– W ocenie Ministerstwa Zdrowia przyjęcie przez pacjentkę produktu leczniczego z grupy ATC G03A – hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego, powinno być poprzedzone wizytą u lekarza ze specjalizacją w zakresie ginekologii, której nieodłącznym elementem jest badanie fizykalne – tak pod koniec 2016 roku ówczesny wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, argumentował podjęcie przez resort zdrowia kroków ograniczających dostęp tabletki „dzień po”.
W rezultacie kilka miesięcy później Ministerstwo Zdrowia wprowadziło zmianę w zakresie dostępności do antykoncepcji awaryjnej w postaci preparatu EllaOne, który wcześniej był dostępny bez recepty. Zmiana polegała na wprowadzeniu potrzeby uzyskania recepty na produkty lecznicze z grupy ATC G03A – hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego.
– Dzięki wprowadzonej regulacji lekarz będzie mógł ocenić, czy zastosowanie leku nie wpłynie negatywnie na stan zdrowia pacjentki, zwłaszcza nieletniej – zapewniał wiceminister Łanda dodając, że nowa regulacja ma na celu zapobiec upowszechnianiu stosowania i nieuzasadnionej konsumpcji hormonalnych środków antykoncepcyjnych do stosowania wewnętrznego.
Za mało czasu na zdobycie recepty…
Decyzja ta była krytykowana przez liczne środowiska. Jej konsekwencje do tej pory odczuwają kobiety w całej Polsce. Przypomniała o tym niedawno posłanka Aleksandra Gajewska w interpelacji do Ministra Zdrowia.
– Polska jest jednym z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, w których do zakupienia tabletki „dzień po” czyli awaryjnej tabletki antykoncepcyjnej (ellaOne) wymagana jest recepta. Spowodowało to znaczne ograniczenia dostępności tego środka i niesie to za sobą ogromne konsekwencje – wskazywała Gajewska.
Jednocześnie zwróciła uwagę, że umówienie się na wizytę do ginekologa to często kwestia tygodni, a preparat EllaOne należy zażyć nie później niż 5. dnia od odbycia stosunku bez zabezpieczenia lub gdy w jego trakcie stosowana metoda antykoncepcji zawiodła (czytaj również: Rząd przesądził o losie ellaOne. Będzie na receptę).
– Dla wielu kobiet dostanie się do ginekologa/ginekolożki w odpowiednim do przyjęcia leku terminie jest najzwyczajniej niewykonalne. Do 2017 roku lek można było nabyć bez recepty, a od wykupowania go masowo przez młodzież (o takim rzekomym ryzyku mogliśmy słyszeć od przedstawicieli prawicy) odstraszała chociażby jego cena. Warto również zaznaczyć, iż lek ten nie służy do przerwania ciąży, lecz polega na przesunięciu terminu owulacji – wskazuje posłanka.
W rezultacie zapytała Ministra Zdrowia czy rząd planuje przywrócenie możliwości zakupu antykoncepcyjnej tabletki awaryjnej bez recepty?
– Jeśli natomiast nie jest planowane wznowienie możliwości zakupu tabletki bez recepty, jakie działania są podejmowane w celu pomocy kobietom znajdującym się w sytuacji, gdy nie są w stanie umówić się do lekarza przed upływem terminu odpowiedniego do zażycia tabletki? – pytała posłanka.
Ministerstwo nie wycofa się ze zmian
Odpowiadający na tę interpelację wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski nie pozostawia wątpliwości.
– Nie są prowadzone, ani planowane, żadne przedsięwzięcia legislacyjne zmierzające do realizacji tak przedstawionego celu. Szeroko pojęta dostępność do produktu leczniczego jest wprost determinowana jego kategorią dostępności, czyli tego czy jest on dostępny w tzw. „odręcznej” sprzedaży, czy wyłącznie z przepisu osoby uprawnionej do wystawiania recept – poinformował Miłkowski.
Wskazuje jednocześnie, że w tym kontekście jedynym dającym się wyobrazić przejawem „ułatwienia” owej dostępności byłaby modyfikacja kategorii dostępności tabletek „dzień po” na „dostępne bez przepisu lekarza – OTC”. A to nie jest zamiarem Ministerstwa Zdrowia (czytaj również: MZ: EllaOne będzie dostępne tylko na receptę).
– W istocie zmiana taka zaprzeczałaby działaniom Ministerstwa sprzed kilku lat, kiedy to do art. 23a ustawy z dnia 6 września 2001 r. – Prawo farmaceutyczne wprowadzono ust. 1a, w treści którego przesądzono, że produkty lecznicze dopuszczone do obrotu, wskazane w Charakterystyce Produktu Leczniczego do stosowania w antykoncepcji, otrzymują kategorię dostępności „wydawane z przepisu lekarza – Rp” – informuje wiceminister.
Te same argumenty…
Co ciekawe w swojej odpowiedzi Maciej Miłkowski powtarza niemal dosłownie argumenty, które w 2016 roku przedstawiał Krzysztof Łanda. Pisze, że „dzięki powyższej regulacji lekarz może ocenić, czy zastosowanie leku nie wpłynie negatywnie na stan zdrowia pacjentki, dodatkowo regulacja miała na celu zapobieżenie upowszechnianiu stosowania i nieuzasadnionej konsumpcji produktu leczniczego z grupy ATC G03A – hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego”.
– Należy stwierdzić, że przedstawione okoliczności odpowiadają rzeczywistości i nie zdezaktualizowały się – twierdzi Miłkowski.
A co mają zrobić kobiety, które na czas nie dostaną się do lekarza, by zażyć tabletkę przed upływem 5 dni od stosunku? Na to pytanie posłanki Aleksandry Gajewskiej, wiceminister Maciej Miłkowski już nie odpowiedział.
©MGR.FARM










