Zdecydowana większość Polaków idzie na łatwiznę. Kupują suplementy diety, łykają je i mimo że spędzają cały dzień na kanapie licząc że tabletki sprawią, że będą zdrowsi.
– To dla mnie niezrozumiałe, bo z jednej strony zachłystujemy się zdrowym stylem życia, z drugiej chcemy sobie to życie mocno ułatwić – mówi prof. Zbigniew E. Fijałek z Narodowego Instytutu Leków w rozmowie z Gazetą Wrocławską.
– Wierzymy, że wystarczy łyknąć tabletkę i ona zapewni nam zdrowie, długowieczność i figurę modelki. Najbardziej jednak dziwi to, że wielu emerytów nie stać na leki, na dobre jedzenie, a stać ich na suplementy diety. Widocznie łatwowierny senior, który przez 10 godzin siedzi przed telewizorem i ogląda program przerywany reklamami o suplementach, myśli sobie „jak ich nie kupię, to nie przeżyję”. Uważam, że największą krzywdę robią suplementom ich producenci, którzy wykupują reklamy. Z kolei jeśli nie będą ich reklamować, to ludzie ich nie kupią – i tak koło się zamyka – dodaje profesor.
W krajach rozwiniętych, do których należy Polska, choroby spowodowane brakiem witamin czy minerałów to już rzadkość. Mamy bowiem dostęp do świeżych warzyw i owoców przez cały rok. – Ja nie słyszałem, żeby Polacy cierpieli na awitaminozę – podkreśla profesor Fijałek. – Może brakuje nam witaminy D3, zwłaszcza zimą, bo za mało jest słońca. Ale nic poza tym. Stosowanie suplementów diety zamiast pełnowartościowej diety jest niepotrzebne, a może okazać się szkodliwe. Przecież zwykle zjadamy naraz jedno-dwa jabłka, a nie kilogram. Wiemy, że mógłby nas rozboleć brzuch. Tymczasem ludzie kupują nierzadko kilka rodzajów suplementów i stosują je jednocześnie, nie mając chyba pojęcia, że każdy z nich posiada zbliżony skład. Pacjenci potrafią przedawkować jakąś witaminę nawet 25 razy. I to jest naprawdę niebezpieczne.
Suplementy diety przypominają leki, mają kształt tabletek, kapsułek, choć nimi nie są. Ale pacjenci często nie odróżniają jednych od drugich. Mają zaufanie do tego, co kupują. I tu tkwi pułapka. Bo każdy lek, nim zostanie dopuszczony do sprzedaży, musi zostać najpierw zarejestrowany przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, a wcześniej przejść długą drogę prób. Suplementy diety takiej procedury nie wymagają. Dopuszcza je do obrotu Główny Inspektor Sanitarny, gdyż są traktowane jako żywność. Mogą być produkowane wszędzie.
– Zarówno w dobrze wyposażonym laboratorium, mieszkaniu, jak i w garażu, bo nikt tego precyzyjnie nie określa – zaznacza prof. Fijałek. – Gdyby rejestracja była konieczna, to aż tylu suplementów na rynku by nie było. Nie chciałbym potępiać w czambuł wszystkich tego typu produktów, bo w sprzedaży są też suplementy, które były kiedyś lekami. To na przykład zioła z naszego obszaru geograficznego, które mają udowodnione działania, są naprawdę skuteczne w pewnych przypadkach. Przecież od zawsze piło się herbatę z lipy czy bzu czarnego na przeziębienie, rozgrzanie. Tylko że kiedyś zioła stosowało się, bo były potrzebne, a nie dlatego, że je reklamowano. Tymczasem utarło się przekonanie, że preparaty z ziół można zażywać do woli i bezkarnie, gdyż są sprawdzone i mają słabe działanie. Zapomina się, że stosowane w nadmiarze bywają bardzo niebezpieczne – podkreśla.
Więcej na ten temat można przeczyta na stronach [b][url=http://www.gazetawroclawska.pl/zdrowie/a/siegamy-po-tabletki-zamiast-ruszac-sie-i-jesc-owoce,11758322/]Gazety Wrocławskiej[/url][/b]
Źródło: Gazeta Wrocławska










