REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 10 czerwca 2022, 14:11

Wielki błękit w oczach farmaceutki…

Podwodny świat jest pełen magii i niespodzianek. Podziwianie go z bliska wymaga nie tylko odwagi, ale i zaangażowania. Obie te cechy posiada Diana Sawa-Guja, która opowiedziała nam o swojej pasji do nurkowania.

Farmaceutka przekonuje, że nurkowanie to świetny sposób na zrelaksowanie się po ciężkim dniu pracy (fot. Diana Sawa-Guja)
Farmaceutka przekonuje, że nurkowanie to świetny sposób na zrelaksowanie się po ciężkim dniu pracy (fot. Diana Sawa-Guja)

Na co dzień pracuje w jednej z aptek w Gdyni, jest szczęśliwą mężatką, mamą małego Alberta i… dwóch kocurów rasy maine coon. Diana Sawa-Guja ma też dość niespotykaną wśród farmaceutów pasję – nurkowanie. W wolnych chwilach penetruje zatopione wraki statków, podziwia niewidoczne z powierzchni budowle i zachwyca się rafami koralowymi w Egipcie. A wszystko to zasługa jej męża. Zacznijmy jednak od początku…

REKLAMA

Co sprawia, że młody człowiek wybiera studia farmaceutyczne i pracę w aptece jako swoją ścieżkę kariery? Powodów jest wiele. Czasami to kwestia kontynuowania rodzinnej tradycji. Innym razem po prostu chęć zdobycia dobrego zawodu. Często to też wynik długich poszukiwań i oceny swoich zainteresowań. A jak było w przypadku Diany? Jak sama przyznaje, w liceum był trochę zagubiona i nie miała pomysłu na przyszłość. Jeszcze w drugiej klasie planowała z koleżanką studiować filologię hiszpańską. Farmację podpowiedziała jej mama. – Wydawało jej się, że to taki spokojny zawód, co teraz jej czasem wypominam po ciężkim dniu spędzonym z trudnymi pacjentami. Po latach przypomniałam sobie, że jako dziewczynka bawiłam się z koleżanką „w dom”. Byłam córką, której miejscem pracy była właśnie apteka. Sprzedawałam leki, a liście z pobliskiego drzewa były banknotami. Przez to uznałam, że farmacja była mi jednak pisana – wspomina farmaceutka.

Farmację studiowała na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Okres studiów kojarzy jej się przede wszystkim z dużą ilością nauki, a także z długimi dojazdami. – Mieszkałam poza Trójmiastem, więc codziennie trzy godziny spędzałam w podróży. Wczesne pobudki, późne powroty i nauka do późnych godzin nocnych to była wtedy codzienność – przyznaje Diana.

Po studiach zaczęła pracować w aptece, w której wcześniej odbywała sześciomiesięczny staż. – Bardzo lubiłam tam pracować. Czasem zostawałam kilka minut dłużej, aby pracować z pacjentami. W końcu miałam poczucie, że mogę komuś pomóc. Nawet kilka razy ktoś mi podziękował za to. Rozczarowana byłam jedynie, że po dwóch latach nie przedłużyli mi umowy. Zabolało, gdyż umowa kończyła mi się w dniu moich poprawin wesela – mówi farmaceutka.

Nurkowanie z mężem…

Pasję do nurkowania zaszczepił w niej… mąż. Choć „zaszczepił” to chyba zbyt delikatne słowo. Jak sama przyznaje, małżonek przez kilka lat namawiał ją do tego, by wspólnie z nim zwiedzała podwodny świat. Początkowo była sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. – Zawsze wykręcałam się, że nie umiem pływać. W końcu wzięłam się za siebie i poszłam najpierw na naukę pływania – przyznaje. Jakiś czas później jej mąż zrobił kurs nurkowania, a po jego ukończeniu dostał kupon na lekcję próbną. – Namówił mnie, bym go chociaż wykorzystała i spróbowała swoich sił na basenie. Zajęcia pod wodą tak mi się spodobały, że z basenu wychodziłam cała uśmiechnięta – wspomina farmaceutka.

