Na jednej z ulic na warszawskim Mokotowie, na przestrzeni 200 metrów są aż trzy apteki. Przechodnie zachodzą w głowę, po co aż tyle?
– Nowe apteki powstają jak grzyby po deszczu, ale otwierają je głównie duże, zagraniczne sieci – twierdzą reporterzy Wydarzeń. – Codziennie powstają trzy apteki sieciowe, a dwie rodzinne się zamykają.
– Za pół roku albo za rok pewnie nie byłoby już co zbierać z tych małych aptek, gdyby zostawić ten rynek tak samemu sobie – twierdzi Waldemar Buda, poseł PiS będący współautorem propozycji zmian na rynku aptecznym.
Parlamentarny zespół do spraw regulacji rynku aptecznego stworzył projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego, który ma uderzyć w duże sieci. Wśród propozycji znalazła się możliwość otwierania nowych aptek tylko przez farmaceutów i to w miejscach gdzie w danym momencie na taką placówkę nie przypada mniej niż 3000 pacjentów, a odległość między aptekami nie jest mniejsza niż jeden kilometr. Poza tym jeden właściciel będzie mógł prowadzić maksymalnie cztery apteki.
– Ta regulacja porządkuje rynek farmaceutyczny oraz przywraca właściwą rolę apteki, jako placówki ochrony zdrowia, a nie punktu sprzedaży leków – zapewniał dziennikarzy Wydarzeń Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.
W aptece sieciowej statystycznie Polak wydaje miesięcznie około 66 zł. W aptece indywidualnej tylko 40 zł. Wynika to z tego, że sieci stosują ceny dumpingowe i omijają prawo.
– Prawo nam zabrania reklamy – przypomina Monika Wiśniewska, właścicielka apteki w Warszawie. – Duże sieci omijają te zakazy, reklamują się nieustannie, wysyłają gazetki reklamowe, kierują promocje wszelkimi możliwymi kanałami do pacjentów.
Propozycje te nie podobają się przedsiębiorcom, którzy przekonują, że to sztuczna repolonizacja ograniczająca konkurencję i sprawi, że liczba aptek się zmniejszy i wzrosną ceny leków.
Projekt nowej ustawy jest już gotowy i został uzgodniony z Ministerstwem Zdrowia i wkrótce ma trafić pod obrady Sejmu.
Źródło: Wydarzenia / Polsat










