Okrągły stół pokryty zielonym suknem, a na nim porozrzucane w pozornym nieładzie różnokolorowe żetony. Przy stole siedzi czterech mężczyzn. W skupieniu spoglądają na przemian w karty i w oczy przeciwników. Każdy z nich ma przy sobie szklankę z alkoholem, niektórzy trzymają w ustach papierosa lub cygaro. Tę zasnutą dymem scenę oświetla tylko jedna lampa, zawieszona nad stołem. Napięcie sięga zenitu…
Tak mniej więcej wygląda klasyczna scena filmowa, obrazująca pojedynek pokerzystów. To stereotyp ukazujący tę grę jako formę nielegalnego hazardu, która przyciąga ludzi z marginesu – gangsterów, nałogowców. Jakże różni się ten obrazek od tego, o czym opowiada Marina Żurakowska – farmaceutka i… pokerzystka.
Marina mieszka w Więcborku – małej turystycznej miejscowości położonej nad pięknym jeziorem w województwie kujawsko-pomorskim. Niecodzienne imię jest wskazówką jej pochodzenia. – Nie urodziłam się w Polsce. Przeprowadziłam się tu, mając zaledwie siedem lat i w dodatku nie znając żadnego słowa w tym języku. Urodziłam się daleko na wschodzie w Kazachstanie i na tamtą chwilę posługiwałam się jedynie językiem rosyjskim. Od samego początku zmiana otoczenia i nauka w szkole nie sprawiały mi żadnego problemu – zdradza.
Cel: własna apteka
Farmację studiowała na Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. Zdecydowała się na te studia, by kontynuować tradycję wykonywania zawodów medycznych w swojej rodzinie. – Perspektywa otwarcia własnej apteki w budynku przychodni zdrowia należącej m.in. do mojej rodziny wydawała mi się słuszną decyzją – wyjaśnia farmaceutka.
Mimo że studia nie należały do najłatwiejszych, to Marina bez wahania przyznaje, że spędzony na nich czas był najlepszym okresem w jej życiu. – Dużą rolę odegrali ludzie, których miałam przyjemność poznać i wspólnie dzielić z nimi ten wspaniały, ale i momentami trudny czas – przyznaje. Pomimo sporej ilości nauki zawsze udawało się jej znaleźć chwile na spotkania towarzyskie w miłym gronie.
Już w trakcie studiów rozpoczęła realizację swojego celu, jakim było stworzenie własnej apteki w rodzinnym mieście. – Moja praca magisterska dotyczyła właśnie tego projektu. Jestem bardzo zadowolona z wyboru, jakiego dokonałam, i ciężką pracą osiągnęłam wyznaczony cel – przyznaje. W rezultacie po ukończeniu studiów i otrzymaniu dyplomu rozpoczęła pracę w wybudowanej przez siebie aptece. – Udało mi się ją otworzyć wspólnie z siecią Apteka Dyżurna, pochodzącej z północy Polski. Do dziś jest to bardzo dobrze prosperująca apteka, która funkcjonuje pod nazwą sieci Aptek Dr.Max.
Marina do tej pory pracuje w swojej aptece. Mimo sukcesu zawodowego, osiągniętego w tak młodym wieku, nie spoczywa na laurach. Cały czas dąży do podwyższania swoich kwalifikacji i poszerzania swojej wiedzy. Dlatego niedawno rozpoczęła studia podyplomowe: specjalizację z farmacji aptecznej na Uniwersytecie Medycznym w Gdańsku.

Przy pokerowym stole
Mimo pracy zawodowej i studiów podyplomowych Marina nadal znajduje czas na aktywność fizyczną i nietypowe hobby. Od kilku lat odnosi bowiem spore sukcesy, grając w pokera. – Do gry „wkręcili” mnie moi znajomi, którzy już wcześniej jeździli na lokalne turnieje do Bydgoszczy. Wcześniej oczywiście grywaliśmy w różne gry karciane w domowym zaciszu, ale nigdy nie były to turnieje pokerowe Texas Hold’em – przyznaje farmaceutka.
Podczas jednego z okolicznościowych turniejów ligowych organizator przygotował specjalny turniej tylko dla pań – Ladies Event. Marina zgodziła się pojechać po namowach, mimo braku wiary w jakikolwiek sukces. – Dodatkowo z lekkim stresem, gdyż był to mój pierwszy wyjazd, nie znałam ludzi i nie miałam pojęcia, jak takie turnieje wyglądają, a dodatkowo nie wierzyłam zbytnio w swoje umiejętności – zdradza i przyznaje, że z dzisiejszej perspektywy jej wiedza wtedy była bardzo znikoma. – W turnieju Ladies Event wzięło udział kilkanaście dziewczyn. Uczciwie muszę przyznać, że tego dnia szczęście mi dopisywało i po kilku godzinach rywalizacji pokonałam wszystkie rywalki, zajmując pierwsze miejsce. Ten pierwszy sukces do dzisiaj mam w pamięci – wspomina.
Choć podobne turnieje odbywają się od lat na całym świecie, w Polsce nadal panuje przekonanie, że poker to gra hazardowa, mająca niewiele wspólnego z legalną rywalizacją sportową. Marina przekonuje jednak, że to stereotyp, który na szczęście powoli zaczyna być przełamywany. – Media coraz częściej piszą o sukcesach polskich pokerzystów, którzy za granicą wygrywają największe turnieje na świecie. Jeszcze wiele brakuje, aby ta gra zyskała szacunek społeczeństwa i przestała być kojarzona z szemranym towarzystwem, które gra nielegalnie w zadymionym pomieszczeniu. Taki obraz nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Poker to gra umiejętności z czynnikiem losowym, a rywalizacja przebiega na sportowych zasadach – twierdzi farmaceutka.
Przeczytałeś dopiero 40% całego wywiadu.
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM











