REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 24 sierpnia 2016, 08:37

Walka aptek o pacjenta

Na rynku farmaceutycznym zachodzą poważne zmiany. Tylko w ostatnim roku „sieciówek” przybyło 720, a liczba aptek indywidualnych zmniejszyła się o 465. Co to oznacza dla pacjentów? Dziś bywa taniej, ale jest też ryzyko, że może dojść do monopolizacji. Czyli dużo wyższych cen – pisze Dziennik Polski.

Prognozy z początku 2012 roku zapowiadały spadek liczby aptek. Tymczasem ich liczba nie tylko stale rośnie, ale zmienia się również struktura – z roku na rok tracą apteki indywidualne na rzecz „sieciówek”. Dlaczego? Bo leki i suplementy kupowane w ilościach hurtowych do wielu placówek danej sieci są tam często tańsze. To dobra informacja dla pacjentów, ale są też gorsze.

REKLAMA

– Apteki sieciowe znacznie częściej niż indywidualne zatrudniają gorzej opłacanych techników farmaceutycznych, którzy z reguły nie mogą służyć tak fachową poradą, jaką zapewniają magistrowie farmacji – mówi Barbara Jękot, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie.

Bardziej niepokojące jest jednak to, że wprowadzone ponad dekadę temu tzw. przepisy antykoncentracyjne – ustalające, że jeden przedsiębiorca może skupiać w swoich rękach nie więcej niż 1 procent aptek – nie są w Polsce przestrzegane. – Podobne zasady obowiązują w całym cywilizowanym świecie.

Chodzi o to, że nadmierna koncentracja placówek w rękach jednego podmiotu prowadzi do eliminowania konkurencji i monopolizacji rynku aptecznego. W konsekwencji monopolista, kiedy pozostaje już sam na polu walki, narzuca własne ceny i zasady gry – mówi Paweł Trzciński, rzecznik głównego inspektora farmaceutycznego (GIF).

REKLAMA
REKLAMA

Tak było w Kanadzie, gdzie odstąpiono od regulacji sprzedaży leków. W rezultacie ci, którzy ostatecznie pozostali na rynku, drastycznie podwyższyli ceny medykamentów. Pacjenci wpadli w panikę, zaczęli protestować. Dlatego aktualnie GIF jest w sporze sądowym z kilkoma sieciami aptek, które nie przestrzegają zakazu konkurencji. Jaki będzie efekt sporu? Nie wiadomo. Trzciński twierdzi, że sieci apteczne robią wszystko, by sprawy ciągnęły się jak najdłużej.

Niewiele dają też działania wojewódzkiej inspekcji farmaceutycznej. Józef Łoś, małopolski inspektor farmaceutyczny, nie kryje, że jego starania nie mogą przynosić pożądanych efektów. Dlaczego?

– My wydajemy zgodę na prowadzenie aptek przez podmiot X. Potem jednak podmiot ten tworzy spółki córki, które dzielą się, łączą i liczba faktycznie należących do danej sieci aptek rośnie. Ale prawo nie daje nam możliwości kontroli tych przekształceń i dziś nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile placówek faktycznie posiadają poszczególni przedsiębiorcy – mówi Łoś.

Źródło: Dziennik Polski

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA