Minister zdrowia przedstawił Beacie Szydło plan reform służby zdrowia, tym samym potwierdzając zamiar dokonania w szybkim tempie likwidacji NFZ, co ma nastąpić do końca przyszłego roku. Nie będzie też składki zdrowotnej, ma ją zastąpić gwarantowana zakładka w budżecie państwa. Zmiany mają wejść w życie najpóźniej na przełomie 2017 i 2018 r., a premier daje im zielone światło.
Niezależnie od tego planu minister przedstawił koncepcję, która zakłada „powolny, ale stopniowy, gwarantowany ustawą wzrost publicznych nakładów na ochronę zdrowia”.
– Oznacza to, że pieniędzy, przynajmniej na początku albo nie będzie w ogóle, albo będzie ich niewiele. Przypominam o stanie podwyższonego napięcia na linii resort zdrowia – resort finansów. Już dziś trudno znaleźć w budżecie pieniądze na wydatki zdrowotne i trudno się spodziewać, by w najbliższych latach pieniądze na ten cel w cudowny sposób się znalazły. A likwidacja składki zdrowotnej budzi obawy, że w przyszłości tej kasy będzie mniej, a nie więcej – mówi Grzegorz Ziemniak, partner Instytutu Zdrowia i Demokracji. – w szybkim tempie zmienią się jedynie szyldy instytucji zajmujących się ochroną zdrowia i tabliczki na drzwiach gabinetów urzędników NFZ. Przeprowadzanie głębokich zmian niesie ze sobą ryzyko powstania – choćby chwilowego – zamieszania i bałaganu – dodaje.
Janusz Atłachowicz, ekspert ochrony zdrowia i były wiceprezes STOMOZ podkreśla – Najbardziej żal składki zdrowotnej. Cokolwiek by o niej złego nie powiedzieć, dobre było to, że chroniła pieniądze na zdrowie przed pokusą zabrania jej przez państwo na inne cele budżetowe. To co dzieje się z OFE to ważny sygnał ostrzegawczy, że usunięcie przeszkód formalnych w przeznaczaniu składek celowych na inne zadania państwa – potęguje ryzyko dodatkowego uszczuplania i tak skromnych środków przeznaczanych na emerytury, czy zdrowie.
Źródło: termedia.pl










