REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 3 lipca 2019, 10:38

Policja nie ma narzędzi by likwidować internetowe pseudoapteki…

W internecie kwitnie nielegalny handel lekami. Połowa kupowanych w sieci preparatów to fałszywki. O procederze wiedzą wszyscy, ale organy ścigania mają związane ręce. Handlujące lekami strony internetowe zarejestrowane są poza granicami Polski. To wystarczy, by mogły dalej działać bezkarnie…

Nie należy spożywać partii produktu wskazanej w komunikacie (fot. Shutterstock)
Z danych publikowanych przez Interpol wynika, że większość rynku fałszowanych leków to działalność międzynarodowych zorganizowanych grup przestępczych (fot. Shutterstock)

Pseudoapteki najczęściej mają swoje oficjalne siedziby w Bangladeszu lub Vanuatu, a ich strony internetowe dostępne są w europejskich językach – również polskim. Część witryn niewiele różni się od stron profesjonalnych, legalnie działających w Polsce aptek wysyłkowych. Służby wiedzą o tym od dawna. Problem w tym, że mają związane ręce.

REKLAMA

– Z uwagi na fakt, że strony, na których znajdują się przedmiotowe oferty sprzedaży, są rejestrowane poza granicami RP, nie jest możliwe uzyskanie danych oferentów w oparciu o art. 20c ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 161 ze zm. – red.). Ponadto w zakresie blokowania ogłoszeń w sieci Internet, dotyczących sprzedaży m.in. leków psychotropowych, odurzających czy podrobionych, Policja nie posiada przewidzianych prawem środków do zamykania stron internetowych czy wstrzymywania poszczególnych ogłoszeń – wskazuje w odpowiedzi na poselską interpelację Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.

Z podobnymi kłopotami zmagają się służby w innych państwach członkowskich UE. Jak pisze Patryk Słowik w dzisiejszym wydaniu Gazety Prawnej, z danych publikowanych przez Interpol wynika, że większość rynku fałszowanych leków to działalność międzynarodowych zorganizowanych grup przestępczych. Dla nich Polska jest jedynie jednym z miejsc zbytu nielegalnego produktu.

– Związane ręce ma również administracja skarbowa. Większość fałszywych leków przybywa do Polski w małych paczkach, adresowanych na osoby fizyczne. Często w polu nadawcy wpisany jest podmiot chiński, amerykański albo brazylijski, a nie z Vanuatu. Tym samym przesyłki z fałszywymi lekami na pierwszy rzut oka są dla celników nie do odróżnienia od innych paczek. Rozwiązaniem byłoby sprawdzanie wszystkich paczek przylatujących do Polski z zagranicy. Ale, rzecz jasna, to nierealne. Ani nie ma na to środków, ani nie byłoby to akceptowalne społecznie z uwagi na prawo do prywatności – pisze Patryk Słowik.

REKLAMA
REKLAMA

Problemem jest… głupota

Zdaniem wiceprezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej Marka Tomkowa, problemem jest… głupota. Klienci tego typu pseudoaptek wierzą, że jest możliwe kupienie specjalistycznego leku za pół ceny. Jego zdaniem, choćby ustawowo wprowadzić rejestr domen zakazanych dla pseudoaptek, na wzór tego stosowanego w branży hazardowej w stosunku do nielegalnych bukmacherów, nie udałoby się zwalczyć procederu. Bowiem na miejscu jednego wykrytego podmiotu powstawałyby trzy nowe.

– Trzeba cały czas tłumaczyć ludziom, że nie ma czegoś takiego jak specjalistyczny lek za pół ceny, a różnica wynika tylko z tego, że w Vanuatu jest tańsze prowadzenie punktu sprzedaży. Trzeba też wyjaśniać, że nie jest tak, że każdy z nas rozpozna sfałszowany lek. Wielu fałszywek na pierwszy rzut oka nie są w stanie rozpoznać specjaliści – tłumaczy Marek Tomków.

Źródło: ŁW/DGP

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA