Przewoźnicy leków z Amatorskiego Klubu Żużlowego Speedway Ostrów zajmują się obsługą aptek w południowej Wielkopolsce. Relacjonują oni, jak wygląda ich praca podczas epidemii, i wszyscy też zgodnie podkreślają, że „Zagrożenie nie minęło”.
Praca w czasie pandemii
Gdy w marcu zaczęła się pandemia COVID-19, pacjenci zaczęli masowo odwiedzać apteki.
– Kiedy wszystko zaczęło znikać z półek, zaczynaliśmy pracę o 4 – komentował w kwietniu Cezary Kozanecki, przewoźnik leków, a po pracy – żużlowiec-amator. Z branżą farmaceutyczną związany jest od 25 lat.
– Sama specyfika naszej pracy się nie zmieniła. Dostawy cały czas wyglądają podobnie – opowiadał z kolei Grzegorz Stępniewski w rozmowie z WP SportoweFakty. – Jak pojawiły się pierwsze zachorowania, to było dużo paniki i wszystko nagle zaczęło znikać z półek.
Pod koniec kwietnia i maja miał natomiast miejsce chwilowy zastój, a zamówienia uległy znacznemu zmniejszeniu. Trwało to jednak bardzo krótko – sytuacja szybko unormowała się.
– Niektóre apteki mówią, że nigdy w sierpniu nie osiągnęły takich obrotów jak w tym roku – zaznaczał Artur Kruszyk, który pełni w AKŻ Speedway Ostrów funkcję wiceprezesa (czytaj również: Włochy: motocykliści pomogą aptekom dostarczać leki do domu).
Duże zapotrzebowanie na leki
Także od początku września, można w placówkach zaobserwować zwiększony ruch. Nie przypomina on jednak sytuacji z marca.
Dostawcy zauważyli natomiast inną tendencję w sprzedaży leków, która może budzić zaniepokojenie.
– Polacy kupują dużo leków. Większość aptek ma realizowane dwie dostawy dziennie i to nie z jednej, ale najczęściej trzech, czterech hurtowni. To naprawdę dużo – twierdzi Grzegorz Stępniewski. Dodaje on również, że apteki mają wykorzystywać to, że dostawy są darmowe. Miały miejsce nawet takie sytuacje, kiedy zamówienie składało się wyłącznie z łańcuszka do smoczka.
Dostawy realizowane są przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności.
– Staramy się przestrzegać reżimu sanitarnego. Apteki również wymagają od nas, abyśmy nosili maseczki podczas dostawy. Obawiamy się zapowiadanej drugiej fali i tego, żeby nie zachorować. Aby choroba nie wyeliminowała nas z pracy – mówił Artur Kruszyk.
Zawodnikom udało się również wreszcie wrócić na tor – ale i tu, przestrzegać muszą odpowiednich zasad bezpieczeństwa.