Pasję do nurkowania zaszczepił w niej… mąż (fot.Diana Sawa-Guja)
Pasję do nurkowania zaszczepił w niej… mąż (fot.Diana Sawa-Guja)

Jak przyznaje, pokochała nurkowanie „od pierwszego oddechu pod wodą”. – Nie było wyjścia i zaczęłam się szkolić – przyznaje. Jej plany pokrzyżowała nieco pandemia, która wybuchła w momencie, gdy rozpoczynała szkolenie. – Opóźniło to zdobycie certyfikatu, ze względu na obostrzenia, ale też miałam czas na fizyczne przygotowanie się do tego ekstremalnego sportu – przyznaje Diana. Zaczęła intensywnie ćwiczyć i poprawiła znacznie swoją kondycję. Potem wszystko szybko się potoczyło. – Zrobiłam kurs podstawowy i zaawansowany. Do tego kurs na pływanie w suchym skafandrze oraz z wykorzystaniem wzbogaconego powietrza, popularnie nazwanego nitroxem – wymienia farmaceutka. Jak zapewnia, cały czas ma też w planach kurs ratownictwa nurkowego, aby być przygotowaną w każdej sytuacji i pomóc swojemu partnerowi nurkowemu.

To nie takie trudne…

Jak przekonuje, samo nurkowanie nie jest szczególnie trudne. Jest jednak na pewno wymagające. – Wymaga skupienia i czasem wykonywania kilku czynności na raz. Zdobycie podstawowego certyfikatu (Open Water Diver) nie trwa długo: pięć sesji teoretycznych, dwa zajęcia na basenie oraz cztery nurkowania na wodach otwartych, jak np. jezioro – wymienia Diana. Po zaliczeniu teorii i wszystkich ćwiczeń można się jednak pochwalić, że zostało się nurkiem.

Co dalej? Jak zapewnia farmaceutka, samo nurkowanie dzieli się na kilkadziesiąt specjalizacji, więc nie brakuje możliwości do dalszego rozwoju. Niestety wiąże się to też z wydatkami. Nurkowanie nie jest tanim sportem. – Koszt podstawowego kursu to około 2000 zł, zaawansowanego – około 1500 zł. Poza zdobywaniem specjalizacji pieniądze dobrze jest też wydać na własny sprzęt. Oczywiście można go wypożyczyć z centrum nurkowego, ale swój własny można konfigurować i wybierać pod swoje umiejętności i preferencje, szczególnie jeżeli ktoś myśli o zdobywaniu kolejnych doświadczeń, jak nurkowanie w Bałtyku przy wrakach – wyjaśnia Diana.

Jeśli komuś marzy się nurkowanie w zimnych wodach czy nurkowanie zimą, to musi liczyć się też z niemałym kosztem tzw. suchego skafandra. – No chyba, że ktoś „morsuje”, ale to zdecydowanie nie jestem ja! – zapewnia z uśmiechem farmaceutka. Oczywiście suchy skafander również można wypożyczyć, ale własny – dobrze skrojony i dopasowany na wymiar – daje gwarancję szczelności. Niestety to już jest koszt od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.

REKLAMA
REKLAMA

Podwodne światy

Wysiłek, czas i pieniądze poświęcone na zdobycie umiejętności i uprawnień do nurkowania to cena za możliwość odkrywania podwodnego świata, który dla wielu pozostaje niedostępny. Oprócz niezapomnianych wspomnień daje to po prostu ogromną satysfakcję – szczególnie gdy okazuje się, że najbardziej niezwykłe miejsca do nurkowania są bardzo blisko. – Ciekawym dla mnie odkryciem były nurkowania nocne. Można nurkować w dzień i w nocy w tym samym miejscu i za każdym razem będzie się wydawać inaczej. Bardzo zaskoczyła mnie mnogość życia podwodnego w nocy w Zatoce Gdańskiej. Wtedy dopiero jest co podziwiać – przekonuje Diana i dodaje, że zarówno w Polsce, jak i w Egipcie miała do czynienia z taką właśnie przygodą.

