– Sam fakt, że dwóch producentów suplementów diety weszło na drogę sądową, by rozstrzygnąć legalność przekazu reklamowego, pokazuje, jak bardzo ten rynek potrzebuje uregulowania – komentuje w Gazecie Prawnej niedawny wyrok sądu Łukasz Waligórski, redaktor naczelny branżowego portalu mgr.farm i członek Naczelnej Rady Aptekarskiej. -Przykład magnezu jest tutaj niemal symboliczny, bo jako farmaceuci obserwujemy od dawna zaciętą walkę o palmę pierwszeństwa w tym segmencie produktowym.
Przypomnijmy, że niedawno dwóch producentów suplementów diety z magnezem spotkało się w sądzie. Jeden z nich zarzucił drugiemu, że bezpodstawnie reklamuje swój produkt jako „Numer 1 na świecie” i wykorzystuje hasła „nie liczy się dawka lecz przyswajalność” czy „jedyny tak przyswajalny magnez. Polecany przez lekarzy”. Sąd by rozstrzygnąć spór poprosił o opinię biegłych ekspertów z dziedziny farmakologii (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/sad-rozstrzygal-o-biodostepnosci-magnezu-w-suplementach-diety-do-jakich-doszedl-wnioskow]Sąd rozstrzygał o biodostępności magnezu w suplementach diety. Do jakich doszedł wniosków?[/url][/b]).
Firma, która wniosła powództwo, twierdziła, że tworzenie przekazu jakoby magnez pozwanej przyswajał się w 90 proc., zaś produkty innych producentów zaledwie w 4 proc., sugeruje, że produkty m.in. powódki są gorsze od suplementów pozwanej. A tak – w ocenie tej pierwszej – wcale nie jest.
Pozwana spółka broniła się, twierdząc, że wiele firm wykorzystuje kiepsko przyswajalny tlenek magnezu. Jego przyswajalność (to najważniejszy parametr – ważne bowiem, ile suplementu przyjmie organizm konsumenta, nie zaś, jaką dawkę on przyjmie) rzeczywiście oscyluje wokół 4 proc. Cytrynian magnezu – wykorzystywany przez pozwaną – za to cechuje się przyswajalnością nawet do 90 proc.
Zdaniem sądu argumenty pozwanej spółki były jednak nieprzekonujące. Przede wszystkim sam fakt zastosowania cytrynianu magnezu nie przekłada się na bardzo wysoką przyswajalność suplementu. Ta bowiem w dużym stopniu zależy od szeregu czynników, takich jak m.in. wiek, stan zdrowia, stosowana dieta czy indywidualne uwarunkowania przyjmującego.
Sąd uznał, że doszło do czynu nieuczciwej konkurencji określonego w art. 16 ust. 1 pkt 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 419), czyli reklamy wprowadzającej klienta w błąd i mogącej przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi.
– Treść orzeczenia pokazuje, jakie sztuczki i argumentację potrafią stosować producenci, by wyróżnić swój preparat na tle konkurencji – jedną ręką trzymając się faktów, a drugą rozwieszając barwne hasła. Często te dwa elementy dzieli zbyt wiele, by przekaz uznać za uczciwy – uważa Łukasz Waligórski.
Więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu [b][url=https://edgp.gazetaprawna.pl/]Gazety Prawnej[/url][/b]










