REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 11 lipca 2023, 12:01

Tabletka „dzień po” bez recepty? Posłanki Lewicy składają projekt ustawy w tej sprawie…

Znana pod nazwą „antykoncepcja awaryjna” tabletka „dzień po” dostępna jest w Polsce od dawna. Aby jednak móc zakupić konkretny lek w aptece wymagane jest obecnie posiadanie recepty lekarskiej. Bez niej farmaceuta nie może wydać danego leku. Posłanki lewicy uznają tego typu wymóg za błędny. Dlatego też złożyły w tej sprawie odpowiedni projekt ustawy…

Zdaniem autora petycji ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego oznacza też konieczność wprowadzenia zakazu sprzedaży antykoncepcji (fot. Shutterstock)
Posłanki Lewicy chcą, aby tabletka "dzień po" była dostępna bez recepty (fot. Shutterstock)

Tabletka „dzień po” to rodzaj antykoncepcji, stosowany zwykle po niechcianym lub niezabezpieczonym stosunku płciowym. Mechanizm jej działania polega najczęściej na utrudnieniu zagnieżdżenia się zarodka w endometrium macicy. W 2017 roku wprowadzono dla niej ponownie wymóg posiadania odpowiedniej recepty lekarskiej.

REKLAMA

– Miało to na celu ograniczenie dostępności do antykoncepcji awaryjnej kobietom – sugerują posłanki Magdalena Biejat, Katarzyna Kotula i Marcelina Zawisza.

Zmiana w tym zakresie ma przede wszystkim zwiększyć poziom bezpieczeństwa kobiet w naszym kraju. Parlamentarzystki powiedziały też na konferencji prasowej w Sejmie, że rozluźnienie przepisów ograniczy dodatkowo liczbę niechcianych ciąż. A ta, zwłaszcza wśród młodych kobiet jest niebezpiecznie duża. Kolejną korzyścią płynącą z przedstawionego projektu byłoby zmniejszenie liczby przeprowadzanych aborcji.

– Ma to szczególne znaczenie w przypadku gwałtu – podkreślają wnioskodawcy projektu.

⇒ Czytaj również: Tabletka „dzień po” dostępna bez recepty? Ministerstwo Zdrowia odpowiada…

Posłanki podkreślają przy tym mnożące się problemy kobiet w momencie zaistnienia potrzeby otrzymania takiej recepty. Jakie?

Tabletka „dzień po” – tu liczy się czas…

W kontekście antykoncepcji awaryjnej niezwykle ważny jest czas. Jak podkreśliły pomysłodawczynie projektu zastosowanie tego typu preparatów powinno nastąpić możliwie jak najwcześniej. Każda zwłoka w tym zakresie zmniejsza skuteczność tych leków, a dodatkowo potęguje strach u kobiet. Kwalifikacja tabletek „dzień po” do grupy leków wydawanych z przepisu lekarza stwarza zatem realne zagrożenie dla kobiet.

– Jest to rozwiązanie utrudniające i opóźniające dostęp do tych preparatów, które zw względu na mechanizm działania i spadającą z czasem skuteczność powinny być zażywane przez pacjentki niezwłocznie po niezabezpieczonym stosunku – czytamy w uzasadnieniu do zmiany ustawy Prawo Farmaceutyczne.

Kolejnym problemem, na jaki zwracają uwagę parlamentarzystki Lewicy jest tzw. klauzula sumienia.

– Dzisiaj nawet jeżeli dostaniemy się do lekarza ginekologa, to on bardzo często zasłania się klauzulą sumienia – podkreślała posłanka Katarzyna Kotula.

Okazuje się zatem, że problemem jest nie tylko wymóg posiadania recepty, ale też możliwość jej otrzymania. Zdaniem posłanek zmiana dokonana w 2017 roku podyktowana była niekoniecznie troską o zdrowie kobiet. Górę wzięły za to ideologia i fundamentalistyczne poglądy. Nie jest bowiem prawdą w ocenie wnioskodawców, że tabletki „dzień po” łykane były przez kobiety jak zwykłe cukierki. Problem pojawia się także w sytuacji, gdy pacjentką lekarza ginekologa jest kobieta poniżej 18 roku życia.

REKLAMA
REKLAMA

– Pragnę przypomnieć, że 15-letnie dziewczynki mają prawo odbyć stosunek, ale nie mogą same udać się do lekarza, do czego potrzebują zgody rodzica – informują działaczki Lewicy w swoim przekazie.

Tym samym państwo w ocenie lewicy utrudnia dostęp do antykoncepcji awaryjnej w różnych formach.

Barierą pozostaje też kwestia finansowa…

Wymóg posiadania recepty to jedno. Inną, równie ważną kwestią jest też bariera finansowa. Posłanki Lewicy zauważają, że sam koszt wizyty u lekarza ginekologa to zwykle nawet 250 zł. Do tej sumy należy jeszcze doliczyć koszt wykupienia samych leków. Jak informują parlamentarzystki wykupienie tabletek „dzień po” to koszt około 150 zł.

– Można wykupić też receptę przez receptomat, ale to też kosztuje – podkreśla Katarzyna Kotula.

Posłanki sugerują zatem zmiany w aktualnie obowiązującym prawie. Tym bardziej, że jak informuje raport NIK w Polsce występuje problem z dostępem do ginekologów. Dlatego projekt zakłada dodanie do ustawy o prawie farmaceutycznym dosłownie jednego zdania.

– To jedno zdanie pozwoli uzyskać lepszy dostęp do ochrony zdrowia, a kobiety będą mogły poczuć się trochę bardziej bezpiecznie – stwierdziła Magdalena Biejat.

Posłanki zauważają też, że w Unii Europejskiej już tylko Polska i Węgry wymagają posiadania recept na antykoncepcję awaryjną. W pozostałych krajach tego typu produkty spotkać można nawt poza aptekami, np. w drogeriach. Parlamentarzystki zauważają też, że stosowane w Polsce prawo jest też sprzeczne z rekomendacjami Unii Europejskiej.

– W 2014 roku na podstawie badań WHO, UE wydała zalecenie, że ta forma antykoncepcji powinna być dostępna bez recepty – podkreśliła Marcelina Zawisza.

Posłanki lewicy wspomniały też chociażby o Białorusi, która pod tym względem wyprzedza nasz kraj jeśli chodzi o dostęp do tabletek „dzień po”. Pośrednio dlatego rośnie w Polsce liczba niechcianych ciąż i przeprowadzanych aborcji. Posłanki liczą, że proponowane przez nich zmiany znajdą uznanie wśród innych parlamentarzystów. Sprawa pozostaje zatem otwarta.

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA