Tylko tym medykom resort dał możliwość wystawiania specjalnych senioralnych recept. Zdaniem ministra Radziwiłła ograniczyć ma to nadużycia i pozwolić na szczelną kontrolę, do kogo rzeczywiście trafiają darmowe środki. To jednak spore utrudnienie dla pacjentów. Dodatkowa wizyta w poradni podstawowej opieki zdrowotnej czeka chorych, którzy na co dzień korzystają z usług specjalistów (również geriatrów), leczą się w prywatnych gabinetach albo właśnie opuścili szpitalny oddział.
Nie do końca wiadomo również, na jakiej podstawie specjaliści POZ mają ordynować medykamenty wybrane przez swoich kolegów. – Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której lekarz rodzinny odmówi pacjentowi wystawienia recepty na lek zalecony przez innego specjalistę. Ostatecznie to przecież na nim spoczywa odpowiedzialność za przepisanie takiego medykamentu. Chorego, który się do niego zgłosi, lekarz POZ powinien więc sam zdiagnozować i na tej podstawie podjąć decyzję, co będzie najlepsze dla jego zdrowia – zwraca uwagę dr Piotr Watoła, przewodniczący Regionu Małopolskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
– Nie mam wątpliwości, że takie rozwiązanie w rzeczywistości ograniczy przyznany seniorom przywilej. Utrudni również dostęp do poradni pozostałym pacjentom, bo chcący skorzystać z darmowych leków zajmą ich miejsce w kolejkach – dodaje.
W uniknięciu paraliżu gabinetów lekarzy POZ pomóc mogłyby pielęgniarki. Im również przyznano możliwość wystawiania recept na senioralne leki. Specjalistek, które kurs potrzebny do ordynowania leków mają już za sobą, jest jednak jak na lekarstwo, a większość pielęgniarek zainteresowanych wypisywaniem recept dopiero szykuje się do rozpoczęcia szkoleń.
Źródło: Dziennik Polski










