Światowe koncerny farmaceutyczne już lata temu dostrzegły, że przyszłością tego sektora są leki biologiczne – ciała monoklonalne. Pozwalają one skutecznie i bezpiecznie leczyć takie choroby jak łuszczyca, reumatoidalne zapalenie stawów czy choroby krwi. Poprawiają komfort życia i łagodzą objawy stwardnienia rozsianego czy choroby Leśniowskiego-Crohna. Praktycznie nie dają objawów ubocznych, a ich stosowanie nierzadko ogranicza się do jednego zastrzyku (wlewu) co kilka miesięcy.
Nie bez znaczenia dla ich producentów jest jednak fakt ich ogromnej marżowości. Oryginalne leki biologiczne przynoszą rocznie wytwarzającym je firmom miliardowe zyski. Na nieco mniejsze (choć nadal ogromne) profity mogą też liczyć producenci leków biopodobnych (biosimilar – ang.). I to właśnie w ich rozwój inwestuje coraz więcej koncernów. Wśród nich od 2010 roku jest również Polpharma Biologics, która może pochwalić się sporymi sukcesami w tym zakresie. Konsekwentna praca i inwestycje sprawiły, że polska firma jest jedną z dziesięciu na świecie, które znajdują się na obecnym etapie opracowania pełnego procesu rozwoju leku biologicznego: od rozwoju linii komórkowej, poprzez rozwój metod analitycznych, opracowania charakterystyki procesu, po produkcję substancji czynnej na skalę przemysłową.
Leki biologiczne i leki biopodobne
Zacznijmy od tego, czym leki biopodobne różnią się od oryginalnych leków biologicznych? W wielkim uproszczeniu ich sytuację można porównać do „tradycyjnych” leków, które mają swoje zamienniki (leki generyczne). Po wygaśnięciu patentów chroniących lek oryginalny, inni producenci mogą na rynek wprowadzać jego generyki – własne leki oparte na tej samej substancji czynnej. Proces rejestracji generyków jest o tyle prostszy niż w przypadku leków oryginalnych, że w ich przypadku nie są wymagane badania kliniczne. Wystarczające są badania biorównoważności – potwierdzające, że lek generyczny pod względem farmakokinetyki zachowuje się w organizmie tak samo jak oryginalny. Substancja czynna jest identyczna z lekiem referencyjnym, dlatego i jego działanie będzie takie samo.
W przypadku leków biologicznych sytuacja jest bardziej skomplikowana i wynika z ich budowy molekularnej. Leki biologiczne nie są to bowiem pojedynczymi cząsteczkami chemicznym, a złożonymi, trójwymiarowymi strukturami białkowymi z mostkami węglowodanowymi. Lek biopodobny jest natomiast „biozamiennikiem” oryginalnego leku biologicznego, jednak jego budowa może się różnić od leku referencyjnego. I nie ma w tym w zasadzie nic zaskakującego, bo nawet pomiędzy różnymi seriami tego samego leku oryginalnego, mogą występować takie różnice.
- Czytaj również: Sandoz oddziela się od Novartisa i stawia na leki biopodobne
Firmy chcące wytwarzać leki biopodobne stoją więc przed ogromnym wyzwaniem. Polega ono na tym, że muszą samodzielnie odkryć budowę i opracować proces produkcji ciała monokonalnego, które będzie wykazywać działanie takie jak lek referencyjny. Firmy odpowiedzialne za produkcję oryginalnych leków biologicznych nie dzielą się bowiem swoją wiedzą i technologią. Nie jest to w końcu w ich interesie, by wspierać konkurencję, która po wygaśnięciu patentów zaoferuje ten sam lek w niższej cenie.
Lata badań, miliony kosztów
Wszystko to sprawia, że rozwój leku biopodobnego to ogromne wyzwanie, z dużym ryzykiem niepowodzenia. Cały proces zaczyna się praktycznie od zera. Firma musi samodzielnie przeprowadzić proces rozwoju leku biologicznego, analizować go i przeprowadzać setki symulacji, które pozwolą poznać jego strukturę. Następny etap to wytworzenie leku o strukturze zbliżonej, do tej, jaką ma lek referencyjny. Sprowadza się to do takiego zaprogramowania komórki ssaczej, aby w odpowiednich warunkach wytwarzała ciało monoklonalne. Proces ten następnie podlega skalowaniu – od laboratoryjnej kolby, po bioreaktor o pojemności 2000 litrów.
