Dziennikarze „The Guardian” pojechali do Afryki, aby się przekonać, jak łatwo jest zakupić w tym kraju środki dopingowe.
– Dowiedzieliśmy się od naszych informatorów, że w ostatnim czasie właśnie Etiopia stała się centrum nielegalnego zakupu EPO dla sportowców z całego świata – wyjaśnia Martha Kelner, która jest autorką szokującego reportażu opublikowanego w „The Gardian” i niemieckiej telewizji „ARD”.
Dziennikarze odwiedzili na miejscu aptekę Gishen Pharmacy, która działa w Addis Abebie, stolicy Etiopii. Placówka położona jest dosłownie kilkaset metrów od największego stadionu sportowego w stolicy Etiopii. Przypadek?
– Raczej nie – dodają dziennikarze niemieckiego „ARD”, którzy również zajęli się tym tematem.
W sumie – bez żadnych problemów, bez potrzeby pokazania recepty (mimo że na opakowaniach była jasna informacja: „lek na receptę”) zakupiono dziewięć ampułek EPO. Koszt to prawie 2,5 tys. birr, czyli w przeliczeniu na polską walutę – 385 złotych. Wychodzi, że jedno opakowanie to koszt niewiele ponad 40 złotych. Dla porównania, cena podobnego opakowania w Polsce to mniej więcej 1000 złotych. No i trzeba mieć receptę.
Przez wiele lat to Kenia, sąsiadująca z Etiopią, była – wg dziennikarzy i WADA – miejscem „turystyki dopingowej”. Do małego miasteczka Itam mieli jeździć sportowcy z całego świata (również ci najlepsi: rekordziści, medaliście największych imprez). Teraz na topie jest Etiopia i wioska Sululta położona 2500 m n.p.m.
– Można do niej dojechać ze stolicy kraju w ciągu kilkudziesięciu minut, prowadzi do niej droga tak wąska, że w niektórych miejscach nie mieszczą się dwa samochody, jedyną rozrywką jest przydrożna kawiarnia trzeciego sortu – można przeczytać na łamach „The Guardian”.
Więcej na ten temat na stronach [b][url=https://sportowefakty.wp.pl/la/704118/przerazajace-efekty-dziennikarskiego-sledztwa-w-tym-kraju-doping-jest-dostepny-w]Wirtualnej Polski[/url][/b].
Źródło: sportowefakty.wp.pl










