REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 1 marca 2018, 08:50

W aptekach gołym okiem widać, co jest towarem chodliwym, a co nie

Odkąd systematycznie chodzę po leki dla rodziców, rzeczywistość skrzeczy. Pomijam już fakt, że właściwie żaden z kilkunastu kupowanych dla moich seniorów medykamentów nie figuruje na liście bezpłatnych leków (70+). Za większość płacę 100%. Najgorsze jest jednak to, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby wszystkie lekarstwa z recepty były do kupienia od ręki – pisze dziennikarka Przełomu.

Szkoda też, że nie zawsze można liczyć na pomoc farmaceuty w znalezieniu poszukiwanego leku - pisze autorka felietonu (fot. Shutterstock)

– I wkurzyłam się ostatnio, czytając w „Przełomie” wypowiedź farmaceutki. Mówiła, że farmaceuci dobrze wiedzą, co się sprzedaje, a co nie, i że to właśnie zamawiają. Może i zamawiają, ale nie dostają – konkluduje Alicja Molenda, felietonistka Przełomu.

REKLAMA

Jej zdaniem właściciele aptek niechętnie wypowiadają się publicznie na temat asortymentu sprzedażowego, a anonimowa opinia w sytuacji kryzysowej wiarygodnie nie brzmi.

– W aptekach gołym okiem widać, co jest towarem chodliwym, a co nie. Suplementy! To połowa aptecznego obrotu, pewnie i dochodów. Wcale nie leki refundowane, jak myślą zwykli śmiertelnicy! Naczelna Rada Lekarska postulowała kilka lat temu wycofać je z aptecznej sprzedaży, bo pacjenci myślą, że zastępują lekarstwa, ale Izba Aptekarska dzielnie broni tych produktów, bo przecież przy tak silnej konkurencji trzeba z czegoś żyć, co oczywiście rozumiem – pisze Molenda. – Statystyki nie zostawiają wątpliwości. W 2015 r. Polacy wydali na suplementy 1,5 mld zł, a w 2016 już 3,5 mld zł. Nic dziwnego, że aptekarzom opłaca się je mieć na stanie, bo dobrze schodzą. A leki? Niekoniecznie. Poza tym jest z nimi mnóstwo biurokracji.

Zdaniem autorki może być inaczej i za przykład podaje kraje skandynawskie.

REKLAMA
REKLAMA

– W Holandii, ale i u naszych południowych sąsiadów, nie ma tak potwornych problemów z zaopatrzeniem w leki. Ba, działają tam z powodzeniem e-recepty. Wystawia je lekarz podczas wizyty lub na telefon dla chorych przewlekle. Taki dokument przesyłany jest do apteki. Zanim pacjent tam dotrze, już na niego czekają. SMS przypomina adres apteki. W przypadku problemu z dostępnością, elektroniczna recepta kierowana jest do tej apteki, która medykament posiada, a informacja o miejscu odbioru do pacjenta SMS-em. System e-receptowy sprawdza przy okazji interakcje zaordynowanych medykamentów z innymi, zażywanymi przez pacjenta lekami – pisze Alicja Molenda.

– To o czym piszę (e-recepty) miało działać w Polsce już w 2016 r. Nie działa. Nie ma też przystępnego źródła informacji, gdzie leki faktycznie są, i ile kosztują. Proszę zajrzeć na wykazy NFZ-owskie. Gramatura, schorzenie, opakowanie. Mnóstwo czynników wpływających na to co, komu i za ile się należ. Leki trzeba dziś sobie wychodzić lub wydzwonić. Kto ma na to siłę i czas? Chorzy, starzy, opiekunowie? Szkoda też, że nie zawsze można liczyć na pomoc farmaceuty w znalezieniu poszukiwanego leku, bo do konkurencji klienta się raczej nie odsyła – pisze felietonistka.

Źródło: [url=http://przelom.pl/22145-apteka-pelna-czego.html]przelom.pl[/url]

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA