Tabletka „dzień po” to rodzaj antykoncepcji, stosowany zwykle po niechcianym lub niezabezpieczonym stosunku płciowym. Mechanizm jej działania polega najczęściej na utrudnieniu zagnieżdżenia się zarodka w endometrium macicy. W 2017 roku wprowadzono dla niej ponownie wymóg posiadania odpowiedniej recepty lekarskiej.
– Miało to na celu ograniczenie dostępności do antykoncepcji awaryjnej kobietom – sugerują posłanki Magdalena Biejat, Katarzyna Kotula i Marcelina Zawisza.
Zmiana w tym zakresie ma przede wszystkim zwiększyć poziom bezpieczeństwa kobiet w naszym kraju. Parlamentarzystki powiedziały też na konferencji prasowej w Sejmie, że rozluźnienie przepisów ograniczy dodatkowo liczbę niechcianych ciąż. A ta, zwłaszcza wśród młodych kobiet jest niebezpiecznie duża. Kolejną korzyścią płynącą z przedstawionego projektu byłoby zmniejszenie liczby przeprowadzanych aborcji.
– Ma to szczególne znaczenie w przypadku gwałtu – podkreślają wnioskodawcy projektu.
⇒ Czytaj również: Tabletka „dzień po” dostępna bez recepty? Ministerstwo Zdrowia odpowiada…
Posłanki podkreślają przy tym mnożące się problemy kobiet w momencie zaistnienia potrzeby otrzymania takiej recepty. Jakie?
Tabletka „dzień po” – tu liczy się czas…
W kontekście antykoncepcji awaryjnej niezwykle ważny jest czas. Jak podkreśliły pomysłodawczynie projektu zastosowanie tego typu preparatów powinno nastąpić możliwie jak najwcześniej. Każda zwłoka w tym zakresie zmniejsza skuteczność tych leków, a dodatkowo potęguje strach u kobiet. Kwalifikacja tabletek „dzień po” do grupy leków wydawanych z przepisu lekarza stwarza zatem realne zagrożenie dla kobiet.
– Jest to rozwiązanie utrudniające i opóźniające dostęp do tych preparatów, które zw względu na mechanizm działania i spadającą z czasem skuteczność powinny być zażywane przez pacjentki niezwłocznie po niezabezpieczonym stosunku – czytamy w uzasadnieniu do zmiany ustawy Prawo Farmaceutyczne.
Kolejnym problemem, na jaki zwracają uwagę parlamentarzystki Lewicy jest tzw. klauzula sumienia.
– Dzisiaj nawet jeżeli dostaniemy się do lekarza ginekologa, to on bardzo często zasłania się klauzulą sumienia – podkreślała posłanka Katarzyna Kotula.
Okazuje się zatem, że problemem jest nie tylko wymóg posiadania recepty, ale też możliwość jej otrzymania. Zdaniem posłanek zmiana dokonana w 2017 roku podyktowana była niekoniecznie troską o zdrowie kobiet. Górę wzięły za to ideologia i fundamentalistyczne poglądy. Nie jest bowiem prawdą w ocenie wnioskodawców, że tabletki „dzień po” łykane były przez kobiety jak zwykłe cukierki. Problem pojawia się także w sytuacji, gdy pacjentką lekarza ginekologa jest kobieta poniżej 18 roku życia.
– Pragnę przypomnieć, że 15-letnie dziewczynki mają prawo odbyć stosunek, ale nie mogą same udać się do lekarza, do czego potrzebują zgody rodzica – informują działaczki Lewicy w swoim przekazie.
Tym samym państwo w ocenie lewicy utrudnia dostęp do antykoncepcji awaryjnej w różnych formach.
Barierą pozostaje też kwestia finansowa…
Wymóg posiadania recepty to jedno. Inną, równie ważną kwestią jest też bariera finansowa. Posłanki Lewicy zauważają, że sam koszt wizyty u lekarza ginekologa to zwykle nawet 250 zł. Do tej sumy należy jeszcze doliczyć koszt wykupienia samych leków. Jak informują parlamentarzystki wykupienie tabletek „dzień po” to koszt około 150 zł.
– Można wykupić też receptę przez receptomat, ale to też kosztuje – podkreśla Katarzyna Kotula.
Posłanki sugerują zatem zmiany w aktualnie obowiązującym prawie. Tym bardziej, że jak informuje raport NIK w Polsce występuje problem z dostępem do ginekologów. Dlatego projekt zakłada dodanie do ustawy o prawie farmaceutycznym dosłownie jednego zdania.
– To jedno zdanie pozwoli uzyskać lepszy dostęp do ochrony zdrowia, a kobiety będą mogły poczuć się trochę bardziej bezpiecznie – stwierdziła Magdalena Biejat.
Posłanki zauważają też, że w Unii Europejskiej już tylko Polska i Węgry wymagają posiadania recept na antykoncepcję awaryjną. W pozostałych krajach tego typu produkty spotkać można nawt poza aptekami, np. w drogeriach. Parlamentarzystki zauważają też, że stosowane w Polsce prawo jest też sprzeczne z rekomendacjami Unii Europejskiej.
– W 2014 roku na podstawie badań WHO, UE wydała zalecenie, że ta forma antykoncepcji powinna być dostępna bez recepty – podkreśliła Marcelina Zawisza.
Posłanki lewicy wspomniały też chociażby o Białorusi, która pod tym względem wyprzedza nasz kraj jeśli chodzi o dostęp do tabletek „dzień po”. Pośrednio dlatego rośnie w Polsce liczba niechcianych ciąż i przeprowadzanych aborcji. Posłanki liczą, że proponowane przez nich zmiany znajdą uznanie wśród innych parlamentarzystów. Sprawa pozostaje zatem otwarta.
©MGR.FARM










