Dziennik Polski przypomina, że w sprawę zaangażowali się przedstawiciele ambasad USA, Kanady, Izraela i Litwy, którzy wystosowali oficjalne pisma w tej sprawie. Apelują o odrzucenie projektu, gdyż godzi on w interesy przedsiębiorców tych krajów.
– Te listy to przysłowiowy strzał w stopę. Przecież jednym z koronnych argumentów przedstawicieli sieci jest to, że reprezentują polski kapitał! – komentuje Paweł Trzciński, rzecznik Głównego Inspektora Farmaceutycznego.
NIA od lat przekonuje, że oddanie pacjenta w ręce sieci, w których liczy się tylko zysk, nie wyjdzie mu na dobre.
Niemcy, Francja, Austria, Hiszpania, Włochy, Dania, Belgia – to państwa, w których wprowadzono zasadę „apteka dla aptekarza”. – Rządy zrozumiały, że inwestowanie olbrzymich pieniędzy w kształcenie farmaceutów musi się zwrócić. Podobnie jak u nas, tam też brakuje lekarzy i część ich zadań przejęli farmaceuci w ramach tzw. opieki farmaceutycznej – mówi Marek Tomków, wiceprezes NIA. Uważa on, że jeśli projekt zostanie uchwalony, następnym krokiem będzie wprowadzenie przez resort zdrowia takiej opieki również u nas.
– Tę zaś są zdolni sprawować jedynie pracownicy w aptekach, których właścicielami są farmaceuci. Biznesmeni, kierujący „sieciówkami”, w których pracują przede wszystkim technicy farmacji, nie będą do tego zdolni – jest przekonany Tomków. – Projekt poparły m.in. Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Aptekarska i Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych. Kto lepiej od nich wie, co dla pacjenta jest lepsze? – pyta.
Diametralnie inaczej problem naświetla prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, zrzeszający „sieciówki”. – Przyjęcie ustawy w proponowanej wersji oznacza brak konkurencji, a tym samym podwyżkę cen leków oraz obniżenie jakości usług – komentuje Marek Piskorski. W jego ocenie w tych państwach Europy, w których przyjęto zasadę „apteka dla aptekarza”, leki są dziś najdroższe.
Prof. Leszek Borkowski, ekspert do spraw farmakoterapii i wychowawca pokoleń farmaceutów, nie wątpi, że apteki, szczególnie wobec dramatycznego braku personelu medycznego, powinny być usytuowane w łańcuchu opieki zdrowotnej jako placówki medyczne nie zaś – jak jest to obecnie – handlowe. – Studentów nie kształcimy na biznesmenów, lecz na osoby odpowiedzialne za zdrowie pacjenta. Oni mają zupełnie inną filozofię pracy i życia, inne podejście do pacjenta niż przedsiębiorca, którego głównym celem jest zysk. Tylko oni byliby w stanie udźwignąć ciężar opieki farmaceutycznej – podkreśla ekspert.
Więcej na ten temat na [b][url=http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/pacjent-w-sieci-zlozonych-interesow,11962724/]Dziennik Polski[/url][/b].
Źródło: dziennikpolski24.pl










