Linus Pauling w wieku 64 lat zmienił nagle ustaloną od lat śniadaniową rutynę i zamiast jak zwykle pić sok wyciskany z pomarańczy, zaczął pić sok pomarańczowy obficie zakrapiany witaminą C. Miał już wtedy na koncie dwie nagrody Nobla. Gdy skończył 53 lata, za wkład w teorię wiązań atomowych został uhonorowany Nagrodą Nobla z chemii. Niespełna osiem lat później dostał drugiego Nobla – Nagrodę Pokojową, za działalność ograniczającą rozprzestrzenianie broni atomowej.
– Z naukowego punktu widzenia Pauling oszalał. Przypadłość, która go dotknęła, znana jest dziś jako 'choroba noblowska’, a jego przypadek (z blisko 30 innych) uważany jest za jeden z najcięższych i najbardziej spektakularnych – czytamy w Gazecie Wyborczej. – Choroba noblowska polega na tym, że noblista staje się orędownikiem wyjątkowo głupich i absurdalnych teorii. Praktycznie zawsze dotyczą one obszaru wiedzy wychodzącego poza kompetencje chorego, są jednak głoszone z absolutną pewnością i przekonaniem, a poparte autorytetem laureata.
W 1970 roku Pauling wydał książkę, w której przekonywał, że duże dawki witaminy C zapobiegają przeziębieniu i je leczą. Przekonywał też, że ludzie przyjmujący wysokie dawki witamin żyją dłużej o 25-35 lat.
– I wtedy na punkcie witaminy C zwariowali wszyscy. W ciągu roku po publikacji książki Paulinga „Witamina C i przeziębienie” sprzedaż suplementu w amerykańskich aptekach wzrosła dziesięciokrotnie. Farmaceuci zauważyli, że ludzie nie tylko częściej pytają o witaminę C, ale również kupują ją w o wiele większych ilościach. Podczas gdy kiedyś wystarczał im listek zawierający 100 mg, teraz przeciętnie kupują 250 lub nawet 500 mg – czytamy w Gazecie Wyborczej.
Pauling nie propagował szalonych dawek witamin z chęci zysku. Uważał, że źródłem zarówno wielu chorób, jak i drobnych zniszczeń prowadzących w rezultacie do starzenia i śmierci są wolne rodniki.
Więcej na ten temat pisze [b][url=http://wyborcza.pl/7,75400,23796086,witamina-c-najwieksza-sciema-wspolczesnej-medycyny.html]Gazeta Wyborcza[/url][/b]










