obrotu pozaaptecznego.
Apteka, aby sprzedawać medykamenty, musi uzyskać zezwolenie, spełnić wiele restrykcyjnych norm, podlega też regularnym kontrolom. Stacja benzynowa czy sklepik, w którym sprzedaje się środki przeciwbólowe, są w zasadzie poza jakimkolwiek nadzorem. W efekcie w wielu takich miejscach produkty lecznicze są przechowywane w budzących grozę warunkach. To zaś zmienia właściwości leków, zagrażając tym samym zdrowiu zażywających je.
Głównym celem zmian jest objęcie sklepów sprzedających leki nadzorem inspekcji farmaceutycznej. Wiązałoby to się między innymi z weryfikacją warunków przechowywania medykamentów i oceną wiedzy personelu sprzedającego leki.
Druga koncepcja zmian przewiduje obowiązek wpisania się do nowo utworzonego rejestru punktów sprzedaży pozaaptecznej – bez uprzedniej analizy, czy sklep spełnia wymogi do prowadzenia sprzedaży.
– Najważniejsze jest to, by wreszcie zacząć prowadzić rejestr takich placówek – wskazuje wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków. I dodaje, że już sama świadomość tego, że inspekcja farmaceutyczna ma prosty dostęp do informacji, kto i gdzie sprzedaje leki, mogłaby poprawić warunki, w których są one przechowywane.
– O ile w aptekach porada farmaceutyczna jest i będzie udzielana, o tyle w obrocie pozaaptecznym pacjent nie ma kontaktu z farmaceutą. Dlatego też musi istnieć realny nadzór nad sprzedawanymi tam lekami – twierdzi Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Według samorządu aptekarskiego należy również wprowadzić opłaty dla przedsiębiorców za możliwość sprzedaży leków – Skoro aptekarze muszą płacić ponad 9000 zł za możliwość sprzedaży leków, dlaczego nie wprowadzić analogicznego obowiązku dla innych podmiotów? Niech będzie to choćby 10 proc. tej kwoty – wskazuje Marek Tomków z NRA.
Źródło: interia.pl