Zanim jednak zacznie się skalowanie, konieczne jest sprawdzenie czy lek biopodobny działa tak samo jak lek biologiczny. W tym celu przeprowadza się badania kliniczne. Inaczej jak w przypadku leków „tradycyjnych”, tutaj nie wystarczą bowiem badania biorównoważności. Firma musi zainwestować w pełen zakres badań klinicznych (najpierw na zdrowych ochotnikach, a potem na chorych pacjentach), by udowodnić działanie swojego leku. Nierzadko ten etap kończy się porażką, milionowymi stratami i koniecznością zaczynania od nowa…
Rozwój jednego leku biopodobnego kosztuje od 150 do 200 mln euro. Proces ten zajmuje kilka lat. Ryzyko niepowodzenia jest duże, co sprawia, że wejście w ten sektor branży nie jest łatwe. Wymaga bowiem ogromnych nakładów finansowych oraz intelektualnych już na wstępie, bez gwarancji ich zwrotu. W rezultacie firmy zainteresowane lekami biopodobnymi często mają problemy, by znaleźć finansowanie takiego projektu. Nawet banki inwestujące w przemysł farmaceutyczny, dopiero uczą się tej branży.
Fundamenty sektora w Polsce
Polpharma Biologics przez 13 lat badań i rozwoju swoich leków biopodobnych zainwestowała w ten projekt ogromny budżet. Szansa na zyski pojawiła się realnie dopiero w ubiegłym roku, gdy firma skomercjalizowała i zarejestrowała swój pierwszy lek biopodobny – ranibizumab (leczenie zwyrodnienia plamki żółtej). Lek dostępny jest na rynku amerykańskim i europejskim. Komercjalizacja była możliwa dzięki współpracy z firmami Coherus i Teva.
Model biznesowy polskiej firmy to właśnie budowanie partnerstwa komercjalizacyjnego. Polpharma zajmuje się badaniem, rozwojem i produkcją. Z kolei jej partnerzy wprowadzają leki na kolejne rynki. Leki biopodobne są bowiem od samego początku rozwijane z myślą o rynku światowym. Jest to konieczne, by inwestycja w ich rozwój była opłacalna. W Polsce, ale też na świecie, rynek zbytu dla leków biologicznych i biopodobnych jest dopiero w powijakach. Dlatego Polpharma Biologics (holding wyodrębniony z Polpharmy w 2019 roku) działa głównie z myślą o rynku globalnym.

W sumie firma obecnie pracuje nad siedmioma substancjami biopodobnymi. Firma ma nadzieję, że do zarejestrowanego niedawno ranibizumabu, wkrótce dołączy też natalizumab, stosowany w stwardnieniu rozsianym. Jego komercjalizacją zajmie się Sandoz, a wnioski rejestracyjne są już w trakcie oceny. Na etapie badań kliniczny znajduje się z kolei vedolizumab, stosowany w Chorobie Leśniowskiego-Crohna. Firma opracowuje też proces produkcji i formulacji ocrelizumabu (stwardnienie rozsiane). Trzy kolejne leki objęte są póki co tajemnicą, jednak znane są ich wskazania terapeutyczne – łuszczyca i choroby krwi.
Polpharma Biologics przeciera szlaki
Sektor leków biologicznych w Polsce praktycznie nie istnieje. Polpharma Biologics to pierwsza tego typu firma w naszym kraju, która przeciera szlaki i definiuje standardy. W Polsce jest to nowość do tego stopnia, że inspekcja i odbiór centrów produkcyjnych były wyzwaniem dla całego sektora biotechnologii. Te same zakłady był również audytowane przez ekspertów FDA – po raz pierwszy w Polsce.
Ogromnym wyzwaniem w kontekście rodzącego się sektora biofarmaceutyków w Polsce są też… ludzie. W naszym kraju nie brakuje ekspertów w tej dziedzinie, dlatego Polpharma Biologics szuka jedynie ekspertyzy związanej z opracowaniem, rozwojem i komercjalizacją leków biologicznych. Tę ekspertyzę mogą firmie dać specjaliści z doświadczeniem w globalnych firmach. Co ciekawe często są to Polacy, którzy w poszukiwaniu pracy w tym sektorze wyjechali do innych krajów. Teraz wracają by pracować dla Polpharmy.
Polpharma Biologics ma obecnie trzy nowoczesne ośrodki. Centrum Badań i Rozwoju znajduje się w Utrechcie i zatrudnia 51 pracowników. Centrum Rozwoju i Produkcji, w którym zatrudniono już 571 pracowników mieści się w Gdańsku. Drugi tego typu ośrodek działa z kolei w podwarszawskich Duchnicach i pracuje tam 397 osób. Polska firma nie zwalnia jednak tempa. Do końca tego roku planuje zwiększyć zatrudnienie w swoich ośrodkach do około 1200 osób. Nowa linia produkcyjna uruchamiana w Duchnicach zwiększy skalę produkcji, dlatego niezbędni są eksperci do pracy przy niej. Ci, którzy zostaną zatrudnieni, po latach będą mogli pochwalić się, że uczestniczyli w narodzinach polskiego sektora biotechnologicznego.
©MGR.FARM