Najciekawszym miejscem, w którym do tej pory nurkowała, jest dla niej „Torpedownia” na Babich Dołach w Gdyni. To historyczny obiekt, który często można spotkać na pocztówkach z tego miasta. Budowla została wzniesiona przez Niemców jako ośrodek badawczy na polskim wybrzeżu podczas drugiej wojny światowej. Znajduje się około 300 metrów od plaży w głąb morza. Obiekt widziany z lądu robi ogromne wrażenie, jednak – jak zapewnia Diana – podziwiany pod wodą robi nie mniejsze wrażenie. Wśród miejsc, które zapadły szczególnie w jej pamięć, jest też znajdujący się na 30 metrach wrak okrętu podwodnego ORP Ślązak „Malutka”.

„Torpedownia” na Babich Dołach w Gdyni (fot. Diana Sawa-Guja)

Początki jej nurkowania zbiegły się z pandemią, więc nie miała jeszcze wielu okazji do zagranicznych podróży. – Bardziej znane mi są polskie jeziora i do nich się przyzwyczaiłam. Jezioro Kłodno w Chmielnie czy baza nurkowa „Honoratka” w Ślesinie posiadają różne atrakcje pod wodą, tj. zatopione pojazdy, klatki. Bardzo mi się to podoba – przyznaje. Za granicę udało jej się wyjechać raz, do Egiptu, i przekonuje, że było cudownie. – Było o wiele wygodniej ze względu na mniejszą ilość sprzętu na sobie, ale przede wszystkim widoki były niesamowite. Mimo globalnego problemu z ocieplaniem się mórz na rafach nadal było pełno ryb, żółwi, ośmiornic i muren. Marzę, aby zobaczyć pod wodą delfina. Teraz z niecierpliwością oczekuję kolejnego wyjazdu w październiku – zapewnia farmaceutka.

Grunt to dobra organizacja

Nurkowanie to fascynująca pasja, ale jednocześnie wymagająca też dobrej organizacji czasu. Jak radzi sobie z tym Diana? – Czasem jest to ciężko połączyć, jak ma się dziecko i pracujące weekendy. Bywało, że ominęły mnie jakieś wypady, bo byłam w pracy i nie było się z kim zamienić. Trzeba wcześniej wszystko dobrze zaplanować i znaleźć chętną babcię do opieki nad wnukiem – przyznaje farmaceutka. W rezultacie w ostatnim czasie nurkowała trochę rzadziej, także ze względu na zakup domu i związane z tym wydatki. – Na razie z mężem mamy plany robić sobie co roku wyprawę za granicę z zaprzyjaźnioną gdyńską szkołą nurkową. Staramy się też nurkować kilka razy w miesiącu, ale różnie z tym bywa. Jeden – dwa razy to minimum na miesiąc – przyznaje i dodaje, że w przyszłym roku z okazji dziesiątej rocznicy ślubu oboje liczą na egzotyczną wyprawę na koniec świata.

Diana przekonuje, że nurkowanie to świetny sposób na zrelaksowanie się po ciężkim dniu pracy. – Cisza, spokój, uczucie lekkości i tylko własny, spokojny oddech. Do tego można zobaczyć życie pod wodą – zachęca farmaceutka i wszystkim nieprzekonanym poleca zapisać się na program Discover Scuba Diving, gdzie można sprawdzić, czy nurkowanie to jest sport dla nas.

Artykuł pochodzi z nr 42 magazynu MGR.FARM


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Łukasz Waligórski, Wielki błękit w oczach farmaceutki, MGR.FARM, nr 2/2022 (42), str. L2-L6
REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA