35-letnia kobieta zmarła w nocy z wtorku na środę, 19 lipca, w szpitalu przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Trafiła tam w 35. tygodniu ciąży. Zgon nastąpił w drugiej dobie po porodzie, który przebiegł bez komplikacji. Jak donosi Gazeta Wrocławska, do jej redakcji dotarł anonimowy mail od położnej z Kliniki Ginekologii i Położnictwa, z którego wynika, że miało dojść do zaniedbań ze strony lekarzy. Autorka anonimu twierdzi też, że personel kliniki zorientował się, że pacjentka nie żyje, dopiero kilka godzin po jej śmierci. Zaprzecza temu zarówno szef Kliniki prof. Mariusz Zimmer, jak i dyrekcja szpitala.
– Wyniki pierwszej sekcji zwłok mówią o nagłej śmierci sercowej, którą w medycynie nazywamy mechaniczną katastrofą serca. Pękła aorta – mówi prof. Andrzej Kübler, szef Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK. – Nie można było nic zrobić.
Po doniesieniach medialnych prokuratura wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny śmierci 35-latki. – Ustalamy okoliczności i przyczyny zgonu pacjentki, sprawdzamy, czy doszło do błędu w sztuce lekarskiej – mówi Małgorzata Klaus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Wczoraj przeprowadzona została sekcja zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej, wyniki jeszcze nie są znane.
Źródło: gazetawroclawska.pl










