— Mam nadczynność tarczycy. To były święta, a ja myślałam, że mam więcej tabletek w opakowaniu. Gdy się okazało, że jednak mi brakuje, wpadłam w panikę — opowiada Anna z Olsztyna. — Ale od razu napisałam na zaufanej grupie, czy może ktoś ma kilka pastylek. Odezwała się do mnie Aneta, która zwalczyła nadczynność po ciąży, a tabletek jeszcze nie wyrzuciła. Termin ważności jeszcze nie upłynął. Za paczkę chusteczek dla niemowlaka dostałam listek takich samych tabletek. To była transakcja wymienna. Gdyby było trzeba, dałabym jej pieniądze. Czy to coś złego?
Na stronie Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego czytamy, że sprzedaż leków w sieci jest legalna, ale prowadzić ją mogą tylko apteki. Za odprzedaż leków grozi im jednak grzywna do 2 tys. zł, kara ograniczenia wolności lub nawet więzienie do dwóch lat. Tymczasem taki handel to codzienność na zamkniętych grupach na Facebooku dla młodych matek. Wymieniają się lekami nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci — a to krople na kolki, maści robione na zamówienie w aptece, a nawet antybiotyki. Oczywiście żadna matka nie chce skrzywdzić swojego dziecka, ale czy może mieć pełne zaufanie do grupowiczki, której nie zna?
— Ale ma wrażenie, że ją zna — tłumaczy dr Stefan Marcinkiewicz, socjolog z UWM. — Doktor Google dzisiaj podpowiada nam choroby. Ludzie są w stanie rozpoznać symptomy i umieją znacznie lepiej niż kiedyś korzystać z leków. Również dopytują się na grupach na Facebooku i otrzymują odpowiedzi od takich samych osób. Mamy tu do czynienia z kwestią wzajemności. A w zamkniętych grupach są przecież ludzie podobni do nas, o podobnych zainteresowaniach czy sytuacji życiowej. Jak im nie wierzyć? Taka grupa jest czasami bliższa niż przyjaciel czy rodzina. Gdy coś się dzieje, na przykład dziecko ma wysypkę, zamiast biec do lekarza, pytamy grupę o diagnozę. Pojawiają się rady: podaj taki lek, zrób to, tamto… Koleżanka z Facebooka staje się najbardziej wiarygodnym źródłem. Nawet jeśli jej bezpośrednio nie znamy. Wystarczy, że ma dziecko w tym samym wieku. Lekarz staje się niepotrzebny.
Zdaniem eksperta takie grupy na Facebooku są zamknięte, więc ukryte. To enklawy, do których rzadko sięga inspektor farmaceutyczny czy policja.
— Wszystko dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Ale takie są konsekwencje mediów społecznościowych. Tylko czy wychodzi nam to na zdrowie? – pyta Marcinkiewicz.
Źródło: [url=http://gazetaolsztynska.pl/485889,Sprzedam-tanio-antybiotyk-czyli-internetowi-farmaceuci.html#axzz52UcmH7qK]gazetaolsztynska.pl[/url]










