Jak kobiety radzą sobie w Polsce z ograniczonym dostępem do antykoncepcji awaryjnej? Gazeta Wyborcza opisuje różne sposoby na zdobycie pigułek „dzień po”. Wymieniana jest m.in. inicjatywa zagranicznej organizacji Women on Web, któa w ubiegłym roku ugłosiła, że Polki mogą korzystać z wystawianych przez skupionych w niej lekarzy elektronicznych recept obowiązujących w całej Unii Europejskiej (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/uwaga-na-transgraniczne-recepty-na-ellaone]Uwaga na transgraniczne recepty na ellaOne![/url][/b]).
– Istnieje szansa, że farmaceuta przymknie oko na to, iż zgodnie z polskim prawem do apteki należy dostarczyć oryginał, z odręcznym podpisem lekarza, a nie kopię, ksero czy wydruk – czytamy w Wyborczej. – Receptę, owszem, można zamówić za granicą (musi ją wypisać lekarz praktykujący na terenie UE), jednak aby była ważna, musi zostać dostarczona w sposób tradycyjny, czyli listownie (czytaj więcej: [b][url=https://mgr.farm/content/ministerstwo-zdrowia-jednoznacznie-o-receptach-transgranicznych]Ministerstwo Zdrowia jednoznacznie o receptach transgranicznych[/url][/b]).
Autorka artykułu zwraca jednak uwagę, że niektórzy farmaceuci – z niewiedzy lub z dobrej woli – realizują recepty elektroniczne. Tak było w przypadku Michała, który odwiedził sześć aptek, zanim udało mu się zrealizować receptę dla żony.
– Receptę z Women on Web wydrukowałem w pracy, do dwóch aptek poszedłem od razu, w trakcie lanczu, jednak odmówiono mi wydania leków. Cztery kolejne obskoczyłem po południu, razem z dziećmi, które odebrałem z przedszkola. W końcu trafiłem na farmaceutkę, która przyjrzała się recepcie i bez problemu sprzedała mi EllaOne – opisuje mężczyzna.
Z tekstu w Gazecie Wyborczej wynika, że receptę może też wystawić kierownik apteki, jeśli w jego ocenie nieprzyjęcie leku przez pacjenta może zagrażać jego życiu lub zdrowiu.
– Znam farmaceutę z Gdańska, który od ręki wystawia recepty na tabletkę „dzień po”. Wie, że niechciana ciąża w wysokim stopniu zagraża zdrowiu kobiety, zwłaszcza psychicznemu, więc uważa, że to, co robi, jest w pełni uzasadnione, choć z pewnością nieco ryzykuje – opowiada Paulina, studentka Politechniki Warszawskiej. – Wierzę, że takich osób jest w aptekach więcej. Sama ostatnio korzystałam z pomocy mamy mojej koleżanki, która pracuje w jednej z warszawskich aptek. Nie jest kierowniczką, więc nie mogła wystawić recepty, ale sprzedała mi lek i poprosiła o jej doniesienie.
Dodaje, że większość jej koleżanek „ma swoje sposoby” na utrudniony dostęp do awaryjnej antykoncepcji.
Źródło: [url=http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,150427,24062205,kombinuj-dziewczyno-czyli-jak-zdobyc-tabletki-dzien-po.html]Gazeta Wyborcza[/url]










