– Wyrzucenie z apteki wszystkiego, co nie jest lekiem, to nie jest dobry pomysł – przyznaje Stefan Piechocki. – Na tę chwilę apteki utrzymują się głównie ze sprzedaży pozalekowej, bo ze sprzedaży leków, szczególnie refundowanych, utrzymać się nie da.
Farmaceuci zwracają uwagę na śmiesznie niską marżę, którą otrzymują ze sprzedaży leków refundowanych. To często 1 lub 2 procent ceny. – W takich przypadkach nie można w ogóle mówić o marży – twierdzi Piechocki. – A przecież farmaceuta musi te leki kupić, zapłacić za nie, potem w aptece wydaje je pacjentowi i miesiąc czeka na zwrot kosztów z Narodowego Funduszu Zdrowia. Kolejny problem to planowanie wycofania z aptek suplementów diety.
– To bardzo dziwny projekt, bo granice między lekiem a suplementem przebiegają w dziwnych miejscach – mówi dr Stefan Piechocki. – Witamina C w dawce 200 mg jest zarejestrowana jako lek, więc moglibyśmy ją kupić tylko w aptece, a już ta sama witamina w dawce pięciokrotnie większej jest suplementem i dostępna byłaby jedynie w sklepie. Podobna sytuacja jest z witaminą D, większość produktów dostępnych na rynku to suplementy, kilka to leki.
To jeszcze nie koniec zmian planowanych w prawie farmaceutycznym przez resort zdrowia. Wiceminister Krzysztof Łanda zapowiada także wojnę przeciwko koncentracji aptek. Chodzi o to, aby jeden właściciel nie prowadził w regionie kilku aptek, nawet jeśli będą one zarejestrowane na inne podmioty.
– Taki zapis istnieje w tej chwili, ale duże apteki sieciowe i tak robią, co chcą – mówi Stefan Piechocki. – Sieci nie przejmują się ani koncentracją aptek w jednym miejscu, ani zakazem reklamy leków.
Przeciwko likwidacji tzw. sieciówek opowiada się z kolei Związek Pracodawców Aptecznych. Jego prezes Marcin Piskorski ostrzega, że krok ten może doprowadzić do drastycznych podwyżek cen lekarstw. – Państwo nie negocjuje cen z aptekami, lecz z producentami, więc o żadnym dyktowaniu warunków nie ma mowy. Poza tym polski rynek apteczny jest niezwykle rozproszony – działa na nim około 15 tysięcy aptek, z czego 1/3, a więc 5 tysięcy to apteki tzw. sieciowe, należące do przedsiębiorców niebędących farmaceutami lub do spółek kapitałowych. Statystyczna sieć to kilka – kilkanaście aptek. Tylko cztery sieci w całej Polsce posiadają powyżej 100 aptek. Jeśli zostanie wprowadzony wymóg ministerstwa, by większościowy udział w aptece miała osoba z dyplomem magistra farmacji, trzeba by wywłaszczyć te 5 tysięcy aptek – mówi Piskorski. – My postulujemy wprowadzenie takich zmian na rynku, które pozwolą działać wszystkim rodzajom aptek.
Źródło: Głos Wielkopolski










