Kwas gamma-hydroksymasłowy (GHB), benzodiazepiny, (flunitrazepam, klonazepam) kannabinoidy czy gamma-butyrolakton (GBL) – wszystkie te substancje zwykło określać się pojęciem „pigułki gwałtu”, jeśli wykorzystywane są do odurzania innych celem wykorzystania seksualnego. Najpowszechniejszą metodą ich „podania” jest rozpuszczenie w napoju – na przykład w drinki podczas imprezy. Okazuje się, że „pigułka gwałtu” może przyjmować też postać plastra. „Plastry gwałtu to nowe zagrożenie, przed którym przestrzegają eksperci w materiale przygotowanym przez redakcję TVN24 GO.
– To są takie plastry, które trochę przypominają takie plastry, które niektórym osobom pomagają wyjść z uzależnienia nikotynowego. Są po prostu przyklejane na skórę – informuje Joanna Gzyra-Iskandar z Fundacji „Feminoteka”.
- Czytaj również: Studenci mówią “NIE” tzw. pigułce gwałtu
Substancja odurzająca znajdująca się w takim plastrze przedostaje się do organizmu przez skórę. W rezultacie efekt jej działania jest taki sam, jak w przypadku wypicia w drinku. Problem w tym, że faktu przyklejenia takiego plastra do skóry można nawet nie poczuć – szczególnie podczas zabawy w zatłoczonym lokalu.
– Takich bezpośrednich zgłoszeń my nie mamy, natomiast wiemy, że ta metoda jest stosowana głównie na Zachodzie – mówi nadkomisarz Monika Matyjewicz z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.
Z kolei Joanna Gzyra-Iskandar przekonuje, że w Polsce też zdarzają się takie sytuacje.
– Zgłaszają się do nas kobiety, które mówiły chociażby właśnie o wykorzystaniu tej metody z naklejeniem plastra – przekazuje Joanna Gzyra-Iskandar.
Źródło: ŁW/TVN24










