– Cena leku nie jest pochodną kosztów produkcji ani popytu czy podaży. Jeden lek może mieć np.: 8 cen w ramach Unii Europejskiej. Cena leku zależy między innymi od warunków negocjacji z płatnikiem, wielkości szacowanej docelowej grupy pacjentów, zamożności społeczeństwa, przekroju demograficznego, istnienia konkurencji w danej grupie terapeutycznej, czynników kulturowych i prawnych, systemów refundacji, stopnia inflacji i różnic walutowych dla strefy poza euro – pisze Borkowski.
Każdy kraj Unii Europejskiej spotyka się z importem równoległym raz jako eksporter innym razem jako importer. Wszystko idzie spokojnie do momentu gdy zaczyna brakować leków istotnych w leczeniu chorób przewlekłych i tych najbardziej poważnych ratujących życie i zdrowie ludzkie. Wtedy zaczynają się niesnaski. Jedni drugim patrzą podejrzliwie na ręce. W Polsce zaczęto kombinować, jak zabić import równoległy, a nie jak z niego wycisnąć największe korzyści dla kraju.
Zdaniem profesora Borkowskiego remedium na braki ważnych leków w Polsce może być ich import. – Należałoby podjąć działania w kierunku wprowadzenia na wykazy refundacyjne leków z importu równoległego w cenach nie wyższych od cen leków wprowadzanych do obrotu przez podmioty odpowiedzialne. Importerzy równolegli będą wówczas, w ramach walki konkurencyjnej, obniżać ceny swoich produktów w trybie wniosku o obniżenie ceny – istnieje już uproszczona i szybka procedura. Drugim kierunkiem działania powinno być wprowadzenie mechanizmów zachęcających apteki do wydawania leków z importu równoległego, podobnych do usankcjonowanej już substytucji generycznej. Obecnie ustawa refundacyjna nie przewiduje takich możliwości, a wręcz zniechęca do nich w wyniku zastosowania mechanizmu podstawy wyliczania marży detalicznej od podstawy limitu.
źródło: medexpress










