REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 27 grudnia 2019, 13:15

Z pasieki do apteki. Farmaceuta o pszczelarskiej pasji…

Produkty pszczele to nieodłączny element asortymentu każdej apteki. Miód, propolis, pyłek, mleczko pszczele… Jest jeden farmaceuta, który mimo młodego wieku wie na ich temat niemal wszystko. A do tego może pochwalić się własną pasieką. Mariusz Gochna o pszczelarstwie mógłby opowiadać godzinami…

Pszczelarzem chciał być już od dawna, ale na dobry moment musiał trochę zaczekać (fot. MGR.FARM)
Pszczelarzem chciał być już od dawna, ale na dobry moment musiał trochę zaczekać (fot. MGR.FARM)

REKLAMA

Jak przyznaje, wolny czas w weekendy całkowicie wystarcza, aby właściwie zadbać o pasiekę. Jedynie w szczytowym okresie sezonu, czyli w maju i czerwcu, oraz pod jego koniec, na przełomie sierpnia i września, konieczne są częstsze wizyty u pszczół. – Z tak małą pasieką nie ma wiele pracy, w sensie jej objętości. Są jednak punkty czasowe, kiedy pewne zabiegi muszą być wykonane bez względu na wszystko. Na przykład późnoletnie podawanie leków przeciwko warrozie (groźna choroba wywoływana przez roztocze Varroa destructor) należy przeprowadzić w odstępach 5–6-dniowych. Wtedy w pasiece trzeba być, niezależnie, jaki jest dzień tygodnia. To właśnie bardzo odróżnia pszczelarstwo od innych zajęć, jakimi wypełniać można czas „po godzinach” – mówi Mariusz Gochna.

To, co wyróżnia pszczelarstwo jako hobby, to fakt, że jest pasją samofinansującą się. Czasami daje nawet pewien dochód. – Miód, a tym bardziej samodzielnie odlana świeca z własnego wosku, to doskonały prezent. Radość obdarowanego to dla mnie dodatkowa satysfakcja – przyznaje farmaceuta.

Pszczelarz w aptece

Jeśli chodzi o apteczny asortyment, Mariusz jak ryba w wodzie czuje się wśród produktów pszczelich. Wie na ich temat zdecydowanie więcej niż przeciętny farmaceuta. Swoją wiedzą chętnie się też dzieli. – O właściwościach leczniczych miodu nie muszę się chyba rozwodzić. To wiedza, którą wynosimy właściwie z domu. Łyżka miodu rozpuszczona w szklance przegotowanej, wystudzonej wody (oksydaza glukozowa, silny przeciwutleniacz zawarty w miodzie, rozkłada się w temperaturze powyżej 60°C (dlatego nie można dodawać miodu do gorących napojów) i tak przyjmowana na czczo co rano uratuje nas od L4 przez cały sezon przeziębieniowy. Dodam jedynie, że miód polski jest najlepszy – przekonuje farmaceuta.

REKLAMA
REKLAMA

Mariusz przytacza badania prof. Artura Stojko, które udowodniły, że nasz miód akacjowy bije na głowę pod względem właściwości antybiotycznych i antyoksydacyjnych miody pomarańczowy, tymiankowy i kasztanowy (z kasztana jadalnego). Miód nawłociowy nieznacznie ustępuje arcydrogiemu miodowi manuka pod względem przydatności w leczeniu np. ostrego zapalenia żołądka. – Miód w Polsce jest tańszy niż gdziekolwiek w Europie. Jak to jest, że na wakacjach chociażby w Czarnogórze jesteśmy skłonni kupić miód za cenę dwukrotnie wyższą bez kręcenia nosem, mimo że nasz krajowy jest lepszy? To pytanie muszę zostawić bez odpowiedzi – mówi farmaceuta.

W ostatnich latach zawrotną karierą robi propolis, który bardziej po polsku nazywa się kitem pszczelim. Zdaniem Mariusza jego łacińska nazwa („przed miastem”, „przedmurze”) zdecydowanie lepiej oddaje rolę, jaką spełnia w ulu. Jest to bowiem zewnętrzna bariera chroniącą wnętrze ula przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. – Pszczoły zbierają go z pączków liściowych i samych liści brzóz, topoli, a zawiera on głównie żywice i substancje balsamiczne. Propolis dodany do pożywki o kwaśnym odczynie hamuje rozwój gronkowca złocistego. Nawet szczepy o oporności na antybiotyki są wrażliwe na jego działanie – wyjaśnia farmaceuta i dodaje, że z tego względu preparaty propolisowe znalazły zastosowanie w leczeniu schorzeń skórnych. Szczególnie tych pochodzenia urazowego, ran, odleżyn, poparzeń (także chemicznych i popromiennych).

Popularność wśród produktów pszczelich zyskuje też pyłek. W praktyce są to męskie komórki generatywne. By go zbierać, umieszcza się w ulu specjalne poławiacze. – Pszczoła, przeciskając się przez poławiacz, osypuje część pyłku zgromadzonego na tzw. obnóżu do naczynia. Obecne w nim substancje to wolne aminokwasy, sterole, fosfolipidy oraz fenole. Taki zestaw jest aż nadto oczywisty dla leczenia schorzeń wątroby i dróg żółciowych – wyjaśnia Mariusz Gochna. Dodaje jednak, że wadą pyłku jest jego słaba przyswajalność. Każde ziarenko ma grubą ścianę komórkową odporną w dużym stopniu na działanie enzymów. Poprawia ją maceracja, można też zamiast pyłku stosować pierzgę, czyli zakonserwowany przez pszczoły pyłek, przygotowany do spożycia („surowego” pyłku pszczoły nie jedzą). – Pierzga przyswaja się znacznie lepiej i działa szybciej. Wadą jest jej cena, która jest 3–5-krotnie wyższa, a to z powodu ograniczonej możliwości jej pozyskania metodą „wydrapywania” z komórek w plastrze. Sprawdza się u rekonwalescentów z organizmem wyczerpanym np. chemioterapią – opowiada Gochna.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM


REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA