– Wielkie sieci, które zamawiają dużą ilość leków, mogą liczyć na preferencyjne rabaty od producentów. Co innego małe apteki. Muszą nabyć towar po cenach, które dyktuje im hurtownik. W efekcie ceny produktów, które sprzedają są wyższe aniżeli te, które oferują apteki sieciowe – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Małgorzata Prusak, farmaceutka.
Jej zdaniem to właśnie sieci stoją za znikającymi aptekami na wsiach i w małych miejscowościach, zwłaszcza tych blisko miasta. Część aptek „wypada” też z rynku w sposób naturalny – dotyczy to tych placówek, których właścicielem jest osoba starsza. Po jej odejścia na emeryturę placówka jest likwidowana.
Zdaniem Naczelnej Izby Aptekarskiej apteki powstają tam, gdzie są potrzebne. Izba mówi wręcz o wzroście ich liczby na terenach wiejskich i w małych miejscowościach, gdzie od momentu wprowadzenia 'apteki dla aptekarza’ powstało ponad 200 nowych aptek i punktów aptecznych.
ZPA PharmaNET twierdzi jednak, że w tym czasie zamknięto prawie 300 placówek.
– Po wejściu w życie tej regulacji średnio miesięcznie zamyka się w Polsce ok. 80-90 aptek. Otwiera się natomiast od 30-40 nowych placówek i liczba ta spada – twierdzi Marcin Piskorski z Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – Przed wejściem w życie regulacji otwierało się miesięcznie ponad 100 aptek i punktów aptecznych.
Związek polemizuje też z tezą podnoszoną m.in. przez samorząd aptekarski, ze wprowadzenie nowych przepisów było konieczne ze względu na zagrożenie całkowitą monopolizacją rynku usług farmaceutycznych i przejęcia go przez duże, międzynarodowe podmioty. W ocenie PharmaNET takie zagrożenie nie istniało. Samorząd aptekarski przekonuje natomiast, że ustawa w dużej mierze zatrzymała agresywną ekspansję sieci.
– W porównaniu do ubiegłego roku ich liczba zmniejszyła się z 422 do 420 – informuje Tomasz Leleno, rzecznik NIA.
Małgorzata Prusak uważa, że 'apteka dla aptekarza’ faktycznie ograniczyła monopolizację rynku przez tzw. apteki sieciowe, dała też większe poczucie bezpieczeństwa właścicielom pojedynczych aptek.
– Bywało wcześniej tak, że ktoś dużo pracy włożył w rozwój własnej apteki, a potem nagle pod jego drzwiami otwierała się nowa, która bezpardonowo przejmowała pacjentów – mówi Prusak.
Źródło: Nasz Dziennik










