W dzisiejszym wydaniu Expressu Bydgoskiego Grażyna Ostropolska opisuje proceder nielegalnego wywozu leków ratujących życie z Polski. Autorka przypomina, że od pewnego czasu lekowe gangi działają pod przykrywką prywatnych przychodni. Nieuczciwi właściciele świeżo tworzonych NZOZ słupów zamawiają leki w oddalonych o setki kilometrów aptekach i zamiast kierować je do polskiego pacjenta, wywożą za granicę. Najczęściej do Niemiec i krajów skandynawskich, gdzie medykamenty są dużo droższe.
– Początkowo wywozem trudniły się hurtownie farmaceutyczne na zasadzie tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji. Apteka zamawiała leki w hurtowni i sprzedawała je innej aptece lub hurtowni, skąd tanie polskie leki trafiały na Zachód. W 2015 roku weszło prawo, zabraniające aptekom i hurtowniom wywozu medykamentów z kraju, pod rygorem utraty pozwolenia na obrót lekami – pisze Ostropolska.
Kary w postaci utraty zezwoleń na prowadzenie aptek i pierwsze wyroki dla nieuczciwych aptekarzy spowodowały chwilowy popłoch, ale tylko wśród płotek, bo rekiny lekowego biznesu natychmiast znalazły lukę w prawie. Tworzą prywatne przychodnie, nastawione na… wywóz z Polski medykamentów. Najczęściej wygląda to tak, że zlokalizowana w innym województwie apteka dostaje z NZOZ zapotrzebowanie na większą liczbę leków i zamiast przeznaczyć je na potrzeby pacjentów, wysyła za Odrę.
– Jesteśmy w stanie ustalić, że dana apteka sprzedała zbyt dużą liczbę leków prywatnej przychodni i na tym nasza rola się kończy. Nie wiemy, gdzie trafiają te leki, bo nam nie wolno kontrolować NZOZ – tłumaczy Beata Stasiak, nowa szefowa Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego w Bydgoszczy, z delegaturami w Toruniu i Włocławku. Sama do niedawna pracowała w aptece, więc problem braku leków zna. – Zdarzały się tak ekstremalne sytuacje, że leku ratującego życie pacjenta nie było w żadnej aptece, więc wydzwanialiśmy do hurtowni, prosząc o dostarczenie choć jednego opakowania – wspomina pani inspektor.
Przychodnię, która zamiast leczyć pacjentów zajmuje się zbijaniem kasy na wywózce tanich leków z Polski, mają prawo prześwietlić minister zdrowia lub wojewoda. Jeszcze tego nie robią bo przychodnie słupy to w Polsce nowość. Niektóre NZOZ zakładają własne hurtownie farmaceutyczne, co oznacza, że spółka matka może handlować lekami.
– Nie spotkaliśmy się jeszcze z tym, by apteka i NZOZ były na jednym terenie. Z naszych ustaleń wynika, że większość prywatnych przychodni, składających zapotrzebowanie na leki w aptekach na terenie Kujawsko-Pomorskiego, pochodzi z Wielkopolski lub województwa pomorskiego – mówi Agnieszka Wilczyńska z kancelarii prawnej K-P WIF.
Jakiś czas temu Inspektorat złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa (prowadzenie obrotu lekami bez zezwolenia) przez NZOZ z Wielkopolski, prowadzący gabinet lekarski w Kujawsko-Pomorskim. Nawiązano w tej sprawie współpracę z wojewodą wielkopolskim i wszyscy srogo się rozczarowali. Sprawę umorzono, bo… okazało się, że owa spółka założyła hurtownię farmaceutyczną z pozwoleniem na obrót lekami, więc, zdaniem prokuratury, działała [i]lege artis[/i].
Więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu [b][url=http://www.expressbydgoski.pl/magazyn/a/juz-w-piatek-w-magazynie-expressu-kupuja-tanie-leki-w-polsce-i-sprzedaja-je-za-granica,12991730/]Expressu Bydgoskiego[/url][/b].
Źródło: Express Bydgoski










