„Różowy podatek” to termin, którym określa się różnicę w cenach pomiędzy tymi samymi produktami dla kobiet i mężczyzn. Kobiety statystycznie płacą o 7 proc. więcej niż panowie za identyczne, choć różnie sprofilowane produkty.
Damskie ubrania są o 8 proc. droższe od męskich, a artykuły higieniczne dla pań kosztują aż o 13 proc. więcej, w porównaniu z tymi samymi artykułami dla panów. Dotyczy to nawet kosmetyków tej samej marki, o identycznej pojemności i o podobnych właściwościach.
Jedna z nowojorskich aptek, mieszcząca się na Manhattanie 'Thompson Chemists’, postanowiła na własną rękę rozprawić się z różowym podatkiem i wprowadziła w poniedziałek nową zasadę – do zakupów robionych przez mężczyzn doliczany jest siedmioprocentowy podatek, a kobiety mogą robić tam zakupy bez podatku.
– Chcieliśmy pokazać, że kobiety zasługują na zrobienie sobie przerwy, bo generalnie wydają więcej, a zarabiają mniej – twierdzi Jolie Alony, właścicielka 'Thompson Chemists’.
To radykalny sposób na walkę z nierównym traktowaniem płci, więc nie wszystkim klientom przypadł do gustu, niektórzy narzekali wręcz na dyskryminację mężczyzn. Technicznie pobieranie wyższych opłat w zależności od płci nie jest w Nowym Jorku legalne, toteż właścicielka apteki musi dokładać różnicę z własnej kieszeni.
Źródło: fpiec.pl










